music is ... muzyka z najlepszej strony.

„Znajomości nad ranem, samoloty z papieru…” 10-lecie Much

Muchy, Katarzyna Nosowska / fot. Karolina Lewandowska

Muchy, Katarzyna Nosowska / fot. Karolina Lewandowska

O urodzinowym koncercie Much było głośno od chwili pojawienia się plakatu zapowiadającego, jakby na to nie spojrzeć, fantastyczne muzyczne wydarzenie. Prawda jest taka, że żaden z zaproszonych gości i żaden zespół grający przed najważniejszymi osobami tego wieczoru nie był przypadkowy. W składzie znaleźli się muzycy, którzy w jakiś sposób są związani z Muchami – wspólne koncerty, trasy i narodzone przez lata muzyczne przyjaźnie zaowocowały wszystkim tym, co mieliśmy okazję widzieć w Eskulapie.

Huczny jubileusz w swojej formule przypominał mały festiwal. Świętowanie rozpoczęło się dość wcześnie, bo już (z lekkim przesunięciem w czasie) o 17:00 sceną zawładnął poznański zespół Eleanor Gray zapowiedziany przez samego Piotra Stelmacha, który prowadził całą piątkową imprezę. Mimo że publika tak naprawdę dopiero się zbierała w Eskulapie i chłopakom przyszło grać dla zaledwie garstki osób, to nie odpuścili i zagrali krótki, ale treściwy i porywający koncert. Po szybkich przepinkach i kilku wspomnieniach związanych z zespołem Muchy opowiedzianych przez Piotra Stelmacha, na deski Eskulapu wkroczyło trio The Ploy. Panowie, wydaje mi się, że nowo wydaną płytą weszli na nieco inne tory – ich koncerty są pełniejsze, a utwory – przeładowane energią. Singlowy „Use the gun” to koncertowa petarda i już przy okazji wywiadu z chłopakami wspominałam, że tak przebojowych kawałków ten zespół w swoim repertuarze nie miał.

Czas mijał, a w Eskulapie atmosfera robiła się coraz gorętsza. Terrific Sunday zaprezentowali publiczności utwory, które trafią na ich debiutancką długogrającą płytę. Album zapowiada się naprawdę wyśmienicie, zresztą te chłopaki mają „to coś” jeżeli chodzi o pisanie chwytliwych numerów, a nowe kawałki intrygują. Największym jednak zaskoczeniem – bardzo pozytywnym i dla mnie, a i pewnie dla chłopaków z Much – było wykonanie kawałka „My favourite disease”. To utwór, który znalazł się na demówce „Galanteria” kiedy Muchy funkcjonowały jeszcze jako trio – Wiraszko, Waliszewski, Maciejewski. Piękny gest ze strony Terrific Sunday, tym bardziej, że chłopaki sprostały zadaniu i piosenka wypadła fenomenalnie. Aż się w oku łezka zakręciła. Urodzinowy wieczór był wieczorem wielkich powrotów. Nikogo więc nie dziwiła obecność wśród zaproszonych gości formacji Drivealone, czyli projektu Piotra Maciejewskiego. To on, wraz z Michałem i Szymonem, dziesięć lat temu postanowili postawić wszystkie karty na wspólne granie. Piotr po odejściu z Much nie zakończył swojego romansu z muzyką, działał jako producent oraz zajmował się autorskimi rzeczami. Na deskach Eskulapu udowodnił, że artystycznie ma jeszcze sporo do powiedzenia.

Wśród zgromadzonych muzyków było kilku takich, którzy na scenę wkraczali w piątek więcej niż tylko raz – jednym z nich był przywitany z ogromnym entuzjazmem Krzysiek Zalewski, który od jakiegoś czasu jest jednym z członków Much, ale nie przeszkadza mu to w realizowaniu swojego autorskiego projektu. Krzysiek to jeden z najlepszych wokalistów w Polsce, chociaż z chęcią powiedziałabym, że najlepszy. Po latach chowania się w drugim rzędzie obudził się w nim sceniczny zwierzak i swoją charyzmą absolutnie porwał całą salę. Zabrzmiały głównie utwory z płyty „Zelig” ale nie zabrakło cudnego coveru „Nie pytaj o Polskę”. W finale „kto nie skacze ten z policji” i jego „Jaśniej” wywołały eksplozję braw i okrzyków. Coś mi się wydaje, że Poznań to jedno z miast, które Krzyśka kupiło w całości i z chęcią zobaczyłoby go ponownie, najlepiej już, zaraz, teraz. Atmosfera po występie Krzyśka nie oziębiła się ani trochę – na scenę wkroczył zespół, który w Polsce ma ogromne rzesze fanów. Prawdę mówiąc ja nigdy do nich nie należałam, ale czy jest ktoś kto nie zna grupy Happysad? Krótki koncert był małym „the best of” bo zabrzmiały zarówno starsze, jak i nowsze utwory z „Nie ma nieba” i „Wpuść mnie” na czele.

Wielkimi krokami zbliżała się godzina zero. Równo o 22:05 wraz z początkiem audycji Offensywa w radiowej Trójce Piotr Stelmach zapowiedział tych, na których czekano tu najbardziej. Wciąż zastanawiam się jak Muchy czuły się na scenie, bo będąc na kilkudziesięciu koncertach tego zespołu, nigdy wcześniej nie widziałam takiej publiki. To co zaczęło się dziać w Eskulapie kiedy zabrzmiał otwierający koncert „Poznań” przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Cała sala, bez żadnego wyjątku, pełnym głosem śpiewała każdy kolejny wers skacząc i szalejąc w rytm płynących ze sceny dźwięków.

Nie spodziewałam się, że koncert już od pierwszych utworów wywoła tyle emocji i przywoła tyle wspomnień. Sam początek pokazał, że Poznań kocha Muchy. Absolutnie, bezwarunkowo, totalnie… Kiedy tylko zabrzmiały pierwsze dźwięki „Najważniejszego dnia” Eskulap zalało morze „dziesiątek”. To było podziękowanie fanów za te 10 lat dostarczania nam przede wszystkim emocji i budowania wspaniałych wspomnień. Po kilku kawałkach z poprzednich płyt przyszedł czas na „Karma Market”, która w Eskulapie zabrzmiała w całości – absolutnie przedpremierowo. Niesamowity prezent na urodziny – zarówno dla fanów jak i dla samego zespołu. Nowa płyta odbiega od tego, z czego Muchy są znane. Sam Michał w trakcie koncertu powiedział „Zestarzeliśmy się, co nie?” i może nie od razu zestarzeli ale z pewnością to nie jest już ten sam zespół, który jeszcze dwa lata temu krzyczał ze sceny „Kocham Cię, kocham, więc rozmawiajmy”. Nowe Muchy to Muchy spokojniejsze, momentami nieco niepokojące, takie… dorosłe. Jednak muszę szczerze przyznać, że na żywo te kawałki bronią się, chociaż publika z większym entuzjazmem witała doskonale sobie znane hity grupy z „Galanterią”, „Zapachem Wrzątku” i „Rekwizytami” (które w całości zostały wspólnie zaśpiewane przez całą salę) na czele.

W trakcie koncertu prócz Much na scenie pojawiali się zaproszeni przez zespół goście. Tym samym Ryszard Andrzejewski, czyli Peja rozbujał publiczność rapując do kawałka „Kurara” z krążka „Chcecicospowiedziec”, Kuba Kawalec z Happysadu zmierzył się z „Wróżbami”, ale apogeum wywołała swoim krótkim pojawieniem się na scenie Katarzyna Nosowska. Wyśpiewane przez nią słowa: „Ani słowa, ani słowa o miłości (…) A wy kochajcie się wbrew popytom na samotność…” wywołały ciarki na całym ciele.

Łzy wzruszenia jednak zakręciły się w oczach kiedy zabrzmiało „Miasto Doznań”, podczas którego scenę poleciały tradycyjnie już samoloty z papieru. Muchy w składzie Michał Wiraszko, Tomasz Skórka, Piotr Maciejewski, Krzysiek Zalewski, Michał Puchała, Stefan Czerwiński, Łukasz Stachowiak i osoba, której pojawienie się wywołało nieskrywaną radość – Szymon Waliszewski (poprzedni perkusista Much, który odszedł z zespołu rok temu) wykonali chyba największy, a z pewnością nieśmiertelny utwór z energią mogącą zasilać cały Poznań przez kolejne 10 lat. Szymonek grał tak jakby po tym kawałku świat miał się skończyć – wstąpił w niego demon, totalny wariat! Brakowało jedynie Damiana Pielki, aby na deskach Eskulapu znaleźli się wszyscy muzycy tworzący przez dekadę ten zespół.

Tak skończyła się ta oficjalna część koncertu, w trakcie którego dwa razy zabrzmiało gromkie „Sto lat”. Wisieńką na torcie była „Big City Girl” wykonana w duecie Wiraszko + Maciejewski oraz „Nie mów” definitywnie kończące ten szaleńczy, muzyczny maraton. Nie był to jednak koniec świętowania, ale na pewno koniec jakieś ery dla zespołu i dla fanów. Był to też początek, oby kolejnych owocnych lat muzycznej drogi tego ciągle zmieniającego się zespołu (dosłownie i w przenośni).

Pozwolę sobie na odrobinę prywaty, bo Muchy to zespół, którzy bardzo wiele dla mnie znaczy, więc wybaczcie ten nieco osobisty akcent. Mimo, że widziałam tych chłopaków na żywo jakieś pięćdziesiąt razy (tak, pięćdziesiąt – tu nie ma pomyłki) to piątkowy wieczór udowodnił mi jedno – oni wciąż potrafią mnie zaskoczyć. Skoro były urodziny nie powinno zabraknąć życzeń – moje życzenia to bardziej podziękowania za wszystkie lata niesamowitej muzycznej przygody, za otwarcie moich oczu na polską muzykę, za godziny wzruszeń i całe mnóstwo fantastycznych wspomnień. Cały koncert najlepiej opisuje fragment tekstu jednego z najnowszych utworów – „tak jak dziś, nie będzie nigdy już…” Wielkie dzięki raz jeszcze.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...