music is ... muzyka z najlepszej strony.

Perfume Genius / mat. prasowe

Perfume Genius Too Bright

data premiery: 2013-09-23
wydawca: Matador

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 7 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Każdy ma w swojej głowie skonstruowany pewien stereotypowy wizerunek muzyka określanego mianem singer-songwriter. Najczęściej jest to postać z gitarą w dłoni lub siedząca przy pianinie, która swoje życiowe radości i smutki (z tym, że te drugie wydają są bardziej inspirujące) wylewa na papier w postaci słów i dźwięków. Kiedy Perfume Genius wydał swój debiutancki album, wydawało się, że elegancko wpisuje się w schemat chłopca z problemami. Jedni polubili nastrojowe ballady i szczere teksty, dla innych była to kolejna postać zanudzająca swoim zawodzeniem. Jednak ścieżka kariery jaką obrał Mike Hadreas wcale nie okazała się prosta i oczywista, a trzecie wydawnictwo jest w stanie zachwycić nawet tych, którzy nie rozumieli szumu wokół jego poprzednich dokonań.

„Too Bright” zachowuje formułę krótkich utworów. Jednak tym razem do chwytliwych i zgrabnie napisanych melodii zostały dodane aranżacje z rozszerzonym instrumentarium. Wszystkich, którzy myśleli, że szczyt możliwości Perfume Genius to rozmazane tła z „Put Your Back N 2 It”, album ten pozostawi w lekkim szoku, gdyż dzieje się tu naprawdę dużo.

Tak jak początkowe „I Decline” przywołuje wspomnienia wcześniejszych płyt, singlowe „Queen” burzy ten obraz, wychodząc odważnie naprzód. Głośne syntezatory, mocna perkusja, chóry w tle. Utwór błyszczy niczym sam Hadreas w towarzyszącym kawałkowi teledysku. To samo wrażenie ma się słuchając „Grid”, w którym krąży pewien pierwiastek szaleństwa. Budowane napięcie zakończone podkręconym tempem i poddane transformacji wokale? Nie do tego przyzwyczaił swoich fanów artysta. Moim osobistym faworytem jeżeli chodzi o eksperymenty jest „Long Pig” z zapętloną linią syntezatorów i wyraźnym, wyklaskanym rytmem, który przywołuje klimaty z poprzednich dekad. Oczywiście między zbudowanymi z wielu warstw kawałkami znajdują się takie, które ujmują swoją delikatnością. Hadreas nie zrezygnowałby przecież z tego co wychodzi mu najlepiej. Pośród skrzącego się ciekawymi efektami krążka prostota „No Good” uderza podwójnie. Czysty wokal sprzężony z brzmieniem pianina wydobywa klasyczne piękno prezentowanej melodii.

Skrojona na miarę produkcja zdecydowanie wyróżnia album. Eklektyczna forma dopełnia odważne i w dużej mierze osobiste teksty. Choć Mr Peterson nie nagrywa już artyście utworów Joy Division i historie od czasów „Learning”, tak jak i aranże, przeszły ewolucję, wciąż jest w nich, jeśli nie prostota, to szczerość. Hadreas o swoim homoseksualizmie pisał zawsze otwarcie i po raz kolejny wpisuje tę kwestię w kontekst społeczny. „Bójcie się, bo nadchodzę”, zdaje się mówić z przekąsem w „Queen”. W wywiadach podkreśla, że stworzenie płyty pozwoliło mu wydobyć pewność siebie, co z artystycznego punktu widzenia zaskutkowało, nie proszeniem o, ale domaganiem się uwagi. Zaczepnie, ale na tyle atrakcyjnie, by przeciętny słuchacz nie przeszedł obok niego obojętnie.

Koniec końców, to w obrazie paradującego z zadartą głową, obleczonego w cekiny Hadreasa kryje się najbardziej wartościowe przesłanie płyty. Perfume Genius pokazuje jak przekuć swoją inność w tarczę. Mówi, że nie warto zaprzeczać swoim słabościom, lepiej wykorzystać je do osiągnięcia własnych celów. I nie dotyczy to tylko kwestii orientacji seksualnej. Kiedy w kończącym album „All Along” – notabene tak klasycznie popowym utworze – padają słowa I don’t need you to understand, I need you to listen, rozumie je każdy, kto kiedykolwiek czuł się wykluczony. Może to pompatyczne i oczywiste, a jednak istnieje zwykła potrzeba, by co jakiś czas ktoś zakomunikował tych kilka uniwersalnych prawd. Zwłaszcza jeżeli robi to w tak dobrym stylu jaki prezentowany jest na „Too Bright”.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...