music is ... muzyka z najlepszej strony.

Synestezja

MANOID Synestezja EP

data wydania: 2014-11-12
wytwórnia: własne

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 8 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Budowanie swojej rozpoznawalności, wyjście z undergroundowego poszanowania kilku znajomych, szczególnie na polu polskiej muzyki jest wyjątkowo trudne. Można mówić, że w dobie Internetu, wszechobecnej facebookowej propagandzie i tysiącach miejsc zwanych portalami muzycznymi, pokazanie się szerszej publiczności to tak naprawdę nic trudnego. Jeśli za wyznacznik popularności przyjąć – możliwe do zliczenia na palcach obu dłoni – powielanie materiałów prasowych i jeden, kilkutygodniowy okres pojawiania się początkującego muzyka w newsach, to zadanie wydaje się być wypełnione. Inna sprawa ma się, gdy po przelotnym zainteresowaniu świeżynką i możliwości bycia pierwszymi z pierwszych w pokazywaniu nowego talentu, przychodzi okres suszy i konieczności ponownego zainteresowania piszących o muzyce, jak i tych po stronie publiczności.

W tym wypadku postać MANOIDa być może wpisuje się idealnie. Zaprezentowany w początkowych podrygach roku 2014 utwór „Away” z Polą Rise powoli, acz systematycznie trafiał do większego grona odbiorców, jednak dopiero wraz z medialną ekspansją dotyczącą pierwszej EP-ki muzyka, mówienie o nim nabrało jakiegoś większego wymiaru. Część, która już dawno zapomniała o istnieniu samego singla, ponownie sobie o nim przypomniała. Tym lepiej, bo choć „Synestezja” nie staje się wydawnictwem ekscytującym swa nośnością czy dźwiękową innowacyjnością, to jest przejawem potrzebnej naszej muzyce dążeniu do promowania jakości brzmienia, szukania nowego. W wielu przypadkach, bez podobnego zwrócenia na siebie uwagi, ludzie pokroju MANOIDa już dawno zniknęliby w zalewie podobnych sobie twarzy i nazw.

Nawet teraz, po tak długim czasie od pierwotnej prezentacji „Away”, zjawiskowy, dźwięczny głos Poli Rise ujmuje i przyciąga wrażliwością. Sama kompozycja po części odnosi się do soulowego klasyka zatopionego w dość powolnie snującym się bicie, nie unikając skojarzeń z ambientowymi naleciałościami czy – dalekim od klasyki gatunku – posmakiem trip hopu. Reszta utrzymana jest raczej w tendencji minimal techno i jego pochodnych, gdzie jednostajny, transowy i robotyczny bit plącze się z wokalnym uzupełnieniem, bywając raz propozycjami wyjątkowo przyswajalnymi („Lovebirds”), a czasami pozostającymi jednak bez wyrazu („Run”). Żeńskie wokale Poli i Beth nadają numerom pierwiastka ludzkiego, co pokazuje dosadnie ich przeciwieństwo – wyraźny, ciężki od rzucanych sporadycznie zmodyfikowanych wokali i dość plemienny charakter „Blow”.

„Synestezja” być może nie oddaje w pełni zamierzeń wypisanych w tytule, jednak prowadzi ciekawą grę ze słuchaczami w wyłapywaniu poszczególnych dźwięków i motywów. Jak na tak długi okres przygotowawczy (i kolejne przekładania daty premiery) do pokazania EP-ki w pełnej krasie, MANOID z korzystaniem z nabytych przez lata umiejętności, w świecie nowych trendów radzi sobie jednak lepiej niż dobrze. Można się tylko zastanawiać, czy zaprezentowany tu portret dźwiękowego minimalisty będzie miał jakiekolwiek odzwierciedlenie na kolejnych wydawnictwach.

Zanim jednak dojdziemy do pełnego solowego albumu zapowiadanego na rok następny, można się zatrzymać na chwilę przy przyciągających dźwiękach „Synestezji”. Pytanie tylko – na jak długo będą one w stanie zadziałać. Bo dla części postać MANOIDa po raz kolejny może być tylko krótko jaśniejącą gwiazdką, o której w przeciągu najbliższych miesięcy zapomni większość z tych, którzy teraz podśpiewują refren „Away”. Oby tak się nie stało.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...