music is ... muzyka z najlepszej strony.

„Nowe sytuacje” w B90

NOWE SYTUACJE / fot. Michał Biliński

NOWE SYTUACJE / fot. Michał Biliński

Są płyty, które po wielu latach wciąż budzą niesamowite emocje. „Nowe sytuacje” Republiki wydane w 1983 roku dla wielu są jednym z najważniejszych albumów w historii polskiego rocka. Po 30 latach od jego wydania projekt o takim samym tytule w sposób absolutnie wyjątkowy przypomina o krążku tym, którzy pamiętaj Republikę sprzed lat i pokazują na nowo temu młodszemu pokoleniu.

O wielkości Grzegorza Ciechowskiego nie trzeba nikogo przekonywać. Świadomość jego geniuszu sprawiła, że teksty Republiki przez te wszystkie lata wciąż pozostają aktualne, a muzyka tworzona przez Zbigniewa Krzywańskiego, Leszka Biolika i Sławomira Ciesielskiego nadal elektryzuje. Potrzeba przypomnienia „Nowych sytuacji” i słuszność tego przedsięwzięcia nie podlega dyskusji. Jeśli ktoś miał wątpliwości czy warto, czy wypada, czy to dobrze zabrzmi, to po wizycie w B90 z pewnością się ich pozbył – zwłaszcza słysząc tę muzykę, w takich warunkach akustycznych. Jeden z ostatnich koncertów tego projektu spełnił oczekiwania i potwierdził, trafność wyboru Tymona Tymańskiego i Jacka „Budynia” Szymkiewicza na wokalistów.

Idea projektu zakładała odegranie albumu w całości, dokładnie w takiej samej kolejności, z zachowaniem charakterystycznego brzmienia sprzed lat. O tym, że „będzie dobrze” wiadomo było już po pierwszym utworze. Tytułowe „Nowe sytuacje” otworzyły koncert równie mocno, jak otwierają płytę. Partia gitarowa Zbigniewa Krzywańskiego brzmiała dokładnie tak, jak w oryginalnej wersji, a Tymon Tymański z powodzeniem wyśpiewał te najtrudniejsze dla wokalisty fragmenty tekstu. Podobnie było w przypadku „Prądu” i „Systemu nerwowego”, który zaśpiewał Budyń. I to właśnie on był najbardziej wyrazistym elementem całego koncertu. Doskonale radzący sobie z szybkimi utworami i trudnymi pod względem dykcji fragmentami, bez problemu podołał takim piosenkom jak „Śmierci w bikini” czy „Mój Imperializm”, dodając do tego autorską interpretację. Te spokojniejsze („Halucynacje”) i recytowane kompozycje, to specjalność Tymona, który bez reszty wczuł się w swoją rolę i przekazał całą masę emocji, nie tylko swoim głosem, ale przede wszystkim scenicznym sposobem bycia. Koniec pierwszej części, to „My lunatycy” i wybuch energii wśród publiczności. Nie dało się nie zauważyć, że „Nowe sytuacje” kryją utwory szczególnie pożądane przez Republikanów.

NOWE SYTUACJE

Republikanie. Wciąż zakochani w zespole, zahipnotyzowani, wznoszący po każdym utworze chóralne okrzyki „Republika! Republika!”. Ubrani w czarno-białe pasy, w krawatach, w ręku trzymający flagi lub płyty winylowe. To właśnie publiczność sprawiła, że ten koncert był po prostu wyjątkowy i nie pozwoliła muzykom zbyt szybko zejść ze sceny. Pierwszy z bisów to wspólnie odśpiewany, surowy „Kombinat”, a zaraz po nim najmocniejszy punkt występu – wykonana przez wszystkich członków zespołów „Moja krew”. Kropka nad i. To wystarczyło, aby koncert ten zapamiętać na długo, jako pełny emocji, charakteru i wspomnień. Tego wieczoru muzycy Nowych sytuacji na scenie pojawili się jeszcze raz, by powtórzyć na życzenie „Śmierć w bikini” i tym samym pozostawić nas ze świadomością przeżycia czegoś unikatowego i niewątpliwie ważnego.

To, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy w B90 było prawdziwe, autentyczne i szczere. Bez naśladownictwa, bez kopiowania i niepotrzebnego show. Wzorowo odegrane ponadczasowe kompozycje świetnej kapeli. Choć muzycy Republiki zaznaczyli, że nie ma mowy o powrocie zespołu, a sam projekt przewidziany jest jedynie na ten rok, to mimo wszystko pozostaje mieć nadzieje, że przerodzi się on w coś trwalszego i będzie miał swoją kontynuację – jeśli nie pod postacią Nowych Sytuacji, to może jako Nieustające Tango.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...