music is ... muzyka z najlepszej strony.

21 minut horroru od Arcade Fire

Arcade Fire / mat. prasowe

Arcade Fire / mat. prasowe

Arcade Fire postanowiło dorzucić swoje trzy grosze do Halloween’owego szaleństwa, a to za sprawą dziwacznego, 21-minutowego tworu filmowego o nazwie „Festi”. Już sam plakat, minimalistyczny i mroczny, nie pozostawia złudzeń – mamy do czynienia z horrorem. Oniryczny klimat zapowiadają wypisane na grafice słowa z piosenki The Doors – „mr. mojo rising”, a nad fabułą dosłownie i w przenośni, unosi się duch Jima Morrisona.

Dalej jest już tylko lepiej (w domyśle straszniej). Na ten krótki metraż składają się sceny z festiwalowego tournée zespołu z roku 2011 oraz kadry kręcone amatorską kamerą, okraszone przaśnymi, ale zabawnymi trickami inscenizacyjnymi i efektami specjalnymi. Postaci pokazane w poszczególnych, szalonych scenach odgrywane są przez znane osobistości sceny muzycznej, między innymi Jamesa Murphy’ego, Slasha, panów z formacji Fleet Foxes czy The National.

Fabuła dzieła osnuta jest wokół imprezy urodzinowej Willa Butlera, wokalisty i współzałożyciela Arcade Fire. Jak to zwykle w horrorach bywa, wszystko wymyka się spod kontroli, pojawiają się klątwy, strachy, keczupowa krew i sceny w aranżacjach rodem z domu grozy.

Tym którzy są żądni wrażeń, a także chcieliby zobaczyć jak wypadli odważni artyści którzy znaleźli się w obsadzie „Festi”, niech klikną i sami przekonają się, jak Arcade Fire straszy swoich fanów.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...