music is ... muzyka z najlepszej strony.

The Messiah Is Back

Orange The Juice The Messiah Is Back

data wydania: 2014-09-06
wydawnictwo: własne

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 9 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Zamysł stojący za Orange The Juice wydaje się z reguły prosty, bo powtarzany przez kolejnych mniej lub bardziej finezyjnych twórców, którzy zarzekają się o swoich predyspozycjach do nie stawiania sobie stylistycznych i myślowych barier. Idea tworzenia bez granic jest oczywiście słuszna, w końcu każdy pragnie na swoim poletku stać się muzycznym wyjątkiem od reguły, światłem, które rozświetli nową drogę w kreowaniu kulturowej rzeczywistości. W tym wypadku potrzebny jest więc rozgłos, a o ten – jeśli nie znajdziesz się w odpowiednim miejscu i czasie, lub nie tworzysz w sporej części krajów anglosaskich – zwyczajnie u nas trudno.

Nie inaczej jest w tym przypadku, bo choć przyświecająca jest wszystkim chęć promowania tzw. młodych zdolnych, to w gruncie rzeczy oczekujemy od nich, aby odtwarzali to, co w dobrobycie Zachodu jest już szeroko rozwinięte i nam znane. Tego obrazu, poza kilkoma przypisami do twórczości Franka Zappy, Orange The Juice stara się nie powielać. Jeśli jednak scharakteryzować ten warszawski zespół, jak i zawartość „The Messiah Is Back”, można by ją sprowadzić do utworu rozpoczynającego album. „Romanian Beach” prezentuje bowiem wszystkie swoje atuty i kilka pomniejszych wad, które pozwolą odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto?

Objawów inspiracji i czerpania z poszczególnych stylistyk jest tu wystarczająco dużo. I tak ekstatyczny pop powoli prezentuje swoje bardziej jazzowe zacięcie, odnajdujemy też bluesowo-kawiarniany klimat będący jednocześnie podszyty hip-hopową dynamiką. W tych czterech minutach nie zdołamy też nie zauważyć dodatkowych gitarowych szmerów, które w końcowej fazie objawiają się quasi-metalowym wtrętem. Kalejdoskopiczna tematyka przewijających się przez całość obrazów zaskakuje celnością przemian i łatwością współgrania różnych stylistyk. Najciekawszym elementem nie jest bowiem eklektyzm stworzony poprzez różniące się od siebie numery, a zaaranżowanie całości do tego miana.

W tych wszystkich odniesieniach trudno nie dostrzec kilku innych nazwisk i twórców, którzy niekoniecznie stają się inspiracją, co odpowiednim przykładem skali twórczości. Pulsujący podkład i elektroniczne pogłosy „The Message” rozluźniają i hipnotyzują, dając poczucie wolności. Zbliżona do standardów lat 60-tych aura ekscytuje unoszącą się saksofonową solówką. Zaskoczeniem staje się przejście z dokonań bliskich Skalpela w brudną przestrzeń ostatniego aktu w styl pierwszych dokonań Deftones.

I podczas gdy zdecydowana większość kompozycji doskonale wytrzymuje ten niecodzienny wymiar przybrany na „The Messiah Is Back”, doświadczamy także pewnych mielizn, zagubienia rytmu i momentów przeszarżowania. Przywołane tu „Summer Sea”, czerpiące z gamy teatralno-orkiestrowych zagrywek, gubi się w dostarczeniu swojego nieco komediowego wydźwięku wokalno-dźwiękowych sampli, wykorzystywanych już elementów muzyki elektronicznej i sceny screamo, ale także czystej klawiszowej poetyki. W swoim musicalowym wydźwięku o wiele ciekawiej prezentuje się „Report” czy przede wszystkim „Blame”. Słowny performance Konrada Zawadzkiego, jego zawiadiacka maniera konferansjerska, ale i – szczególnie zauważalny w „I Was Wrong” – popis growlu oraz szaleńczo brzmiących szeptów w stylu Jonathana Davisa, stanowią o sile tego przedsięwzięcia.

Próba zanalizowania spektrum dźwięków, poszczególnych składników – w tym zmiksowanych operowych wstawek, funkowo-soulowego wzbogacenia „I Was Wrong” czy ostatniego aktu ambientowego rozpływania się w balansowaniu między ciszą i dźwiękiem – jak i pokładu osób, które w jakiś sposób związane są z brzmieniem „The Messiah Is Back”, byłaby pracą żmudną. I być może w jakimś stopniu niszczącą odbiór samego albumu. Orange The Juice uosobili mądrość w wykorzystaniu gatunkowych starć i przenikań, nawet jeśli ekspresja i nieskażona konwenansami wyobraźnia stawiają odbiór ich twórczości na granicy możliwości ustalenia czy to talent, czy tylko doskonała sztuczka. I nawet jeśli, to miło się czasem tak nabrać, aby w odpowiedzi na postawione wcześniej pytanie odpowiedzieć: tak, warto.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...