Przeczytajcie fascynujący wywiad z wrocławskim kolektywem Digit All Love, który przeprowadziliśmy przy okazji premiery ich nowego krążka „Augusta”. Choć jest to już trzeci album grupy, to jednocześnie w pewnym sensie jest także pierwszy, bo nagrany z nową wokalistką – Joanną Piwowar-Antosiewicz, która zastąpiła Natalię Grosiak.

Digit All Love oprócz bardzo charakterystycznego brzmienia kojarzyło się zapewne wielu słuchaczom w dużej mierze również z wokalem Natalii Grosiak. Myślę, że równie wiele osób zadaje sobie teraz pytanie o przyczyny zakończenia współpracy z nią…
Maciek Zakrzewski: To nie tyle „my” zakończyliśmy współpracę z Natalią, co ona sama odeszła. Była to jej autonomiczna i bardzo przemyślana decyzja o charakterze bardziej życiowym niż emocjonalno – towarzyskim. Jest to w zasadzie pytanie do Natki, ale osobiście uważam, że nie jest to temat do jakiś szczególnych rozważań. Natalia skupiła się na Mikromusic odnosząc wreszcie sukces, które należał się im już od dawna i zupełnie zrozumiałym jest dla mnie choćby to, że woli się teraz na tym skupić.

Jak z kolei nawiązaliście kontakt z Joanną? Joanno, czy wahałaś się długo nad przyjęciem propozycji współpracy z Digit All Love?
Joanna Piwowar-Antosiewicz: „Wahałam się” to w zasadzie nie jest dobre słowo – od początku bowiem czułam, że chcę. Ale na pewno rozważałam wszystkie opcje i analizowałam swój kalendarz, bo musiałam mieć pewność, że podołam na takim poziomie, na jaki był przygotowany Maciek. Po za tym w decyzji na pewno pomógł mi fakt, że pozostałe składy, w których działam (Ms. No One i Trzy Dni Później) przyjęły moją decyzję z dużą radością. Oni po prostu wiedzą, że ja jestem w stanie łączyć wszystko, za co decyduję się zabrać. Sporo logistycznej gimnastyki, ale jak słychać dajemy radę!
Maciek: Asię poznałem w 2009 roku. Od tamtego czasu uważnie śledziłem jej muzyczne poczynania i od początku byłem fanem jej głosu oraz stylu w jakim komponuje, mając silne przekonanie, że bardzo podobnie myślimy o muzyce. Moje przekonania okazały się bardzo trafne, gdyż prace nad „Augustą” przebiegały niezwykle sprawnie w atmosferze ogromnej ekscytacji wzajemnymi inspiracjami.

Nie baliście się, że zmiana wokalistki wpłynie negatywnie i zaburzy tożsamość zespołu?
Joanna: Ciężko mi odpowiadać na to pytanie, bo nie wiem czy chcę i czy to ja powinnam na nie odpowiadać. Nie tworzyłam tożsamości DAL wcześniej i z tego też powodu nie chciałabym wchodzić w analizę porównawczą. Myślę, że Maciek ma ucho, znał mój wokal oraz barwę wcześniej i to go zachęciło do zapukania do mnie. A kiedy okazało się, że muzycznie jest nam bardzo po drodze to wtedy pojawiło się takie przekonanie, że skoro nam tak hulają wspólnie dźwięki i słowa, to nie można tego marnować.
Maciek: Nie ma się czego bać! Trzeba robić swoje. I tak jak to powiedziała Asia, dzięki tej fuzji powstało coś nowego: nowa droga, nowe doświadczenie i doznania. Szukanie takich sytuacji to nasz artystyczny chleb powszedni.

Czytałam, że chcecie położyć wyraźną linię demarkacyjną między wcześniejszymi dokonaniami zespołu a aktualnymi. Na czym dokładnie polega nowy rozdział, który otwiera krążek „Augusta”?
Joanna: Ja nic takiego nie mówiłam (śmiech)! A tak na poważnie, to już podczas naszych pierwszych prób podjęliśmy decyzję, że zaczynamy od nowych piosenek, żeby sprawdzić co nam się z tego wyłoni. Chyba sami byliśmy zaskoczeni tym, że kolejne pomysły na utwory, słowa, melodie przychodzą nam tak „od ręki”. To nas na pewno napędzało – ten bardzo naturalny i twórczy proces. A ta linia może wynikać z faktu że oboje przyswajamy, jako odbiorcy, głównie mroczne strony muzyczne, nawet ponad gatunkami, i tym samym dość naturalnie przełożyło nam się na zawartość „Augusty”, która co by nie mówić ma więcej cieni.
Maciek: Nie wiem czy to nie chodziło o to, że „Augusta” naturalnie nakreśliła tę linię, co było efektem zupełnie nowej konfiguracji twórczej, która także opierała się także na innych inspiracjach.

Digit All Love wytworzyło charakterystyczny sobie dźwięk, inspirowany mrocznym trip-hopem. Do którego z artystów z tego gatunku jest Wam emocjonalnie i stylistycznie najbliżej?
Joanna: Nie jestem specjalnie trip-hopowym fachowcem, i w ogóle trochę się gubię, jeśli chodzi o style muzyczne. Po prostu jak mnie dopada jakaś płyta to ze mną jest. Zamęczam swój odtwarzacz przeróżnymi albumami, niekoniecznie premierami, bo zwykle z datami jestem na bakier. Na pewno w ostatnim roku towarzyszy mi często: Chelsea Wolfe, King Dude, Esben and the Witch, Gazelle Twin, a z polskich wykonawców, dzięki mojemu mężowi odkryłam „Zeliga” Krzysztofa Zalewskiego – świetna płyta. Także trip-hop to chyba specjalnie nie jest.
Maciek: Naprawdę trudno powiedzieć. Myśląc tymi kategoriami, nie jest mi aktualnie blisko do żadnego „przedstawiciela gatunku”.

W kulturze chrząszcz Jelonek rogacz funkcjonuje jako król owadów lub rycerz. Skąd ten owad na okładce Waszej płyty?
Joanna: Wow. Na to może odpowiedzieć tylko Maciek (śmiech).
Maciek: To historia długiej i dość abstrakcyjnej drogi poszukiwań inspiracji na okładkę. Jedną z konotacji tytułu „Augusta” było założenie, że to świetna nazwa dla huraganu, który pierwotnie miał być motywem przewodnim części graficznej. Iza Cichońska, autorka projektu okładki stwierdziła, iż egzotyka huraganów w Polsce to raczej burze oraz latające przed nimi nisko owady. W ten sposób doszliśmy do pomysłu stworzenia kolekcji owadów przedstawionych bardziej w formie broszek niż „żywych” owadów. Wybór chrząszcza był zupełnie przypadkowy, po prostu był dla mnie najbardziej okazały z całej gromadki i pasował mi jako front tej okładki.

„Augusta” została zrealizowana częściowo dzięki środkom z crowdfundingu. Co z założonych w projekcie działań udało się dzięki tej formie finansowania zrealizować?
Joanna: Maciek jako ogarniacz zna temat od podszewki. Ja jedynie dodam, że jestem zwolennikiem akcji crowdfundingowych przede wszystkim jako narzędzia informacyjnego dla zespołów. Można zyskać bezpośredni kontakt ze swoim odbiorcą, poznać go i zobaczyć czego oczekuje, co go w Twojej twórczości najbardziej urzeka i dlaczego decyduje się wspierać. Bardzo ciekawe zjawisko.
Maciek: Projekt zakładał domknięcie budżetu całości płyty. Przede wszystkim wynikiem tej akcji będzie realizacja drugiego klipu, ale wsparła ona także mastering oraz projekt okładki.

Na stronie była krótka wzmianka o planowanej płycie z remiksami w wypadku zebrania ponad 300% oczekiwanej kwoty. Czy mimo to jest szansa na jej wydanie? Jakich artystów chcielibyście widzieć przy jej realizacji?
Maciek: Jak najbardziej! Cały czas o tym myślę. Na razie jest to „tylko” zbiór różnych koncepcji, a fakt czy całość zostanie oparta o naszych przyjaciół ze środowiska muzycznego czy zaproszonych gości zależy głównie od czynnika ekonomicznego. Temat otwarty. Jak tylko zamkniemy okres premierowy, na pewno do niego wrócimy.

Z Waszego fanpage’a na Facebooku wynika, że planujecie dość długą trasę koncertową. Na scenie będzie występował cały zespół? Czy oprócz premierowych utworów będzie można usłyszeć również wcześniejsze dokonania Digit All Love?
Joanna: Zdajemy sobie sprawę z tego, że w tej chwili, również ze względów logistycznych, popularnością cieszą się koncerty duetów. Maciek obmyślił fajny koncept na dwie opcje koncertowe, które pozwolą zarówno odnaleźć się na dużych scenach, jak i w mniejszych klimatycznych klubach, których mamy sporo.
Maciek: Czy ta trasa będzie długa, to pokaże czas. Zresztą samo określenie TRASY jest tutaj raczej nie na miejscu. Powiedzmy bardziej „koncerty w okresie jesienno – zimowym” (śmiech). Nasz skład koncertowy zawsze był sprawą bardzo dynamiczną. Zgranie logistycznie ośmioosobowej grupy ludzi jest bardzo trudne, więc często wychodzimy z założenia, że koncert może być zagrany, jeśli mogę ja i Asia. Bardzo często zdarza nam się zagrać z 1-2 osobowym zastępstwem.

Dziękuję bardzo za rozmowę i do zobaczenia wkrótce na koncercie w takim razie!

Nie ma więcej wpisów