music is ... muzyka z najlepszej strony.

Crystal Fighters niczym tsunami

Crystal Fighters / fot. Radek Zawadzki

Crystal Fighters / fot. Radek Zawadzki

Z dwóch, jak do tej pory, koncertów Crystal Fighters, ten był pierwszym, na którym dostrzec mogliśmy wszystkie walory zespołu podczas występów na żywo. Poza kilkoma utworami ich twórczość nigdy nie pozostawała na dłużej w pamięci żadnego z nas. Mimo to warto spróbować osławionych wręcz klubowych występów hiszpańsko-brytyjskiej formacji. W końcu tysiące zachwyconych fanów nie może się mylić.

Pomimo, że fenomen tej formacji jest dla nas nadal zagadką, trudno nie zgodzić się, że bez żywiołowego grania nie byłoby energii publiczności. Crystal Fighters i ich fani są jak swego rodzaju perpetuum mobile, żyjąc w idealnej symbiozie napędzają się wzajemnie do działania. Ogromne znaczenie ma tutaj autentyczna miłość, jaką muzycy darzą swoich polskich fanów, daleko wykraczająca poza tradycyjne, gwiazdorskie wykrzykiwanie ze sceny nazw miast, w których odbywają się koncerty.

W czwartkowy wieczór 23 października Progresja jedynie w połowie wypełniła się publicznością, co początkowo mogło spotkać się z lekkim zdziwieniem i zakłopotaniem. Szczerze mówiąc spodziewaliśmy się prawdziwych tłumów. Zgromadzona publika z powodzeniem zmieściłaby się w dużo mniejszym klubie. Do tej pory zespół grał w Polsce pojedyncze koncerty, co skutkowało ogromną koncentracją fanów z całego kraju w jednym miejscu. Zagranie mini trasy koncertowej zaowocowało bardziej kameralnymi koncertami, co zaliczyć trzeba na plus. Znacznie zmniejszyło to dystans scena-publiczność.

Jednak jak się okazało to nie ilość, a jakość jest tutaj kluczowa, a tej nie można im odmówić. Dostrzec można w nich pewną analogię do fanów Florence and The Machine. Pośród bardzo młodych ludzi, wielu w charakterystyczny sposób utożsamiało się z zespołem, chociażby typowym dla wokalisty uczesaniem. Pośród publiczności nie sposób było jednak znaleźć kogokolwiek, kto tego wieczoru mógłby narzekać na brak dobrej zabawy. Czy na koncercie Crystal Fighters można w ogóle myśleć inaczej niż pozytywnie? Właśnie to świadczy o fenomenie zespołu i samej sile publiki, której należą się niskie ukłony. Ta nieliczna grupa fanów o mocy tysiąca gardeł sprawiła koncert wyjątkowym i to z pewnością głównie oni tworzą ten świetny klimat występów Crystal Fighters. To jedna z najbardziej energetycznych i zaangażowanych publiczności. Znali wszystkie teksty i ani razu nie fałszowali.

Mimo, iż zespół przeżywał ostatnio ciężkie chwile, tak naprawdę nie widać było, aby utracił cokolwiek z koncertowego entuzjazmu. Zastanawiające było czy i w jaki sposób grupa odniesie się do tych tragicznych wydarzeń. Droga, jaką wybrali była nad wyraz piękna i pozytywna. Gitarzysta w krótkich słowach powiedział, że zebraliśmy się po to, żeby uczcić życie ich przyjaciela. Dodał również, że wszyscy przyszliśmy tutaj z przyjaciółmi i powinniśmy na co dzień pamiętać, jak ważna jest przyjaźń.

Crystal Fighters umiejętnie dobierają setlistę, w której nie brakowało największych i najbardziej żywiołowych hitów jak „I Love London”, „Plage”, „LA Calling”. Jednak nawet w te pozornie spokojniejsze utwory potrafią tchnąć energię tak, iż stają się one prawdziwą koncertową petardą, która wybuchając podrywa zebrany tłum i trzęsie podłogą. Sposób w jaki hiszpańsko-brytyjska formacja prezentuje swój materiał powoduje, że uśmiech wprost nie schodzi z twarzy. Pozytywna energia jak tsunami spływa ze sceny zalewając każdego, kogo napotka na swojej drodze.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...