music is ... muzyka z najlepszej strony.

GusGus: „Pracując nad płytą wychodzę z założenia, że ma to być moja ulubiona płyta”

GusGus / mat. prasowe

GusGus / mat. prasowe

Read the English version of the interview >>>

Z Birgir Þórarinsson (zwanym również Biggim Veirą), spotkałem się w przeddzień koncertu GusGus w warszawskim klubie Basen, który otwierał ich tournée po Polsce. Biggi w dosyć bezpośredniej rozmowie opowiedział, jak powstawał najnowszy album „Mexico”, czego słuchał gdy był jeszcze młody oraz kto sprzedaje w jego „spożywczaku”.

Skąd pomysł na nazwę płyty „Mexico”? Kto jest jego autorem? Czy kryje się za tym jakaś dłuższa historia?

Birgir Þórarinsson: Kiedy zaczynaliśmy pracę nad nowym albumem chciałem nieco odbiec od stylistyki „Arabian Horse”, który miał sporo melodramatycznych, deepowych melodii. Chciałem sprawić, by nowy album był bardziej radosny, pełen kolorów, bardziej relaksujący. Kiedy byliśmy na finiszu ktoś (prawdopodobnie President Bongo) rzucił hasło dlaczego nie nazwać go Mexico? Pomyślałem, że to trochę dziwna nazwa, ale jednocześnie samo słowo mexico brzmi dosyć barwnie, jest też nieco prowokujące, tak jak cały album. Dlatego w konsekwencji stwierdziliśmy, że jest to właściwy wybór.

Gdzie powstał album „Mexico”, w jakich okolicznościach? Jaka atmosfera panowała w czasie jego tworzenia?

B.Þ.: Pracę nad albumem zaczęliśmy w bardzo podobny sposób, jak przy „Arabian Horse”. Aby wymienić się wspólnie pomysłami wybraliśmy się na kilka dni na wieś do domku letniskowego znajdującego się poza Reykjavikiem. Tam też powstały zarysy utworów: „Crossfade”, „Sustain”, „Another Life”, czy „Airwaves”. Z racji że brzmienie tych kawałków różniło się nieco od stylistyki „Arabian Horse”, uznaliśmy że jest to dobry materiał pod nowy album. Resztę utworów dograliśmy już w moim studiu w Reykjaviku.

Płyta „Mexico” bywa przez wielu nazywana kontynuacją ostatniego albumu (melodyjność, wokale). Czy Wy też w ten sposób patrzycie na ten krążek? Według mnie, niektóre utwory na tym albumie przypominają produkcje zarówno „Arabian Horse”, jak i” 24/7”.

B.Þ.: Jeśli spojrzeć na wszystkie wydawnictwa GusGus z perspektywy czasu, można dostrzec na nich kontynuacje tego, od czego wyrastaliśmy, co tworzyliśmy na samym początku. Na przykład LP „This is normal” był bliski temu co słyszeliśmy na „Polydistortion”, zaś „Forever” brzmiał podobnie do „Attention”. Nawet „Arabian Horse”, pomimo iż był to album bardziej melodyjny, oparty na rozbudowanej strukturze akordów, to jednak atmosferą zbliżony jest do „24/7”.

Nagrywając „Mexico” chciałem, by w jakiś sposób odcinał się on od „AH”. Jednak z pewnością można znaleźć tam pewne nawiązania do całej naszej twórczość. Jakby przyjrzeć się bliżej kawałkom, to np. „This is what you get” odnosi się do brzmień, jakie tworzyliśmy w latach ‘90. „Sustain” jest nawiązaniem do nowej fali z lat ’80., której byłem wielkim fanem. Podkład w „God-Application” podobny jest do utworu „Desire” z płyty „Attention”. Kawałki „Obnoxiously Sexual” i „Mexico” oparte są na demo, nad którym pracowaliśmy przy tworzeniu albumu „Forever”. „Airwaves” jest bardzo bliskie brzmieniom, jakie słyszymy na „AH”. „This is not the first time” jest podobny do kawałków z płyty 24/7.

Właściwie na cały album nie było jakiegoś specjalnego pomysłu. Niektórzy traktują „Mexico”, „24/7” i „Arabian Horse”, jako pewną trylogię, kontynuację. Jednakże, według mnie, słuchacz sam musi ocenić, czy „Mexico” jest kontynuacją czegokolwiek. My na pewno nie traktowaliśmy tego wydawnictwa jako ciągu dalszego „AH”. Podczas jego tworzenia czerpaliśmy inspirację z rozmaitych stron, stąd ta różnorodność i wolność twórcza na płycie.

Na najnowszym albumie uwagę zwraca kawałek „God-Application”, który odbiega stylistycznie od reszty. Jego chillout-owe, synth-popowe brzmienie jest pewnym zaskoczeniem. Czy lubicie w taki sposób zaskakiwać swoją publiczność, czy jest to zabieg zamierzony?

B.Þ.: Nasze podejście do robienia muzyki jest takie, że robimy to, co lubimy. Pracując nad płytą wychodzę z założenia, że ma to być moja ulubiona płyta. Płyta, której nie wyjmę z odtwarzacza przez najbliższe kilka miesięcy. Nigdy nie planujemy, by zaskakiwać w jakiś szczególny sposób, nie zastanawiamy się nad tym, że coś ma brzmieć dokładnie w taki, czy inny sposób.

Jeszcze przy „Arabian Horse” dołączył do nas Högni Egilsson, na co dzień związany z formacją Hjaltalín. Högni wniósł do naszego brzmienia nieco tego klimatu, który tworzy w ramach własnego projektu (produkcje Hjaltalín opierają się na bardzo melodycznym brzmieniu). Jednakże ja zawsze namawiałem Högniego (ze względu na to, że ma świetny głos), by zaczął ćwiczyć bardziej soule’ową barwę, by zagłębiał się w soulową muzykę. Chciałem, by był Högnim z GusGus, a nie Högnim z Hjaltalín. Chciałem, by będąc w GusGus zmieniał trochę swoją tożsamość.

Kiedy zaczęliśmy pracę nad kawałkami z jego wokalem było jasne, że Högni będzie chciał zrobić coś innego, coś bardziej radosnego, popowego. Zaczęliśmy od „Obnoxiously Sexual”, a później Högni wpadł na pomysł, by zrobić coś bardziej breakbitowego. Przygotował więc część aranżacji, popracowaliśmy nad tym razem i wyszedł „God-Application”. W konsekwencji, pomimo, że ten kawałek nie był moim pomysłem, jest to jeden z moich ulubionych utworów na płycie. Zresztą ten numer idealnie pasuje do Högniego i takie właśnie mamy podejście – kawałek musi współgrać z wokalistą i jego głosem. Obecnie mamy dwóch wokalistów i trochę inaczej współpracuje mi się z Högnim, a inaczej z Danielem.

A wracając do, „God-Application”, przy tym tracku chcieliśmy odejść nieco od stylu minimal techno, który dominował na „24/7”, może jest to kierunek, który będziemy rozwijać bardziej.

Właśnie zaczęliście trasę promującą album „Mexico”. Na Waszej liście jest wiele krajów z Europy Wschodniej. Jesteście bardzo popularni w tym regionie. Chciałem zatem zapytać, czy lubicie grać w Polsce? Czy jest coś szczególnego w naszym kraju, że lubicie tutaj wracać?

B.Þ.: Bardzo lubimy klimat, jaki panuje w Europie Wschodniej, lubimy tutejsze miasta. Z męskiego punktu widzenia ten region jest bardzo atrakcyjny (śmiech). Mamy też wiele wspólnego z Polską. W Islandii mieszka bardzo duża społeczność Polaków. Nawet w moim sklepie spożywczym pracują Polacy. Widzę też pewne konotacje Polski z Islandią na innym polu, np. mamy podobne podejście do życia.

Spotykamy się dzień przed Waszym pierwszym koncertem w Polsce w ramach nowej trasy. Miałem okazję być już na paru Waszych występach i muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem show jakie przedstawiacie. Podczas koncertów prezentujecie swoje utwory w nowych, wzbogaconych wersjach. Czy dużo czasu poświęcacie na przygotowanie się do koncertu? Czy na scenie jest miejsce na improwizacje?

B.Þ.: Tak, kiedy przygotowujemy live show dajemy sobie wolną rękę w aranżacji utworów. Grając na żywo zawsze staramy się odbiec nieco od standardowej ich konstrukcji. Inaczej odbierasz naszą muzykę na koncercie, a inaczej kiedy słyszysz ją w odtwarzaczu. Grając na scenie możemy iść różnymi kierunkami i próbować wielu różnych rzeczy. Zawsze jest też miejsce na improwizację. Nie chcemy, by słuchacze odbierali nasz występ, jako coś co jest zaplanowane. A wręcz przeciwnie, chcemy, by na scenie wyczuwalny był duch wolności. Dlatego podczas występu na żywo odpowiadamy na to jak reaguje publiczność. Myślę, że publiczność też potrafi rozpoznać, czy muzyka jest grana na żywo, czy jest odtwarzana wg schematu.

W przyszłym roku obchodzicie swoje 20-lecie. Czy w związku z tym planujecie coś specjalnego dla swoich fanów?

B.Þ.: Nie mamy konkretnych planów na obecną chwilę, ale na pewno nad czymś pomyślimy.

Czy po tylu latach na scenie można powiedzieć, że GusGus jest już ikoną muzyki elektronicznej? Wielu fanów traktuje Was właśnie w taki sposób.

B.Þ.: Nigdy nie wiesz, kim jesteś dla fanów. Ciężko też oceniać to z własnej perspektywy, z perspektywy artysty. Wydaje mi się jednak, że robimy coś co jest specjalne i bliskie sercom naszych fanów i za to są nam wdzięczni.

Przez ostatnie lata muzyka elektroniczna bardzo ewaluowała, także dzięki rozwojowi technologicznemu. W jaki sposób GusGus wykorzystuje nowe rozwiązania w swojej działalności?

B.Þ: Polegamy zdecydowanie na hardwer’owych syntezatorach, aczkolwiek rozwój technologiczny w produkcji muzycznej zmienił wiele. Kiedy nagrywaliśmy pierwsze utwory używaliśmy taśm (śmiech), obecnie wszystko jest skomputeryzowane. Nawet takie narzędzia do przetwarzania dźwięku, jak kompresory są w wersji software i to w bardzo dobrej jakości. Wszystko to sprawia, że tworzenie muzyki jest łatwiejsze i mniej kosztowne czasowo, a dzięki technologii muzyka zdecydowanie zyskała na jakości. W dalszym ciągu jednak, niezależnie od tego jak robisz muzykę, ważne jest, by znaleźć odpowiednie i oryginalne brzmienie.

W waszej muzyce słychać inspiracje płynące z różnych stylów muzyki (techno, house, deep house, acid house, synth-pop, downtempo). A który styl najbliższy jest tobie? Z którym stylem utożsamia się Biggi Veira?

B.Þ.: Nie ma jednego stylu, który by był mi szczególnie bliski. Mam już swoje lata (śmiech), więc trochę już przeżyłem. Zaczynałem słuchać muzyki we wczesnych latach ‘80. Słuchałem Depeche Mode, Soft Cell, High Inergy, italo disco. Słuchałem różnych styli ówczesnej muzyki elektronicznej. W GusGus czerpiemy ze wszystkich obszarów muzyki elektronicznej, wpływ na to co robimy jest wszędzie wokół. Ja osobiście bardzo lubię brzemienia klubowe (body-move), przy których można się ruszać, ale stylu GusGus nie można jednoznacznie sklasyfikować jako techno, house, czy italo disco, to jest po prostu…

Brzmienie GusGus?

B.Þ.: Tak, dokładnie, to jest po prostu GusGus (śmiech).

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...