music is ... muzyka z najlepszej strony.

Magia elektroniczno-swingowych dźwięków w wykonaniu Parov Stelar Band

Parov Stelar / fot. Radek Zawadzki

Parov Stelar / fot. Radek Zawadzki

Nie mogło być inaczej: Parov Stelar powrócił do Polski, aby ponownie rozgrzać parkiet do czerwoności i zaprosić do tańca swoich najwierniejszych fanów. Tym razem pojawił się w naszym kraju wraz z 5-osobowym zespołem, w którego skład wchodzą: Cleo Panther (wokal), Jerry di Monza(trąbka), Max the Sax (saksofon), Willie Larsson Jr. (perkusja) and Michael Wittner (bas). Aura elektronicznych dźwięków i naturalnych brzmień żywych instrumentów roztoczyła się w Krakowie (15 października) i w Warszawie (20 października). Krakowska sala koncertowa Teatru Łaźnia Nowa była wypełniona po brzegi. Marcusa Füreder aka Parov Stelar po raz kolejny udowodnił, że dźwięki z lat 20. i 30. XX wieku w połączeniu ze współczesną elektroniką to jego znak rozpoznawczy. Co więcej, nie do podrobienia!

Na pierwszy ogień Parov Stela Band piosenki pt. „Sally’s Dance” i „Booty Swing”, które już od pierwszego dźwięku rozpaliły krakowską publiczność. Znakomity wokal Cleo Panther podróżującej z Parovem Stelarem w ramach trasy koncertowej Parov Stelar Band sprawił, że miłośnicy elektronicznej mieszanki bawili się na parkiecie jak podczas najlepszej imprezy tanecznej. Połączenie klasycznego beatu z dźwiękami żywych instrumentów tj. trąbka, perkusja czy saksofon to energetyczna petarda. Nikt nie musiał prosić Krakowian do tańca. Nogi od samego początku same rwały się do zabawy.

Po dynamicznym początku przyszedł czas na „Nosferatu” i fantastyczne, karmiące nasze oko wizualizacje. Tłusty bit łamał żebra, a koncert przez chwilę przypominał klimatem jedną z europejskich imprez klubowych. Publiczność była jednak w tak głębokim muzycznym transie, że saksofon i trąbka z melodią o lekkim zabarwieniu w klimacie techno w niczym jej nie przeszkadzała. To podczas „Nosferatu” moje serce skradł genialny muzyk grający na saksofonie, Max the Sax, dla którego nie było rzeczy niemożliwych. To instrument grał pod jego dyktando, a cudów, które na nim wyczyniał nie powstydziliby się nawet oni: Sidney Bechet czy Jan Garbarek.

„Sunny Bunny Blues” było popisowym numerem jedynej reprezentantki płci pięknej Parov Stelar Band. Cleo Panther wprawiała publikę w taneczne uniesienie. Wokalistka poza doskonałym głosem odziedziczyła również talent do scenicznych ruchów godnych największych popowych div z całego świata. Koncertowa muza austriackiego DJ-a czuje się na scenie jak ryba w wodzie. Jej energia, power i świetny wokal dodają muzycznym wirtuozom szczypty pikanterii. Dzięki Panther dowiedzieliśmy się, że Parov Stelar lubi szybką jazdę samochodem, czego dowodem ma być piosenka pt. „The Speed Demon” z tegorocznej EP-ki „Clap Your Hands”. Końcówka utworu przyprawiała mnie o dreszcze. Miałam wrażenie, że jestem świadkiem tworzenia genialnej muzyki do amerykańskiego musicalu. Elektroniczny pazur Stelara z jazzowo-swingowymi brzmieniami pozostałych muzyków na pewno utkwi w mojej pamięci na długo.

Parov Stelar nie lubi zwalniać tempa. W kolejnych utworach tj. „Jimmy’s Gang” czy „Invisible Girl” publiczność znowu przeżywała muzyczną ekstazę. Można było odnieść wrażenie, że dla niektórych uczestników koncertu scena była tylko tłem wydarzenia. Oni świetne bawili się w gronie swoich znajomych, tańcząc, bawiąc się i śpiewając słowa ulubionych piosenek Stelara. W pewnej chwili, gdzie wydawać by się mogło, że już nic nie jest w stanie zaskoczyć publiki, austriacki geniusz zaprosił nas w kolejną podróż, tym razem z piosenką pt. „The Mojo Radio Gang”. Euforia, entuzjazm i zachwyt – i to po raz kolejny. I choć nogi już odmawiały posłuszeństwa, a temperatura na sali w Teatrze Łaźnia Nowa sięgnęła zenitu, miłośnicy electroswingowych rytmów nie poddali się piosence „All Night” i wciąż ulegali tanecznym pokusom.

„The Golden Boy”, „True Romance” i „Matilda” zaprowadziły nas do końca krakowskiego występu na żywo Parov Stelar Band. Kiedy austriacki „wampir energetyczny” zniknął ze sceny, publiczność nie kryła smutku i rozczarowania. Gdy się ponownie na niej pojawił, w powietrzu można było wyczuć powszechną ulgę. Pożegnanie z wirtuozem muzyki elektronicznej odbyło się w towarzystwie utworu „Monster”. Widzów koncertu odprowadzała do wyjścia piosenka „Milla’s Dream”, na której tle pojawiały się na wielkim ekranie napisy końcowe.

Czy to był jakiś film? Szalony pomysł reżysera? A może muzyczna sztuka teatralna? Czy to działo się naprawdę? „It was amazing evening” – tymi słowami pożegnała się z publicznością w imieniu Parov Stelar Band Cleo Panther. I to właśnie tymi słowami warto zakończyć koncertową, szaloną podróż w czasie z austriackim geniuszem. Moi drodzy, to była niesamowita noc!

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...