music is ... muzyka z najlepszej strony.

Tough Love

Jessie Ware Tough Love

data wydania: 2014-10-13
wydawnictwo: Island Records

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 16 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Jessie Ware wraca z drugim albumem, statusem megagwiazdy i długą listą znanych współpracowników, na których mogła sobie pozwolić dzięki swojej pozycji w branży. Przy „Tough Love” pracowali m.in. duet producencki BenZel, Miguel, Ed Sheeran, a także Dev Hynes. Wygląda to imponująco, lecz czy taka mieszanka artystycznych osobowości jest w stanie stworzyć spójne brzmienie? W zasadzie w dzisiejszych czasach zatrudnianie po kilku producentów oraz autorów piosenek do zrobienia jednego krążka nie jest niczym nowym, jednakże zawsze istnieje obawa, że to co ma tworzyć jednolitą całość zamieni się w niekontrolowany chaos. Na „Devotion” Ware skupiła się na eksplorowaniu ciepłych, soulowych klimatów, a „Wildest Moments” – przebój który wywindował ją na szczyt, jest jedynym odstępstwem od reguły.

Pytaniem najczęściej nurtującym fanów Brytyjki przed wydaniem „Tough Love” było, w którą stronę uda się teraz, czy pozostanie wierna soulowej stylistyce czy też zachęcona komercyjnym sukcesem pokusi się o więcej potencjalnych hitów. Kawałki udostępnione przed premierą płyty wcale na to pytanie nie odpowiedziały, bo wypełnione subtelną elektroniką, nowocześnie brzmiące „Tough Love” nie ma wiele wspólnego z rzewną, gospelową balladą jaką jest „Say You Love Me”.

I tak jedenaście kompozycji składających się na ten album dzieli się na te przystępne, przyjazne komercyjnym stacjom radiowym oraz zmysłowe soulowe kompozycje takie jak „Kind of… Sometimes… Maybe” będące efektem współpracy z Miguelem. Można także wyróżnić podział na utwory celebrujące szczęśliwe życie uczuciowe wokalistki oraz te wspominające czasy rozstań i niepewności, ale nie są to nadzwyczaj fascynujące tematy, więc zamiast roztrząsać wspomnienia o złamanym sercu można skupić się muzyce.

Oprócz wspomnianego „Kind of…” soulowe fragmenty krążka wypadają blado. W „Sweetest Song” oraz „Cruel” nawet wokal brzmi płasko, zupełnie nie oddając możliwości Jessie Ware, która ze swojej krtani potrafi wydobyć bogactwo wspaniałych dźwięków. Za to końcówka krążka przynosi prawdziwe skarby w postaci subtelnych, oldschoolowych syntezatorów i nawarstwionych wokali w „Keep on Lying”, euforycznego „Champagne Kisses” oraz „Desire”, które za sprawą mocnych, niemalże podniosłych uderzeń w perkusję i rozedrganej gitary urasta do rozmiarów hymnu. Ten utwór pod względem imponującego brzmienia jest najbliższym krewnym „Wildest Moments”, a co za tym idzie – największym kandydatem na przebój. Dosyć chwytliwie brzmi również „Pieces” opatrzone romantycznymi smyczkami i cechujące się niemal Bondowskim rozmachem, można więc typować ten kawałek jako kandydata na kolejny singiel.

Ware wciąż z powodzeniem balansuje pomiędzy mainstreamem, a bardziej ambitnymi dźwiękami, jednak „Tough Love” nie dorównuje rewelacyjnemu, wysmakowanemu debiutowi, na którym próżno szukać nudy. Cała armia producentów oraz uznanych autorów piosenek nie do końca spełnia tu swoją funkcję, a może i wręcz przeciwnie – przyczynia się do braku spójności, co trochę pogrąża to wydawnictwo. Jest tu zbyt wiele przeciętności, a zbyt mało oryginalnych i eleganckich kompozycji, którymi można by się bez końca zachwycać.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...