music is ... muzyka z najlepszej strony.

Ars Cameralis: kameralnie ze Scandinavian Low

Ars Cameralis / mat. prasowe

Ars Cameralis / mat. prasowe

W tym roku organizatorzy festiwalu Ars Cameralis wystartowali z nową formułą, powiązaną nieco z nazwą wydarzenia. Postanowili stworzyć szereg imprez pod hasłem „kameralnie” i owiać je nutką tajemnicy. Idea jest prosta – w kilku miastach województwa śląskiego są organizowane koncerty dla garstki osób, które mają szansę wygrać wejściówki tylko i wyłącznie w konkursie. Miejsce wydarzenia i artysta prawie do końca nie są znane, choć najbardziej dociekliwi mogą próbować odgadnąć twórców poprzez udostępniane wskazówki. Po co jednak psuć sobie niespodziankę?

Tym właśnie sposobem w piątkowy wieczór znalazłam się w domu Rafała Gondka na obrzeżach Bielska-Białej. Już sama atmosfera prywatnego studia muzycznego wypełnionego instrumentami kazała przypuszczać, że będziemy mieli do czynienia z czymś wyjątkowym. Zagadkowym artystą okazało się być katowickie trio Scandinavian Low (do niedawna funkcjonujące jako duet). Na wstępie zaznaczam, że sami podkreślają by nie brać nazwy zespołu jako wyznacznika północnych inspiracji. Głównym powodem skojarzeń ma być tutaj skandynawski niż – czynnik wywołujący melancholijną pogodę, bo też takie utwory wykonuje grupa – nastrojowe i smutne z założenia.

Kontrabasista, gitarzysta i obdarzona aksamitnym głosem wokalistka z powodzeniem zaczarowali niewielkie grono odbiorców. Poruszający się w stylu retro artyści gładko przemykali z utworu na utwór, dzieląc się swoją wrażliwością. Uwagę, oprócz ciekawego brzmienia (trochę folku lat 60., troszkę estetyki noir), przykuwały niebanalne teksty. Większość utworów powstała bowiem do słów wierszy XIX-, a nawet XVIII-wiecznych anglojęzycznych twórców. Znalazło się miejsce dla Edgara Allana Poe, Williama Blake’a czy Emily Dickinson. Podejmująca trudne i często mroczne tematy poezja, dzięki łagodnej muzycznej oprawie stworzonej przez trójkę młodych artystów, nabrała nowej jakości. W repertuarze znalazł się też utwór z autorskim tekstem, jak i jeden w języku hiszpańskim. Trio nawiązało bowiem współpracę z argentyńską grupą Ultrasuave, z którą wkrótce planują wydać płytę.

W związku z tym, że Scandinavian Low mają jeszcze dość skromny dorobek, na życzenie zgromadzonych powtórzyli kilka kompozycji, dając nam możliwość pozostania o kilka minut dłużej w magicznym miejscu, zawieszonym gdzieś w czasie i przestrzeni. Tak bardzo chciało się, by swobodna, przyjemnie leniwa atmosfera koncertu (czy raczej spotkania, bo w sumie każdy w tym gronie mógłby mówić sobie po imieniu) nie przestawała trwać. I choć szybko musiałam wrócić do szarej codzienności, pozostanie mi wspomnienie jednej z najprzyjemniejszych niespodzianek w mojej koncertowej historii. Wniosek? Czasami warto dać się (kameralnie) zaskoczyć.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...