Renata Przemyk – wyjątkowa artystka na polskiej scenie muzycznej, wydała właśnie album Rzeźba Dnia, którym przypieczętowuje 25 lat na scenie muzycznej. Babę Zesłał Bóg czy Kochana to klasyki polskiej piosenki. Sprzedała do tej pory ponad pół miliona płyt – w wywiadzie opowiada mi o brzmieniu nowego albumu, braku kalkulacji w sztuce, długu wdzięczności wobec swojej wiernej publiczności, radości życia oraz wpływie na świat i klęsce urodzaju we współczesnej muzyce…

Długo czekaliśmy na Twoją nową autorską płytę. Czy chciałaś odpocząć czy proces twórczy trwał dłużej, piosenki dojrzewały w twojej głowie?

Renata Przemyk: Ja nie czułam takiego upływu czasu… Od Odjazdu w 2009 jest to wprawdzie 5 lat, ale np. rok temu wyszła płyta koncertowa z Trójki, w 2012 wyszła płyta Przemyk Akustik Trio. Poza tym graliśmy dużo koncertów, po drodze były dwa spektakle teatralne, do których pisałam muzykę. W Teatrze Rampa wciąż grane są Pieśni Morderczyń a w Krakowie w Teatrze Barakah Szyc. Gram też w teatrze Bagatela w Krakowie. W międzyczasie pisałam i nagrywałam nowe piosenki. W ogóle tego upływu czasu między albumami nie odczułam, nie miałam przerwy twórczej. Niedawno ktoś zwrócił uwagę na zbliżający się okrągły jubileusz mojej pracy przypadający na 2014 rok i zaczęliśmy myśleć o trasie jubileuszowej ze specjalnym programem. Przygotowaliśmy również z tej okazji sporo starszych piosenek i graliśmy serię koncertów w podziękowaniu wiernej publiczności za wspólnie spędzone lata. Nowa płyta powstawała około 2 lata – razem z Jarkiem Baranem – producentem, realizatorem, aranżerem, muzykiem pracowaliśmy wspólnie nad nowymi piosenkami znajdując czas pomiędzy innymi obowiązkami. Taka praca z długimi przerwami świetnie się sprawdzała, mieliśmy szansę nabrać dystansu do ostatnich wersji, właściwie ocenić to, co zrobiliśmy wcześniej. Zostało 11 piosenek tworzących różnorodną, ale spójną ekspresyjnie całość.

Brzmienie albumu jest eklektyczne, nie tak homogeniczne jak dotychczas. Mamy i akordeon i gitary i elektronikę. Pierwsze nagranie elektroniczne z Twoim udziałem pojawiło się w 1998 roku, gdy z Maćkiem Werkiem / Hedone zaśpiewałaś Zapach. To dość długa klamra czasowa, jeśli chodzi o powrót do takiej estetyki. Skąd taka stylistyczna wolta?

Renata Przemyk: Tak, ta piosenka powstała już dość dawno, ale w rok później nagrałam już dość odważny, elektroniczny Hormon. Sporo elektroniki było też na „Zonie” i „Unikacie”. Lubię łączenie stylistyk i od zawsze bawię się brzmieniami. Najbardziej podoba mi się zestawianie loopów i chropawych brzmień klubowych ze szlachetnością instrumentów akustycznych. Tak jest też teraz. Nowa płyta ma w sobie coś prowokującego, eklektycznego, określona już została nawet jako ekumeniczna – za łączące ze sobą pokojowo pozornie niepasujące elementy. Ale zbudował się dzięki temu klimat ciekawy, oryginalny i charakterystyczny, będący świetną bazą do przekazu treści – dosyć niełatwych – jakie poruszam w moich piosenkach. Zależało mi na stworzeniu idealnego środowiska dla takiego przekazu. Lubię twórcze sytuacje, gdzie jest szansa zinterpretować to po swojemu, gdzie jest przestrzeń dla dodatkowych treści i emocji.

przemyk_2

Czy były obawy, że twoja wyrazistość utonie gdzieś w tym deszczu brzmień z komputera, że część słuchaczy może nie być gotowa na Twoje pomysły, inne aranże czy instrumentarium?

Renata Przemyk: Ja na etapie tworzenia nigdy nie myślę co będzie, co się wydarzy, dla kogo akurat tworzę, czy to się komuś spodoba. Zawsze istnieje jakieś ryzyko. Ja robię to, co kocham, tu nie da się kalkulować. Moja intuicja sama mi podpowiada treści i emocje. Dopiero po wydaniu albumu czekam z niecierpliwością na reakcję słuchaczy głęboko wierząc, że zrozumieją moje intencje.

Spytałem, bo teraz mamy chyba takie czasy, gdy tworzy się produkty, gdy w muzyce jest więcej marketingu i kalkulacji aniżeli sztuki…

Renata Przemyk: Ja nie umiałabym tego robić, jestem raczej mało uniwersalna. Robię to, co dyktuje mi serce, podążam za własnym głosem, intuicją podpowiadającą mi rozwiązania. Potrzebuję szczerego przekazu, bycia w zgodzie z samą sobą. A gust to rzecz względna. Muzyka ma poruszać, zostawiać nas w pewnych emocjach, nigdy obojętnymi. Ludzie wtedy odczytają to, jako coś prawdziwego. Albo coś robi wrażenie i porusza, albo nie. Chcę trafiać do wrażliwości moich odbiorców, w tę sferę ponadrozumową. Tutaj nie da się nic skalkulować. Moi słuchacze są już przyzwyczajeni, że u mnie formalnie może się zdarzyć właściwie wszystko. To już chyba 12-ta płyta, a każda była inna od poprzedniej. Nie umiałabym stworzyć przeboju na zamówienie. Choć bym nie wiem jak się wysilała. A mimo to publiczność ma spośród piosenek kilka takich, które szalały na listach przebojów.

Kolejną trasą koncertową świętujesz XXV lecie pracy artystycznej. Jest w tym jakaś symbolika? Czy z nowymi siłami planujesz tzw. nowe otwarcie?

Renata Przemyk: Jest to odpowiedni moment, by podziękować publiczności za te wszystkie lata spędzone razem. Śmieję się, że to p i e r w s z e dwadzieścia pięć lat. To wielki sukces, że dzięki moim fanom, mogę tak długo być na scenie, robić to, co kocham. Czuję się zobowiązana by wyrazić swoją wdzięczność. Seria koncertów obejmuje 13 koncertów, które już były, a teraz rusza następna jesienna tura. Wszystkie koncerty uznaję za główne, w każdym z miast odbędzie się koncert w równie odświętnej aurze. Dla mnie cenny jest sam słuchacz – to, czy gram w małym czy dużym mieście, ma drugorzędne znaczenie.

Twoje poprzednie wydawnictwo – wspólnie z Kayah – Panienki z temparamentem – piosenki z kabaretu Starszych Panów dały zupełnie nowe oblicze tamtym utworom i miały zagościć na playlistach radiowych. Piosenki oddawały klimat literackości i zabawy językiem polskim. Płyta jednak przeszła bez większego echa. Czy to znak, że Polacy nie są już tak gotowi na kulturę wyższą?

Renata Przemyk: Myślę, że jednak przyczyną był czas, w jakim się ukazała ta płyta. Niedługo po śmierci Jeremiego Przybory ukazało się wiele płyt w takiej akcji przypomnieniowej, w hołdzie dla Starszych Panów. Może nasza płyta była jedną z wielu wtedy wydanych w tej tematyce i machina promocyjna windując jedne spychała niżej inne. Ja bardzo miło wspominam ten projekt i pracę z Kayah. A piosenki nadal będą wracać w różnych wersjach, bo są niezwykle wartościowe.

Są takim abecadłem, za pomocą którego można przypominać piękną Polszczyznę…

Renata Przemyk: Tak, oby tak było, bo to jest świetny elementarz i pod względem pięknego języka, ale i cudownych gier słownych!

Polska i świat targane są coraz to nowymi debatami politycznymi, ideologicznymi. Nie kusiło Cię, by zabrać czasem głos w takich debatach i dać wyraz swoim poglądom, wsparciu dla kogoś bądź protestowi przeciw? Potrzebujesz takiego dookreślenia się, dania świadectwa?

Renata Przemyk: Nie na tych arenach, nie w tej dziedzinie. Ja nie uważam się za eksperta, wolę wypowiadać się w sztuce, poprzez piosenki. Tu pozwalam sobie na zajęcie większej połaci, większej ilości miejsca w dyskusji. Nie ukrywam swoich poglądów, czy zdania na dany temat, ale nie zgłaszam się sama do dyskusji, gdzie dany temat jest wiodący, pozostawiam to innym. Częściej słucham niż mówię. Częściej śpiewam.

Jakie przesłanie niesie więc Rzeźba Dnia? Czy sami kreujemy swoją własną rzeczywistość: myślami, czynami, postawą? Czy w takim razie możemy mieć pretensje do świata, gdy oddaje nam coś innego? Co Ty wyrzeźbiłaś dla siebie?

Renata Przemyk: My, jako ludzie nie od początku jesteśmy świadomi jaki mamy wpływ na świat. Czasem obwiniamy innych, otoczenie, w jakim dorośliśmy, środowisko zewnętrzne, że nie wszystko jest takie, jakie sobie wymarzyliśmy. Ale to my sami decydujemy, czasem nie do końca świadomie, w jakim kierunku podążamy. Sami decydujemy, z kim przestajemy, jakie poglądy wyznajemy, jakimi ludźmi się otaczamy. Chodzi o to, by wziąć życie w swoje ręce, wziąć za to odpowiedzialność i zacząć tu i teraz. Spójrzmy na to wszystko dobre, co nam się w życiu wydarzyło i cieszmy się z tego. Ludzie znajdują się w różnych sytuacjach, ale zawsze jest coś, za co możemy dziękować. Warto się zatrzymać i pomyśleć, zamiast narzekać. Moją płytę otwiera piosenka Czas M. – czas na miłość, modlitwę, medytację. Dużo jest fajnych słów na M! Warto zatrzymać się i taką chwilę przedłużać, pobyć tu i teraz, popatrzeć komuś w oczy, dłużej pić kawę, pomilczeć patrząc przez okno, poleżeć na trawie, celebrować życie. Jutro może nas już nie być. A kiedyś nie będzie nas na pewno. Tu i teraz – jest.

przemyk_3

Sam cykl przyrody, następujących po sobie pór roku jest swego rodzaju cudem…

Renata Przemyk: Właśnie, ja to widzę to nawet wyraźniej mieszkając na wsi. Leżąc na trawie poczujecie, że żyjemy na poruszającym się żywym świecie. Nie tylko dlatego, ze coś włazi nam za kołnierz. Wszystko się zmienia, przyroda, pogoda i tylko nam się wydaje, że pozostajemy tacy sami. Póki żyjemy wszystko może się zdarzyć. Cieszmy się tym, co się dobrego wydarza, a zobaczycie, że mamy wpływ na to, co wydarzy się za 5 minut, godzinę, lata. Zaczynajmy się częściej uśmiechać, widzieć więcej dobrego. Ja kiedyś też miewałam bardziej depresyjną naturę, wahania nastrojów. Potrafiłam się z czegoś cieszyć a chwilę wpadałam w dół widząc ogrom nieszczęść wokół. W końcu prawie przestałam oglądać wiadomości – te złe energie tak łatwo przenikają do naszego życia. Włączając TV oglądamy głównie złe wiadomości, mając w pewnym momencie wrażenie, że żyjemy w świecie, który zaraz się skończy. Chyba po prostu nigdy nie było takiej ilości dostępnych kanałów informacyjnych, w końcu mamy XXI wiek! A złe informacje mają niestety większą siłę marketingową.

W czasie, gdy debiutowałaś, rynek muzyczny był inny niż dziś. Czy współczesna machina promocyjno-marketingowa bardzo się różni od tej z czasów MJM Music czy Zic-Zaca?

Renata Przemyk: Sięgnęłabym nawet wcześniej: do TVP1 i TVP 2, z czasów, gdy w telewizji było więcej muzyki, gdy organizowano tzw. autorskie recitale. Moje kompletne początki związane były z Trójką, jako wiodącą stacją radiową obok Jedynki. Było zaledwie kilka dużych czasopism… Jak było się w tych miejscach plus na festiwalu w Opolu – to wystarczyło. Dla wtajemniczonych był jeszcze Jarocin. Nie trzeba było tyle jeździć, gadać. Moja płyta wyszła kiedyś w 3 formatach (MC, LP, CD): to było ogromne przeżycie, bo miałam drugą w Polsce
płytę kompaktową (po Obywatelu G.C.).Wtedy myślano, ze CD są za drogie i nigdy się nie sprawdzą. A teraz jest coś w rodzaju klęski urodzaju: ogromna ilość kanałów medialnych, audycji. Internet rządzi. Znaleźć w tym coś wartościowego, nieobliczonego na komercyjny obrót, nieoklejonego ze wszystkich stron reklamami to już sukces. Mamy pełno zabijania czasu… Ale, na szczęście, dobrej muzyki też jest sporo. Tylko trzeba jej czasem dłużej poszukać.

I stąd wynika ostatnie pytanie, nawiązujące też do twego jubileuszu: gdybyś chciała wydać pierwszą płytę dziś – jaką drogę byś wybrała? Talent show czy demo do wytwórni?

Renata Przemyk: Może w ogóle bym nie zadebiutowała! Talent-show odstrasza wrażliwców. To programy dla ludzi o nerwach ze stali, by nasłuchać się przykrych słów pod swoim adresem i się nie zrazić. Wykonywanie zadanego repertuaru niepasującego często do danej osoby, nie spełnianie czyichś wymogów komercyjnych,żeby ktoś ocenił jej przydatność do bycia kolejnym produktem? Większy sens ma program, gdzie można pokazać swoją własną muzykę. A do wytwórni przychodzą setki, jeśli nie tysiące demówek i szansa, ze ktoś tego posłucha jest znowu niewielka. Małe przeglądy regionalne czy studenckie dają szansę sprawdzić się przed publicznością i poczuć czy tego chcemy naprawdę. Dzisiaj sporą siłę ma też pokazanie swoich rzeczy w Internecie. Teraz trzeba szukać dostępu do ludzi, udostępniać, walczyć o uwagę. Ale każdy według swojej wrażliwości. Koszty nagrań są wciąż wielkie. Jeszcze większe w stosunku do tego, co może się zwrócić ze sprzedaży nośników. To problem obecnego przemysłu muzycznego. A tymczasem młodzież jest wychowywana w kulcie łatwej i darmowej dostępności muzyki na wyciągnięcie ręki. Ja mam szczęście do wiernej, może staroświecko, ale uczciwie myślącej publiczności, która kupuje moje płyty i chodzi na moje koncerty. To szczęście i luksus, zdaję sobie z tego sprawę i jestem za to wdzięczna.
Za to moim fanom bardzo dziękuję – bez publiczności nie ma gwiazd: to ona wynosi nas tam, gdzie nas lepiej słychać. Wdzięczna jestem za ich wierność, podróże koncertowe i kolejne pokolenia młodych słuchaczy. A nowa płyta uznawana jest przez nich za pozytywną, dającą dobrą energię. I tą dobrą energią chciałabym ze słuchaczami podzielić.

Muzyka jest wszak zwierciadłem duszy i taką Cię w tym wywiadzie chciałem pokazać!

Renata Przemyk: I bardzo dobrze, dziękuję Ci bardzo!

Nie ma więcej wpisów