music is ... muzyka z najlepszej strony.

Coals

Coals / mat. prasowe

Coals / mat. prasowe

Ten duet, to kolejny przykład na to, że wystarczy miłość do muzyki, zapał i dużo pracy, aby pokazać szerszej publiczności swoją twórczość. Żyjemy w czasach, w których, aby osiągnąc sukces, nie musisz mieć podpisanego kontraktu z wielką wytwórnią płytową. To czasy internetu, a tutaj popularność rządzi się zupełnie innymi prawami. Poznajcie Coals.

Kasia i Łukasz tworzą duet Coals od czerwca tego roku i już zdołali zwrócić na siebie uwagę muzycznych trendsetterów publikując utwory „Night Train”, „Wiosna”, „Drunkboat” i „Weightless”. Całość utrzymana jest w melancholijnym, spokojnym i zadymionym klimacie. Momentami brzmią jak The Dumplings na samym początku tworzenia, czyli ponad rok temu. Maniera głosu Kasi bardzo przypomina tę Justyny Święś, a to według mnie spory komplement.

Jednak w Coals odnajduję więcej melnacholii i spokoju niż w przypadku wywołanych do tablicy The Dumplings, którzy zawładnęli już hipsterską sceną w Polsce. Muzyka Kasi i Łukasza trafi do słuchacza, który w dźwiękach poszukuje emocji, spokoju i momentu zadumy. Tutaj macie jej pod dostatkiem.

1. Kim jesteście?

Nazywam się Kasia. Całkiem niedawno temu skończyłam 20 lat. Mieszkam w Gliwicach i szczerze kocham to miasto. Najbardziej w życiu lubię jeździć pociągiem. Jestem urodzonym samoukiem. Żyję między wsią a operą i dobrze mi z tym. Uwielbiam ironicznych ludzi. Śpiewam od piętnastego roku życia. Wszystko przez przypadek. Po prostu pani od muzyki stwierdziła, że mam niezły głos. A tak poza tym to spędziłam połowę gimnazjum na słuchaniu płyt r&b oraz audycji Radia roxy. To była piękna odskocznia od szarej rzeczywistości. Chciałam śpiewać jak wielkie divy soulu, niestety divą byłam tylko w mojej chorej wyobraźni. Później zafascynowałam się muzyką indie i folkiem. Pogłębiałam po cichu muzyczną pasję i starałam się nauczyć grać na gitarze. Pomysły na piosenki kumulowały się w mojej głowie właściwie latami, ale tak naprawdę zaczęłam coś robić na poważnie dopiero w tym roku i powstało Coals. Wcześniej poddawałam się kryzysom i nieustannie tkwiłam w punkcie zero. Chciałabym być kiedyś z siebie zadowolona. Marzę o wydaniu płyty.

Jestem 19-letnim Łukaszem, pochodzącym z małego pociesznego miasteczka – Lędziny. Miłość do muzyki zaczęła się we mnie gnieździć, gdy jako chłopak w wieku podstawówkowym, odpalałem na babcinym telewizorze Vivę i MTV. Z początku fascynowałem się hitami wielkich gwiazd, potem żartobliwie mówiąc przerzuciłem się na muzykę bardziej poważną. Chodzi mi o zespoły typu One Republic. Z czasem zainteresowałem się klawiszami. Mam to szczęście, że moja mama swego czasu na pianinie grywała i piękne pianino miała. Odgrywałem więc pianistyczne tortury, które odbywały się codziennie podczas poobiednich pobytów u babci. Pianino nie musiało długo cierpieć, ponieważ mama zapisała mnie do ogniska muzycznego, żebym nauczył się mechanizmu tego instrumentu. Trafiłem pod skrzydła cudownego nauczyciela, Pana Andrzeja Krupińskiego, z którym zawsze znajdowałem temat do rozmowy, jednak nie zawsze miałem tak dużo chęci do odgrywania kolejnych etiud. Fascynacja pianinem poszerzała się o inne instrumenty. Najpierw gitara, potem ukulele, harmonijka ustna, wszystko co wpadło w ręce musiałem ograć. Po sporym czasie potykania się o różne gatunki muzyczne, wtopiłem się w coś pomiędzy ambientem, shoegazem, folkiem i elektroniką. Zasiadałem przed komputerem i tworzyłem. Powstał całkiem przypadkiem mój muzyczny pseudonim Coast Range i pod taką to nazwą wrzucałem własne utworki na YouTuba. Trwało do dosyć długo zanim znalazła mnie Kasia, ale w końcu nieoczekiwanie to się stało i właśnie się dzieje, Coals się dzieje.

2. Co i w jaki sposób tworzycie?

Kasia: Dla mnie nasze piosenki są jak muzyczny pamiętnik. Każdy utwór opisuje jeden wstrząsający moment z życia, przemyślenie, bądź czyste doznanie, takie jak jazda nocnym pociągiem. W zamyśle nasza muzyka ma być po prostu lekka jak pióreczko. Tworzymy bardzo różnie. Na początku łączyliśmy pomysły z naszych solowych „projektów”, ale większość piosenek jest świeża, jest wynikiem spontanu. Zwykle wygląda to tak, że Łukasz tworzy podkład, który nadawałby się nawet do słuchania bez wokalu, pokazuje mi, a ja mówię „wow” i ta melodia automatycznie pobudza moją wyobraźnię, widzę miliony obrazów. Poniekąd czuję się także kompozytorem, może takim bardzo malutkim, ale czasami tworzę podstawową melodię na gitarze bądź syntezatorze u siebie w domu i później Łukasz wymyśla aranż, który idealnie pokrywa się z moimi wyobrażeniami na daną piosenkę. Często też bierzemy instrumenty i robimy sobie jam session, którego owocem są nowe melodie i wokalizy. Może to dziwnie zabrzmi, ale w sprawach twórczych jesteśmy wręcz jednomyślni. Właściwie to najlepiej nam się pracuję, gdy przed tworzeniem odpalamy sobie popową papkę i wszelkiego rodzaju łupanki z festiwalu Tomorrowland. A już najlepsze pomysły przychodzą nam do głowy, kiedy śpiewamy cover „My Słowianie” grając na ukulele…

Łukasz: Tworzymy, mamy nadzieję muzykę, a nie produkty muzyczne. Chcemy poruszać, wciągać w jakiś klimat, ale i też zostawać w głowie i wybrzmiewać z cudzych ust podczas przechadzek po mieście. Chcemy, żeby ludzie mogli się w naszym materiale zasłuchać i nie kończyć dźwiękowej podróży na jednym kawałku. Wszystkie nasze utwory zaczynają się od eksperymentowania na gitarze, pianinie czy to na innym czymś co wydaje dźwięki, a potem taki miły dźwięk w głowę wpada, Kasia zaraz łapie melodyjkę na głos i coś mamy. To coś tłoczymy w pięknej maszynie zwanej komputerem. Dogrywamy, przeklejamy, mieszamy, eksperymentujemy na wszystkie sposoby, na koniec zasiadam sam przed utworem i staram się go upiększyć tak żeby w uszy nie raził – tak powstaje nasz kawałek.

3. Kim/czym się inspirujecie?

Kasia: Moje muzyczne inspiracje nieustannie ulegają zmianie. Właściwie to ostatnio jak czegoś słucham to tylko rodzimych artystów. Uwielbiam Maanam, Marię Peszek, babskie granie zespołu Drekoty. Ostatnio zachwyciła mnie płyta Patrick the Pan. Kocham zespół Księżyc. Moim największym marzeniem byłby ich support. Oczywiście zostaje jeszcze znakomita polska elektronika. Myślę jednak, że największy wpływ wywiera na mnie muzyka bałkańska, biały śpiew budzi we mnie tyle emocji! Właściwie to wszystko jest w stanie mnie zafascynować, nawet disco-polo. A czym się inspiruję poza muzyką? Pewnie to najbardziej oklepana odpowiedź na świecie, ale życiem. Staram się, żeby piosenki były autokreacyjne. Niemały wpływ na tematykę utworów mają różne teksty kultury z którymi się utożsamiam. Oczywiście nie chcę podpinać się pod wielkich twórców, ponieważ brzmi to dość pretensjonalnie, zwłaszcza w ustach dwudziestolatki, ale jak już mówić o inspiracjach to przy jednej piosence zasugerowałam się wierszem Grochowiaka „Płonąca Żyrafa”. Jest to chyba najbardziej intymny utwór ze wszystkich. Inna zaś piosenka jest nawiązaniem do filmu Kieślowskiego „Podwójne Życie Weroniki”. Nie streszczam tam fabuły, czy też nie wyśpiewuję sensu, po prostu starałam się utrzymać mistyczny charakter, który wypełnia cały film. Sama uważam, że najbardziej inspirujący jest kicz. W końcu nie bez powodu trafia do większości ludzi.

Łukasz: Nie mam jednej konkretnej, największej inspiracji. Ogólnie fascynują mnie zwykłe codzienne zdarzenia, zachowania ludzi, lasy, kąty, wiatr. Ciekawią mnie najbardziej zaciśnięte w kątach cząstki, to, co tajemnicze, ulotne. Najciekawszy jest brak kresu tego wszystkiego co nas otacza. Natomiast muzycznie, dźwięki wszelkiej maści ambientowej, folkowej, country, soulowej. W tym najbardziej lubię siedzieć, tego lubię słuchać. Wymieniając artystów i zespoły: Sigur Rós, Spooky Black (klimatyczny „Idle”), Ben Howard (uwielbiam nowy kawałek „Forget where we were”), Mikhael Paskalev. Uchem zahaczam również o bardziej rockowych wykonawców: Alabama Shakes, Angel Olsen, Deers (świetne nowe energiczne rockowe dziewczyny).

4. Co dla Was jest najważniejsze w tworzeniu muzyki?

Razem: Aby twórczość wydawała się autentyczna dla odbiorcy, żeby ludzie nie brali nas za kosmitów, tylko kogoś, kto chce się szczerze dzielić doznaniami. Fajne jest to, że muzyka może nam zamknąć oczy i przenieść w jakieś inne, miłe, ulotne miejsce, stworzyć jakąś taką „pod-chwilę”, piękna rzecz. Pragniemy pobudzać ludzi do pięknych czynów i sprawić, żeby ich życie choć na chwilę pokryło się słodyczą. Bardzo ważnym punktem naszego tworzenia jest eksperymentowanie. Uwielbiamy poszerzać horyzonty. Na początku skupiliśmy się na sennym folkowym graniu, a teraz np. jesteśmy zafascynowani Spooky Black, który śpiewa soul i po zapętlaniu jego piosenek, automatycznie zabraliśmy się za robienie kawałków w podobnych klimatach. Będziemy jednak je traktować jako dodatek na koncerty. Ważne w muzyce jest tworzenie idei, choć bez przesady. Przerost formy nad treścią bywa przerażający. Czasami lepiej postawić na prostotę. Muzyka jest przecież formą czystą, intuicyjną.

5. Jak nie muzyka to..?

Kasia: Zawsze marzyłam o pracy w radiu. Chciałabym mieć własną audycję, w której dzieliłabym się z ludźmi muzycznymi fascynacjami i nie tylko. Strasznie interesują mnie wszystkie działy kultury, zwłaszcza kino. Pasjonuję się malarstwem. Nie chodzi mi tylko o samo tworzenie, ale także historię sztuki. Od trzech lat, każdego lata sporządzam jeden duży obraz, a następnie go sprzedaję. Chciałabym kiedyś trochę więcej działać w tej dziedzinie, przyjmować więcej zleceń, ale jak na razie brakuje mi czasu. Tak jak Łukasz lubię bardzo fotografować twarze. Interesuję się wszystkim, co z ludźmi związane. Wszelkie książki psychologiczne mile widziane. Uważam, że podsłuchiwanie ludzi w autobusie to hobby. Jeżeli nie muzyka to myślę raczej o pracy w promocji, chyba byłabym niezłym menadżerem. Choć czasami sobie myślę, że warto byłoby mieć jakiś spokojny zawód…

Łukasz: To fotografia, taniec i rower. Uwielbiam eksperymentować z aparatem. Tworzyć autoportrety, kręcić krótkie filmiki z wycieczek szkolnych i innych ciekawszych wydarzeń. Nie gardzę też fotografią analogową. Najbardziej lubię łomografię. Łomografia jest piękna. Chwyta się aparat, strzela migawką i chwila, która pozornie przemyka w czasie zostaje zamrożona na długie lata odbitymi fotonami na materiale światłoczułym. To bardzo inspirujące! Taniec wciągnął mnie w gimnazjum. Był to rok bodajże 2009, kiedy złapałem bakcyla od kolegi. Założyliśmy pewnego rodzaju ekipę i wspólnie ćwiczyliśmy, nagrywając filmiki, którymi potem chwaliliśmy się w Internecie. Do dzisiaj lubimy się ruszać do dubstepu czy trapu. Ostatnie to rower. Na rower zawsze siadam, gdy muzyka odcina mnie od rzeczywistości już na długi czas. Czasem nawet największa miłość staje się męcząca Rozpędzam się, prostuje głowę, spoglądam na łąkę i czuję się wolny. Szkoda że nie można latać.

Jeżeli spodobał Ci się duet Coals, zostań ich fanem na Facebooku.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...