music is ... muzyka z najlepszej strony.

Muchy: „Jesteśmy dorośli i to już tak nieodwołalnie dorośli…”

Muchy / mat. prasowe

Muchy / mat. prasowe

Poznańskie Muchy w tym roku świętują swoje 10-lecie. Z tej okazji 10 października zagrali wielki, jubileuszowy koncert w klubie Eskulap w Poznaniu, a swoim fanom sprezentowali czwarty w swojej karierze studyjny krążek. Od koncertu i premiery płyty pt. „Karma Market” minął już prawie miesiąc, usiedliśmy więc z Michałem Wiraszko w jednej z poznańskich kawiarni i szczerze porozmawialiśmy o albumie, o zmianach w zespole, ale także o… starzeniu się. Jeżeli jesteście ciekawi efektów tej rozmowy, zapraszam do lektury.

Wydaliście nową płytę i zazwyczaj było tak, że nowe utwory powoli wypływały na kolejnych koncertach. Tym razem się to zmieniło i tak naprawdę do momentu premiery całego krążka znaliśmy tylko singiel „Bliżej”. Skąd ta nagła zmiana taktyki?

Michał: Dwie wcześniejsze płyty powstawały w trasach między koncertami. W tym roku odpuściliśmy granie klubowe i ten czas poświęciliśmy na tworzenie materiału – bardzo niewiele rzeczy pochodzi z roku 2013, właściwie tylko jakieś zarysy. Po prostu nie było czasu jej przegrać, bo nie graliśmy koncertów. Mogliśmy skupić się tylko na nagraniu.

Nie baliście się uderzyć z nowym materiałem na koncercie na Wasze 10-lecie? W końcu poznańska publiczność to jest Wasza publiczność – co zresztą pokazał koncert. Poznań kocha Muchy, bez dwóch zdań. Jednocześnie jest to jedna z najtrudniejszych publiczności, najbardziej wymagających, bo Ci ludzie są szczerze zaangażowani w życie zespołu.

Michał: Baliśmy się i stresowaliśmy. Dlatego wypuściliśmy kilka dni wcześniej drugiego singla, dlatego ujawniliśmy też płytę do odsłuchu. Chcieliśmy żeby się ludzie trochę przyzwyczaili do nowych piosenek. Samego koncertu 10 października prawie w ogóle nie pamiętam. Oczywiście to, że byłem na scenie i że graliśmy to tak, ale nie odczuwałem żadnych emocji. Adrenalina doszła do takiego poziomu, że zupełnie nie kodowałem co się na dzieje – czy się stresuje, czy ludziom się podoba? Szczerze mówiąc nie myślałem, czy to dobrze, że gramy ten materiał po raz pierwszy na żywo. Taka była idea – chcieliśmy zrobić premierową odsłonę płyty na żywo i premierę płyty w ogóle – to się udało.

Masz już doświadczenie, nie jesteś muzykiem, który dopiero gdzieś tam rozpoczyna nieśmiało kontakt ze sceną i publicznością. Skąd tak duży stres?

Michał: Może to zdenerwowanie wynikało z tego, że to był ten pierwszy raz z nową płytą na żywo. Jakby na to nie spojrzeć było to dla nas duże wydarzenie – nie tzw. „zwykły koncert”. Ten dzień był bardzo długi. Wstaliśmy o siódmej rano, o ósmej byliśmy już w klubie. Jako pierwsi mieliśmy bardzo długą, bo 4-godzinną próbę ze wszystkimi gośćmi, a przecież jeszcze o 18 zagraliśmy krótki, niezapowiedziany koncert na otwarciu Fotoplastykonu na Starym Rynku. Powrót do klubu i znów czekanie – ten stres stopniowo narastał. Co do rutyny – pierwszy raz była taka sytuacja, że padł mi wzmacniacz na scenie i w ogóle się tym nie zestresowałem. Padł, więc po prostu trzeba go wymienić.

„Karma Market” to jest bardziej dorosłość Much czy starość Much? Sam powiedziałeś podczas koncertu, że się zestarzeliście – ja uważam, że zespół po prostu dorósł i zmiany jakie słychać w porównaniu do „Terroromansu” czy nawet „Chcecicośpowiedzieć” mimo, że są znaczne, to wciąż pozytywne.

Michał: Jest tu pewien paradoks. Z jednej strony jest to powiedzmy najdojrzalsza nasza płyta, z drugiej strony dla mnie ta płyta ma najwięcej wspólnego z demo „Galanteria”. Tam też były 3 numery po angielsku, było spokojniej. Zestarzeliśmy w tym znaczeniu, że rock’n’rolla powinni uprawiać młodzi mężczyźni, a ja nie czuję się już człowiekiem, który mógłby to z uśmiechem i szczerze robić. Mam wrażenie, że nie do twarzy mi z tym. W tym sensie się zestarzeliśmy, a czy jest to dorosłość? Tak, jesteśmy dorośli i to już tak nieodwołalnie dorośli, już nie ma czego udawać.

Będąc przy anglojęzycznych utworach przyznam, że zdziwiła mnie ich obecność na płycie. Kiedy zagraliście na dachu Winiarni pod czarnym kotem piosenkę „A Place” to byłam przekonana, że to tzw. „wersja holenderska” i kawałek mimo wszystko otrzyma polski tekst. Wiesz, zawsze uważałam, że kto jak kto, ale wy stoicie na straży obecności polskiego języka w muzyce.

Michał: Bardzo długo nie pisałem po angielsku, w zasadzie od pierwszych nagrań w 2005 roku. Kiedy zaczynaliśmy grać język angielski w polskiej muzyce dopiero raczkował. Mieliśmy utwory typu „Lazarus”, czy „My Favourite Disease”, ale tego nikt wtedy nie kumał. To efekt tego, że wcześniej mieliśmy jedynie „Son of the Blue Sky” Wilków i „You May Be in Love” Blue Cafe (śmiech) – dwa angielskie przecinki w polskim show biznesie. Te 3 utwory na nowej płycie po prostu powstały z angielskim tekstem w sposób naturalny. Próbowałem przez jakiś czas napisać do nich polskie słowa, ale za każdym razem wychodziło gorzej niż w oryginale. Stwierdziłem w końcu – po co ja to robię? Skoro sens piosenki i jej zamysł powstały w języku angielskim, to po co przepisywać je na polski? Przez te 10 lat język angielski stał się językiem uniwersalnym… Wychodzi tez na to, że był to świetny chwyt marketingowy, bo pytają mnie o to w absolutnie każdym wywiadzie (śmiech).

Ciężko tej zmiany nie zauważyć, przecież nawet w jednej z recenzji padł zarzut, że może to swoisty unik z twojej strony? W końcu jesteś wymieniany jako jeden z najlepszych tekściarzy w Polsce.

Michał: Będę bezczelny, ale powiem, że te teksty po angielsku uważam za bardzo dobre.

Pozostając przy warstwie lirycznej płyty – po przesłuchaniu albumu już wielokrotnie, najbardziej na całym krążku uderzył mnie fragment „Chce mi się milczeć o sprawach ważnych, Chce mi się krzyczeć o sprawach żadnych”. To jest takie podsumowanie obecnej rzeczywistości? Moim zdaniem ten fragment bardzo trafnie oddaje to, co się teraz wszędzie wokół nas dzieje – na świecie, u nas. Wszelkie buble wyciągane są do rangi spraw najważniejszych, a to co faktycznie jest istotne zostanie gdzieś zamiecione pod dywan.

Michał: Mnogość interpretacji jest podobno siłą tekstu… Dla mnie „Odkąd” to jest najprostsza piosenka o miłości jaką zdarzyło mi się w życiu napisać. Mimo, że wcale nie brzmi jak piosenka o miłości. Sam wers „Chce mi się milczeć o sprawach ważnych, Chce mi się krzyczeć o sprawach żadnych” odnosi się do dwóch poprzednich wersów „odkąd splątano nasze spojrzenia, jakby pomieszać alkohol z pudrem” po prostu być zakochanym, to tak jak być nietrzeźwym. Przepraszam, że ci zepsułem interpretację.

Nic się nie stało. Może tak jest, że słyszysz trochę to, co chcesz usłyszeć. W singlowym „Tak jak dziś” przywołujecie mi klimat ostatniej płyty Myslovitz nagranej z Michałem Kowalonkiem. Skąd pomysł na wybranie na drugi singiel tak spokojnego utworu?

Michał: Zaplanowaliśmy, że „Tak jak dziś” będzie singlem już dawno, chyba zimą zeszłego roku.. To jest przykład na to, żeby się nie trzymać kurczowo swoich zamiarów, bo powinniśmy wybrać singla po nagraniu płyty, a nie niemal rok przed. „Tak jak dziś” to piosenka Michała (Puchały – przyp. red.), jest pięknie napisana, ale chyba nie do końca singlowa. Następny singiel wybierzemy wspólnie z fanami!

Przyznasz, że ciężar kompozycyjny, który spoczywał na Twoich ramionach nieco już z nich spadł. Teraz zostało to rozłożone pomiędzy trzy osoby. I wiesz – to generalnie słychać, że to nie jest już muzyczne myślenie jednostki.

Michał: Tak, Michał i Krzysiek komponują razem ze mną i strasznie się z tego powodu cieszę. Znakomita większość piosenek wcześniej powstawała tak, że ja wymyślałem na prostych akordach melodię i słowa, a Piotrek to aranżował. Trzecia płyta – do niej podeszliśmy jeszcze inaczej, bo koncepcyjnie – jest najbardziej spójna brzmieniowo i kompozycyjnie, wyobraziliśmy sobie, że to ma tak, a nie inaczej wyglądać i całość po prostu podciągnęliśmy pod schemat. Tutaj jest faktyczna kooperacja trójki ludzi. Jeszcze à propos uników w tekstach angielskich, to śmieję się po cichu do siebie, bo to są akurat piosenki, które są w całości wyszły ode mnie. Po prostu usiadłem z gitarą i brzdąkając wypuściłem z siebie całość, pod wpływem chwili.

muchy_karma_market_foto_2014_monikamotor.com (1)

Muszę o to zapytać, chociaż jestem pewna, że to pytanie padło podczas większości wywiadów po wydaniu płyty. „Karma Market” – co cię urzekło w nazwie sklepu zoologicznego w Poznaniu, żeby nazywać tymi słowami nowy krążek?

Michał: Przejeżdżam tamtędy bardzo często. Hasło „Karma Market” wbiło mi się w głowę, ale dopiero po dłuższym czasie dotarło do mnie, że to nazwa sklepu zoologicznego. Automatycznie potraktowałem to jako bliskie znaczeniowo piosenkom „Instant Karma” Lennona i „Karma Police” Radiohead. To było uderzające i odurzające doświadczenie. Targowisko przeznaczeniem? To trochę jak w naszej cywilizacji.

Jak się tak Was z boku obserwuje to strasznie się zmieniacie przez te lata. Tradycją się stało, że każdą płytę nagrywacie w innym składzie. To są gdzieś moje obawy, ale na ile jeszcze Muchy są w stanie pozostać Muchami, przy tak wielu zmianach w składzie zespołu? Wiesz, już pojawiają się (ciche, ale jednak) głosy, że to już nie są Muchy tylko „Wiraszko band”. Nie boisz się tego, że przylgnie do Was taka łatka, że to jest bardziej Twój autorski projekt, tylko wydający kolejne płyty pod nazwą Muchy?

Michał: Pewnie, że gdzieś się tego obawiam, ale mam czyste sumienie, bo każda zmiana w tym zespole była naturalna i każda następowała w sposób niewymuszony. To nie było tak, że sobie wymieniłem zespół z dnia na dzień i zostawiłem nazwę. „Galanterię” nagrywaliśmy z Piotrkiem i Szymonem, „Terroromans” nagrywaliśmy z Piotrkiem i Szymonem, ale już pojawiał Tomek. Przy „Notorycznych” pracowaliśmy w czwórkę, potem odszedł Piotr przyszedł Damian, a przy „Chcecicospowiedziec” był już Krzysiu, pojawiał się Michał. Wszystkie te zmiany na pewno nie sprzyjają stałości uczuć, tylko pytanie czy stałość uczuć jest dobra dla muzyki? Owszem, brakuje mi tej ciągłości. Chciałbym mieć większy kontakt z Szymonem, z którym świetnie się dogadaliśmy na 10-leciu, ale on na co dzień jest w Zielonej Górze i życie codzienne absolutnie go pochłania, więc nie ma na to szans. Mam też nadzieję, że po koncercie 10/10 Piotr usiądzie do pracy nad Drivealone. Reasumując, miałem wybór – albo rozwalić zespół tak jak się to stało z Cool Kids Of Death albo The Car is on Fire, albo brać to, co los przyniósł. Wziąłem tę drugą opcję, a najważniejsze są piosenki i muzyka. Płyty tego zespołu zawsze powstawały z potrzeby serca.

Crowdfounding – niedawny udział w projekcie Eventudu, wasze działania na Facebooku i na Instagramie, szukanie nowych form komunikacji i interakcji z fanami pokazują, że generalnie lubicie wchodzić w „nowe rzeczy”. Dlatego zanim pojawiła się „Karma Market” zastanawiałam się czy ponownie zaskoczycie fanów i czy ta płyta w ogóle zostanie wydana w formie fizycznej – wiesz, ludzie teraz słuchają płyt przez Spotify, WIMP, Deezer – jaki jest jeszcze sens wydawać fizycznie album?

Michał: Nie wiem jaki jest sens. Sam się dziwię, że takie firmy jak Universal, czyli nasz wydawca, cały czas się bawią w wydawanie płyt, bo te ilości jakie obecnie sprzedają to jest tragedia. Pięć tysięcy egzemplarzy w 40-milionowym kraju – co to jest? A to już całkiem niezły wynik, bo 15 tysięcy to złota płyta! Widocznie musi się im to ciągle opłacać. To, że płyta kompaktowa stanie się z czasem takim rarytasem jak teraz jest płyta analogowa to jest oczywiste, tylko pytanie kiedy?

Ja jestem wciąż z tego pokolenia, dla którego fajnie jest móc potrzymać fizyczny nośnik, obejrzeć książeczkę, poobracać płytę w rękach. Już ludzie zaczęli wracać do przeszłości, coraz częściej wydawane są winyle. Przecież sporo młodych kapel sięga z powrotem po kasety, które wydają w malutkich nakładach w niszowych wytwórniach. Może to jest jakiś pomysł dla Was – pokusić się o winyla?

Michał: Jasne, ale taka kaseta to wciąż bardziej gadżet promocyjny. O winylu przyznam, że myśleliśmy ostatnio. Może zrobimy kiedyś box – od „Galanterii” do końca, wszystkie płyty, limitowana edycja, powiedzmy 100 sztuk. To nie będzie tania zabawa, ale kto wie… może na zakończenie kariery?

Jakie zakończenie kariery, o czym mi tu mówisz?

Michał: Żartuję oczywiście. Ale powiem Ci, że jak patrzę jak się starzeją polscy rock’n’rollowcy to ja nie chcę tak. To nie jest fajne.

Nie wiem czy widziałeś z jaką klasą zakończyła karierę Budka Suflera. Te koncerty pożegnalne były naprawdę niesamowite.

Michał: Dla mnie w tym momencie jedyną osobą, która „starzeje się” – w cudzysłowie oczywiście, bo jak to przeczyta to mnie zabije, jest Kasia Nosowska. Ona dojrzewa jako artystka i jako kobieta, z wielką klasą. Natomiast znakomita większość zespołów tzw. rockowych blednie i jest obciachowa.

Skoro jesteśmy już przy osobie Nosowskiej to pomysł, aby zaprosić ją do duetu – zaśpiewała z Wami podczas jubileuszowego koncertu „Ani Słowa” – to nie był chyba pomysł, który narodził się tylko na potrzeby koncertu, prawda? Chyba już kiedyś wspominałeś o duecie z Kasią.

Michał: Tak, i kto wie czy pomysł tej współpracy nie dojdzie do skutku. Kasia ma taką magiczną aurę wokół siebie, że nie wiem jak to się dzieje, ale za każdym razem jak się spotykamy to jestem jakiś podekscytowany. Jakbym pomieszał „alkohol z pudrem” (śmiech) – błyskotliwszy jestem niż zazwyczaj. Chwalę to sobie, że się znamy i jest ta znajomość mi dana w jakiś sposób. Udało nam się zrobić to 10-lecie, może uda nam się zrobić piosenkę. Bardzo bym chciał.

Tak zupełnie z ciekawości – Kaśka Nosowska wzięła teraz udział w mało fajnym programie, pewna stacja zrobiła kolejne karaoke dla „gwiazd”, nie wiem czy już widziałeś… Mnie do programu przyciągnęły dwa nazwiska w jury – Kaśki Nosowskiej właśnie i Marcina Borsa, ale w sumie to nie o programie chciałam mówić. Powiedzmy, że dostajesz propozycję jurorowania w tego typu przedsięwzięciu – zgadzasz się?

Michał: Na pewno bym spróbował.

Masz coś takiego w sobie, że lubisz odkrywać młode talenty? Bo wiesz – choćby The Ploy czy Terrific Sunday, którzy teraz podpisali kontrakt płytowy – te zespoły poznałam tylko i wyłącznie dzięki Wam.

Michał: Wychodzę z założenia, że lepiej pozostawić po sobie dobre wspomnienia i obudować się jak największą ilością szczęśliwych ludzi, niż zjadać spod siebie i „pruć się jak szmata na cudze dokonania” jak podaje O.S.T.R. Jeżeli tak to jest odczytywane, że pomagamy młodym, to fajnie.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...