Wyjątkowy, zaskakujący, intensywny – taki właśnie był koncert inauguracyjny dwunastą już edycję krakowskiego festiwalu Sacrum Profanum, który w teatrze Łaźnia Nowa otworzyła Sinfonietta Cracovia, dyrygowana przez charyzmatycznego Charlesa Hazlewooda wraz ze Squarepusherem, prezentującym swój ostatni krążek „Unfabulum” z 2012 roku. Niemożliwe? A jednak!

W klimat wieczoru wprowadzili publiczność najpierw Bartek Chaciński oraz Jacek Hawryluk z Programu Drugiego Polskiego Radia, a potem czarowaniem na pełen etat zajął się już Charles Hazlewood – brytyjski dyrygent, który światową sławę zdobył dzięki współpracy z orkiestrą koncertową BBC, a w Polsce zaprezentował się również jako doskonały, przykuwający uwagę retor i uroczy człowiek. „Każdy koncert powinien być przygodą.” – powiedział na początek i zawsze przed rozpoczęciem przez orkiestrę utworu dodawał kilka dowcipnych słów od siebie.

Koncert inaugurujący był podzielony na dwie części, z których początkowa nawiązywała w wyraźny sposób do pierwszej części nazwy festiwalu. Sinfonietta Cracovia zaprezentowała na początku abstrakcyjną „Anaktorię” Iannisa Xenakisa na smyczki i instrumenty dęte, potem wybrzmiał utwór z taśmy – „Panorama George’a Benjamina, obfitujący w dźwięki przypominające dudy i piszczałki, by potem dać się porwać wykonanemu już na żywo „Ramifications” węgierskiego kompozytora György’ego Ligeti’ego, gdzie orkiestra podzielona została na dwie grupy realizujące dźwięki o coraz wyższych tonach. Zdaje się, że z każdą kompozycją ucho słuchacza dostrajało się do absorbowania coraz większej ilości różnorodnych dźwięków, które zwieńczyła jedna z najbardziej znanych suit francuskiego kompozytora Oliviera Messiaena „L’Ascension (IV. Prière du Christ montant vers son Père)”. Wizualizujące podniosłą chwilę wniebowzięcia Jezusa Chrystusa dzieło na instrumenty smyczkowe, zjawiskowo zakończyło pierwszą część wydarzenia oraz ewidentnie rozbudziło ciekawość na kontynuację wieczoru.

Część pierwsza była jedynie rozgrzewką do punktu kulminacyjnego, gdzie rolę główną grało „Unfabulum” Squarepushera, czyli brytyjskiego producenta Toma Jenkinsona, inspirującego się stylem między innymi Aphexa Twina. Każdy, kto miał okazję być na jego koncercie, na pewno nie jest w stanie zapomnieć podanej w oszałamiającej głośności mieszanki breakbeatu, drum’n’bassu oraz jungle oraz zapewne wyobrazić namacalnego połączenia awangardowej elektroniki z klasycznymi brzmieniami żywych instrumentów. Tymczasem od samego początku artyści z zupełnie nieprzystających z pozoru do siebie gatunków prowadzili muzyczny dialog na równych prawach, gdzie przeszywający bit oraz miejscami świdrujące glitche, dopełniały dostojne dźwięki skrzypiec czy majestatyczne wiolonczele, ubogacone dodatkowo psychodelicznymi wizualizacjami. Wraz z żywymi instrumentami eksperymentalny album miał szansę rozpędzić się i zyskać nowego, szokującego blasku. Jak wspomniał Bartek Chaciński na początku wieczoru – nie wiadomo, czy „Ufabulum” będzie w stanie samodzielnie przetrwać próbę czasu, ale po wysłuchaniu wersji orkiestrowej, jedno jest pewne – pozostawi po sobie ono naprawdę niezapomniane wrażenia, niekończące się tylko (i aż) na długich owacjach zwieńczających niezaprzeczalnie udany koncert.

Myślę, że występ inaugurujący dwunastą edycję festiwalu w pełni udowodnił wszystkim niedowiarkom, że przestrzeń między klasyką a nowoczesnością to twór ogromny, a co ważniejsze – niezgłębiony i nieodkryty, a jego eksplorację umożliwia najlepiej Sacrum Profanum, za co mu chwała!

(Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, czego żałować: „Excerpt” wykonywany przez Squarepushera i Southbank Sinfonię w zeszłym roku.)

Nie ma więcej wpisów