music is ... muzyka z najlepszej strony.

Young Stadium Club: „Wydanie płyty jest jak zdobycie dowodu tożsamości”

Young Stadium Club / mat. prasowe

Young Stadium Club / mat. prasowe

Są zespoły, które mogą być żywym przykładem na to, że chcieć to móc. Wystarczy chęć do działania i pomysł, aby w krótkim czasie zrobić coś, co będzie zasługiwało na uwagę. „Młodzi, piękni, zdolni” – tacy są panowie z Young Stadium Club. Po koncercie na Soundrive Festivalu opowiedzieli mi o podejściu do tworzenia muzyki i przygodzie życia, która dopiero się rozpoczyna.

musicis.pl: Na wstępie gratuluję świetnego występu, bo choć nasza gdańska publiczność jest zwykle mocno zdystansowana, to jednak udało Wam się ją trochę rozruszać.

Maciej Ramisz: Faktycznie na początku było ciężko, ale później poczuli klimat.

Krzysztof Korczak: Miło to słyszeć! B90 to świetny klub. O tym, co dzieje się za sceną nikt nie mówi, ale naprawdę otrzymaliśmy ogromne wsparcie, wspaniałą obsługę. To genialne miejsce!

M.R: Potwierdzam!

musicis.pl: Wiadomo o Was niewiele, poza tym, że jesteście łódzko-londyńskim projektem. Maćka pamiętam jeszcze z czasów Substytutu. Jak doszło do Waszego pierwszego spotkania?

M.R: Poznaliśmy się z Dominiciem na portalu szukammuzyka.pl. Napisał do mnie wiadomość, którą odczytałem po dość długim czasie. Kiedy zaczęliśmy ze sobą rozmawiać okazało się, że mamy całkiem sporo wspólnego. Na drugim spotkaniu stworzyliśmy już razem pierwszy numer „Waiting for the light” i to było to!

musicis.pl: Czyli nie znaliście się wcześniej. Jak obecnie wygląda skład zespołu, bo do niedawna byliście duetem?

M.R: Tak. Teraz jest nas pięciu. To pełnoprawny zespół. Szukaliśmy swojej formy, aż w końcu znaleźliśmy ją w postaci takiego właśnie składu.

K.K: To wynikało z potrzeby dotarcia do siebie. Czasem jest tak, że kiedy zbiera się piątka ludzi, nie wiadomo co z tego będzie. Tutaj chłopcy wpadli na pomysł, aby spokojnie przeczekać ten czas niepewności i realizować projekt studyjnie, a potem go rozszerzyć. Później, kiedy przyszedł czas wyjazdów i koncertów udało nam się dogadać – i to jest najważniejsze.

M.R: Wypiliśmy bruderszaft, a reszta potoczyła się sama.

musicis.pl: Słuchając Waszych nagrań z pełnym przekonaniem można powiedzieć, że brzmicie bardzo zachodnio, dojrzale. Zwłaszcza w kontekście pierwszych projektów, w których ujawnialiście swoje talenty. Zawsze, gdy pojawia się nazwa Waszego zespołu, obok pojawia się Foals, The Maccabees, Two Door Cinema Club. Próbujecie brzmieć tak jak oni, czy to wynik Waszych muzycznych fascynacji?

M.R: Masz rację w jednym i w drugim. Chcemy brzmieć, jak zachodnie zespoły, a z drugiej strony to wychodzi bardzo naturalne, bo po prostu słuchamy ich płyt. Nie odwzorowujemy naszych inspiracji, nie chcemy brzmieć identycznie, jednak te skojarzenia zawsze się pojawią. Słuchamy także bardzo dużo polskiej muzyki, nowych projektów, więc również czerpiemy z ich dorobku. Chcielibyśmy również kojarzyć się z naszą słowiańskością.

K.K: Za nasze brzmienie w dużej mierze odpowiada Dominic. On w zasadzie całe życie spędził w Wielkiej Brytanii, więc jest najbardziej przesiąknięty tą muzyką i jest mózgiem producenckim tego projektu. Przykłada ogromną wagę do brzmienia i aranżacji, dzięki czemu wszystko się ze sobą spójnie komponuje i każdy z nas pasuje do całości.

musicis.pl: Jak widać sprawdza się zarówno przy pomysłach studyjnych jak i koncertowych. W ciągu nieco ponad roku wydaliście 3 EP-ki. To wynika z Waszej nadproduktywności, czy po prostu jest Wam łatwiej, bo macie własne studio?

M.R: Tak naprawdę to jedno i drugie (śmiech). Własne studio, to jest niesamowity komfort. Jednak ilość tego materiału wynika z faktu, że po prostu nie chcemy znikać. Gdybyśmy wydawali jedną EP-kę w roku, to by zwyczajnie nie zdziałało. Chcemy iść za ciosem.

K.K: Ludzie szybko się nudzą. Jest taki nawał artystów, tak wiele muzyki… Gdybyśmy nie wydawali tego materiału, to zapewne zginęlibyśmy w natłoku nowości.

musicis.pl: Wolicie wydawać krótsze formy, ale częściej?

M.R: Nie. Te EP-ki są tylko formą pośrednią między absolutnym debiutem, a pierwszą długogrającą płytą – obrazem tego, co działo się w zespole. Pierwsza EP-ka, to były absolutnie debiutanckie utwory, próbki. Druga była już bardziej świadoma, pojawił się pierwszy koncept na tworzenie piosenek, a trzecia to już nowy etap w zespole, nakreślenie swojego stylu, wyznaczenie drogi i kierunku, w którym chcemy podążać.

musicis.pl: Jak to jest, że macie swoje studio? 99% młodych kapel marzy o tym, by się kiedyś go dorobić…

K.K: Wynik ciężkiej pracy i dobrego losu.

M.R: Nie dopisujmy do tego filozofii (śmiech). To nie jest wielkie studio nagraniowe. Małymi krokami wypracowaliśmy sobie to, co jest nam potrzebne i z tym sobie radzimy.

K.K: Etap EP-ek już się kończy. Teraz w tym naszym pięknym bogatym studiu (śmiech) nagrywamy pierwszą poważna płytę. To będzie nasze ID, nasz dowód.

M.R: Nasz kolega bardzo fajnie podsumował nasz etap wydawniczy – wydanie płyty jest jak zdobycie dowodu tożsamości. Na razie mieliśmy legitymacje szkolne.

K.K: I karty rowerowe! (śmiech)

musicis.pl: A propo legitymacji i czasów szkolnych. Maciek, pozwolisz że wrócę na chwilę do czasów Twoje „młodości”. Wiem, że nie chcesz już się pod tym podpisywać, ale zastanawia mnie na ile to, co robiłeś w Substytucie, wpłynęło na to, co robisz teraz? Udało Ci się coś przemycić z tamtych czasów?

M.R: Można powiedzieć, że przemyciłem chęć działania. Teraz każdy chce coś osiągnąć i jest gotowy na to pracować. W zasadzie nie musiałem tego przemycać, a jedynie zaszczepić. Wcześniej to ja chciałem, a inni nie bardzo, dlatego to się nie udało. A od czasów Substytutu nie zmieniło się to, że nadal kocham Wojtka Powagę (śmiech).

musicis.pl: Stara miłość nie rdzewieje! Teraz wszystko co robicie, robicie sami. Sam produkujcie, realizujecie, wydajecie swój materiał. Boicie się dopuścić kogoś z zewnątrz?

K.K: Absolutnie nie, to tylko pozory.

M.R: Plan jest taki, że debiutancką płytę sami przygotowujemy i nagrywamy, ale wysyłamy za granicę do kogoś, kto robi mix i mastering.

K.K: Teraz tak naprawdę zaczynamy nad tym pracować. Przygotowania już trwają od dłuższego czasu, mamy nagrane demo i skomponowane utwory. Teraz musimy nagrać ślady, instrument po instrumencie.

musicis.pl: Chcecie ten materiał komuś oddać. Wiecie już komu?

K.K: Oczywiście mamy swoje plany i marzenia, ale to jest niesamowicie ciężka sprawa. My nie mamy kontaktów, nie mamy nikogo, kto jest no wiesz, na zachodzie, hen daleko (śmiech).

M.R: Polski przemysł muzyczny kiedyś też wydawał nam się nieosiągalny. A potem okazało się, że tak naprawdę to jest jeden kłębek, z którego odchodzą małe nitki, do których całkiem łatwo jest dotrzeć. W przypadku zagranicznego przemysłu jest trochę gorzej.

musicis.pl: Każda dotychczasowa EP-ka różniła się od poprzedniej. Zakładaliście, że tak ma być czy to raczej efekt Waszych poszukiwań?

M.R: Raczej poszukiwania. Długo szukaliśmy sposobu na wyrażenie siebie. Nowa płyta będzie zupełnie inna kompozycyjnie, bardziej dojrzała. Wszystko, co było do tej pory, to docieranie się. Teraz mamy totalnie luźne podejście do wszystkiego, co robimy, nie musimy niczym się ograniczać. Wolność – tylko w ten sposób można stworzyć coś inspirującego.

K.K: Phillipe Zdar, producent płyty „Wolfgang Amadeus Phoenix” powiedział bardzo ważną rzecz odnośnie pracy
w studiu – „Freedom”. I my to wyznajemy.

musicis.pl: Pomimo tego, że jesteście bardzo młodzi stażem, bo istniejecie nieco ponad rok, to już teraz macie bardzo dobre przyjęcie od publiczności.

K.K: Bo się świetnie czujemy na scenie! Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo cieszymy się, że możemy wyjść do ludzi i zrobić swoje. To niesamowita frajda, uwielbiamy to!

musicis.pl: Czujecie, że to jest właśnie ten czas, który powinniście wykorzystać, żeby czegoś doświadczyć, gdzieś się pokazać?

M.R: …I skończyć na ulicy… (śmiech)

musicis.pl: Albo grać na stadionach…

K.K: I to jest bardzo dobra wizja, tego się trzymajmy!

musicis.pl: Na Waszym facebookowym profilu od kilku dni pojawiają się ciekawostki w postaci tajemniczych zapowiedzi, zdjęć z Czesławem Mozilem. Możecie już powiedzieć, co się szykuje?

M.R: Wszystko jest już jasne. Będzie utwór z Czesławem, który wypuścimy w najbliższych miesiącach. Najprawdopodobniej będzie to singiel. Jesteśmy bardzo ciekawi opinii na jego temat, ale jeszcze trochę trzeba poczekać na efekt. Czesław od razu wpasował się w zespół, stał sie kolejnym instrumentem. Zaprosiliśmy go, bo bardzo chcieliśmy wpleść do tego brytyjskiego brzmienia słowiańskie elementy. Czesław jest właśnie tego najlepszym przykładem.

musicis.pl: Macie swoje plany, ale pewnie macie też obawy. Czego obawiacie się najbardziej w tym muzycznym świecie?

K.K: Chyba nie myślimy o tym w tych kategoriach.

M.R: Na razie jesteśmy zachłyśnięci tą energią. Nie myślimy o obawach. Jedyną obawą jest chyba czas, aby jak najszybciej wyrobić się z materiałem. Co Cię nie zabije to Cię wzmocni i to jest jedyne słuszne podejście. Przygoda życia dopiero się zaczyna.

K.K: Dołączyło do naszej ekipy kilka bardzo pozytywnych i mądrych osób, które dają nam dobre rady. Z pewnością będziemy za nimi podążać i mamy nadzieje, że to się dobrze zacznie – nie skończy. Za wcześnie jeszcze na koniec!

M.R: Na dobrą sprawę, kiedy wydamy wreszcie płytę wszystko zacznie się na nowo.

K.K: Notoryczni debiutanci…

M.R: „Tyłem zawsze do wszystkiego” (śmiech)

musicis.pl: Kiedy więc można się spodziewać płyty?

K.K: Mamy nadzieję, że w drugiej połowie 2015 roku. Teraz czeka nas kilka koncertów. Pod koniec września wystąpimy w Gdańsku na Likes Festivalu z Curly Heads i Cezikiem. Supportujemy również Happysad i The Neighbourhood w warszawskiej Stodole. To będzie duże wyzwanie, bo nigdy wcześniej tego nie robiliśmy.

M.R: Chcemy zagrać tak, aby Ci ludzie byli gotowi po naszym koncercie na główną gwiazdę. Trochę się stresujemy, ale wierzymy, że się uda.

musicis.pl: W takim razie mocno trzymam za Was kciuki! Dziękuję za rozmowę!

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...