Słowo „pop” w niegdysiejszych czasach postrzegane było raczej negatywnie, kojarzyło się z kiczem i robieniem muzyki dla sławy oraz pieniędzy. Dzisiaj granica między tym co ambitne, a co robione jest tylko i wyłącznie dla zysku powoli się zaciera.

Znane i szanowane wokalistki typu Florence Welch przyznają się do podziwiania Rihanny czy Beyoncé, a nawet jak nadarzy się okazja coverują ich kawałki. Madonna z racji swojego stażu na scenie oraz różnorodnej twórczości jest wzorem dla każdej aspirującej gwiazdy, Kylie z kolei wśród współpracowników ma Jake’a Shearsa z Scissor Sisters, a Chemical Brothers zremiksowali jej słynne „Slow”. Robyn zaczynała jako nastoletnia gwiazda pop, a ostatni krążek Lany Del Rey potwierdza, że w pełni zasługuje na występ podczas Glastonbury.

Z tych właśnie powodów postanowiłam ułożyć listę tzw. „guilty pleasures” chociaż prawdę mówiąc słowo „guilty” jest tutaj zupełnie zbędne.

Nie ma więcej wpisów