Po rewelacyjnej, debiutanckiej EP-ce nowozelandzkiej formacji, Yumi Zouma gra mi w sercu cały czas tak samo – jak pierwsza miłość, która nigdy nie gaśnie. Tak, mam wielką słabość do głosu Kim Pflaum i do brzmienia, które jest tak lekkie, że aż ulotne i trudno nacieszyć się nim w pełni. Sprawia to, że pomimo iż grupa dźwięczy mi w uszach od paru dobrych miesięcy, wciąż tak samo pozytywnie reaguję na brzmienie „The Brae”, czy „A Long Home For Parted Lovers”.

Ale hej, właśnie pojawia się ich następca – zdecydowanie bardziej disco, zdecydowanie bardziej radosna „Alena”. Równie porywająca, niespieszna, uwodzicielska, ale o krok dalej. Podobnie, jak jej coraz bardziej rozpoznawalni autorzy, którzy tej jesieni zaplanowane mają wiele wieczorów. Jako support Lorde, na trasie zahaczą również o Europę. Szkoda, że nie ma tam jeszcze Polski.

Jeśli Yumi Zouma trafia do waszych serc podobnie, jak do mojego, nie możecie przegapić „Aleny”. Na parkiet marsz!

Nie ma więcej wpisów