music is ... muzyka z najlepszej strony.

Syro

Aphex Twin Syro

data premiery: 2014-09-23
wydawca: Warp

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 23 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

W czasach gdy Aphex Twin zaczynał tworzyć, muzyka elektroniczna była kojarzona z rave party, klubem w Manieczkach, pigułkowatymi narkotykami i problemamami policji. Od tamtych czasów minęło już z 30 lat. Sławetny Ekwador został wystawiony na sprzedaż, a ten gatunek muzyczny stał się dominujący. W każdej dzisiaj produkowanej muzyce można odnaleźć coś elektronicznego, ale fakt, że gdy nad Londynem pojawił się sterowiec z logo Aphexa, wszyscy zaczęli czekać na nową płytę, potwierdza tę tezę. Pamiętam jak dawno, dawno temu „Selected Ambient Works 89-92″ budziło raczej strach, a późniejsze płyty porównania do gore. Jednak tak jak bywa ze wszystkimi tego typu prekursorami, pan James nie patrząc na innych dalej tworzył muzykę taką jaką chciał. Dzisiaj Aphex wraca i wita nas po 13-tu latach – choć żadnej przerwy sobie nie robił – na już uklepaną ziemię.

Gdy wyobrażam sobie ortodoksyjnych wyznawców Twina, przypominam sobie Neo z Matrixa zanim zaczął podążać za białym królikiem, czyli gości którzy całymi dniami szukają w deep webie każdego kawałka lub mixu Jamesa. Nowa płyta zachwyci każdego fana bo łączy ona ambientowe melodie z pierwszych płyt z mrokiem „…I care because you do”, odcinając się od smętów z „Drukqs” ( schizu typu „Come to Daddy” tutaj nie uświadczymy). Łączy więc dźwięki lat 90-tych z tymi całkiem współczesnymi. „Syro” ogólnie jest przesycona dźwiękiem, przejściami, zmianami tempa i nastroju (czyżby barok w muzyce elektronicznej?).

W każdym kawałku jest tego tak wiele, że dziwi ta niespotykana spójność i fakt, że a po każdorazowym przesłuchaniu płytę można odczytać inaczej i znaleźć coś czego wcześniej się nie słyszało. Wydawałoby się to normą, że gdy robi się płytę w sześciu różnych studiach i korzysta z 138 różnych instrumentów jak samplery, automaty perkusyjne, wokodery, interfejsy MIDI, głosy swojej rodziny, to tak musi być. Otóż nie, bo mało który zapanowałby nad takim chaosem, a na „Syro” nie ma nie przemyślanych dźwięków, ba, nie ma dźwięków niepasujących. Dawno nie spotkałem się z tak oryginalnymi kompozycjami. Nie mówiąc już o tym, że ten stały bywalec Sacrum Profanum, miesza większość znanych gatunków elektronicznych i robi to w sposób perfekcyjny. Prostym przykładem jest „180db_”, który rozpoczyna się mocnym basem i ewoluuje z acid techno do pełnego rytmu drum&bassu by zachwilę zmienić się w psychodelę.

Pomimo tych wszystkich złożeń dźwiękowych, moim ulubieńcem jest dość prosty i minimalistyczny „CRICLONT6A ( Syrobonukus Mix)”. Utwór otwierający, przetworzony głos jak i jego brzmienie przypomina mi „Afx237 v7″ (i niezwykle przekonujący teledysk „Rubber Johnny”), tutaj jednak da się zauważyć jak ewoluowały dźwięki Aphexa. Z chorych pisków przerodziły się w wartości bardziej wysublimowane, współczesne. Początek kawałka „XMAS-event10″ w stylu Oneohtrix Point Never dodatkowo to potwierdza.

Richard D. James stworzył chyba najbardziej dojrzały, przełomowy w swojej karierze album. Choć po pierwszym przesłuchaniu może się wydawać, że dźwięk złożony jest przypadkowo, kolejne utwierdza w przekonaniu, że cholernie długo to wszystko przemyślał by każdy utwór stał się doskonały. Nawet, jeśli w mojej opinii Twin starał się zrobić płytę doskonałą bez eksperymentowania i bez pazura, dawnej myśli przewodniej nie zwracania uwagi na trendy i krytyków.

W jednym z wywiadów udzielonych po wydaniu „Syro” powiedział: Planuję jeszcze kilka innych rzeczy, co najmniej kilka albumów, kilka EP-ek itd. Trochę tanecznych rzeczy (czego próbkę dał w postaci „PAPAT4″), które robiłem przez dziesięć lat, a także eksperymentalnych, noise’owych, dziwnych. Pozostaje więc nam tylko czekać, bo Aphex jest w świetnej formie i doczekał czasów, w których będzie odpowiednio doceniony.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...