music is ... muzyka z najlepszej strony.

Ars Cameralis: Jazzpospolita w Katowicach

Klub Hipnoza / fot. Marek Cichoń

Klub Hipnoza / fot. Marek Cichoń

Specjalna oprawa koncertów jazzowych nie jest dla bywalców podobnych wydarzeń niczym nowym. Nic więc dziwnego, że sala katowickiego klubu Hipnoza wypełniła się rzędami krzeseł, a miejsca najbliższe ustawionych na scenie instrumentów zostały zajęte niemal w pierwszych chwilach wpuszczania na salę. O ile jednak podobny zabieg w przypadku pojawienia się Ravi Coltrane Quartet na edycji Ars Cameralis sprzed dwóch lat wydawał się w pełni uzasadniony, o tyle taktyka ta przy specyfice muzyki Jazzpospolitej mogła wydawać się niezbyt mądrym posunięciem. Co pokazały późniejsze wydarzenia, przeżywanie tego występu zarówno w pozycji siedzącej, jak i stojącej miało raczej podobny efekt, a dywagacja nad tym problemem zakończyła się dość szybko – wraz z rozgoszczeniem się zespołu na swoim miejscu.

Pochwycenie uwagi publiczności nie zajęło kwartetowi długo, ale trudno o inną możliwość, jeśli utworami na rozpoczęcie zostały „Dobrze jest mieć odznakę” oraz „Balkony”, podczas których doskonale można było poczuć rytmiczną pracę perkusji oraz podziwiać narastające gitarowe zapędy mające swoje ujście w wybuchowej końcówce tego drugiego kawałka. Inną sprawą, że właściwie większość utworów z najlepszego dotychczas albumu Jazzpospolitej, dzięki swojemu brzmieniu, nadawałoby się do otwarcia tego wieczoru. Wszystkie z nich zdołały jednak w czasie ponad godzinnego setu wybrzmieć, dzięki czemu można było dokonać odpowiedniego porównania ich wersji studyjnej i wrażeń, jakie tworzyło wysłuchanie ich na żywo.

„Opary” poczęstowały więc przeraźliwie płaczliwą i emocjonującą gitarą Michała Przerwy-Tetmajera, „Istota” oraz „Motor motor motor” stały się kawałkami mogącymi konkurować z najlepszymi elementami „Jazzpo!”, a numery takie jak „Topniejący śnieg” utrwaliły wrażenie swojego kompozycyjnego geniuszu. Gdzieś pomiędzy najnowszymi tworami znalazło się jeszcze miejsce na wspomnienia w postaci „Czerwonej flagi…” czy „Polished Jazz” z debiutu grupy. I choć wszystkie te okresy dzieli pewna stylistyczna i doświadczeniowa przepaść, nie wydawały się one wcale tak odległe od siebie.

Rozpoznawanie poszczególnych kompozycji i dopasowywanie ich do danych okresów działania Jazzpospolitej było jednak w pewnym stopniu zabiegiem zbytecznym. Najważniejszą sprawą zostawała sama prezezentacja i sposób wykonywania utworów, bezpretensjonalna radość i bawienie się dźwiękami, którego grupa się dopuściła, a co fantastycznie potwierdziło ponowne odegranie na bis „Balkonów” – tyle, że przy rotacji członków Jazzpo na stanowiskach i zmierzeniu się z pracą z zupełnie niecodziennymi dla siebie instrumentami. Pierwsze publiczne wykonanie utworu należało do udanych, koronacją okazało się wyciszenie sprowadzone przez kończące show „Jedno jabłko mniej”.

Zresztą kwestia ekspresji była tu podstawową cechą koncertu, która przeważyła na rzecz jednej z możliwości jego całościowego przeżywania. Gdy transowe wyciszenie, jakie przyniosła najdłuższa kompozycja zespołu, „Lot”, skłaniało do spędzenia czasu trwania kompozycji w zupełnym rozluźnieniu, z zamkniętymi oczami, przy pozbyciu się wszelkich myśli, tak sceniczna ekspresja dobitnie wyrażana przez natchnione operowanie instrumentami, kazała uważnie obserwować wszelkie poczynania muzyków. Szczególnie, gdy przychodziło do wirtuozerskich potyczek między Michałem Załęskim i jego klawiszami oraz perkusją obsługiwaną przez Wojtka Oleksiaka. Ważniejsze więc od samej sprawy miejsc siedzących było dogodne zajęcie pozycji, które pozwoliły na jak najlepszy widok.

Przy witaniu publiczności Stefan Nowakowski – który tego wieczoru zajął się także skromną konferansjerką i potwierdził swoją wyższość w obejściu z muzyką niż słowem – cieszył się z powrotu na dawno nieodwiedzany Śląsk. Zapowiedź tak szybkiego przybycia do Katowic po wydaniu ostatniego wydawnictwa zrodziła wiele oczekiwań, lecz po jakości prezencji a także widocznych reakcjach zgromadzonych trudno nie uznać, że wszelkie zostały spełnione. Jak dla mnie Jazzpospolita może występować tutaj co tydzień, jeśli tylko zaoferuje to, co przyniósł chyba jeden z najlepszych koncertów w ramach Ars Cameralis, na którym w ciągu ostatnich edycji miałem okazję się pojawić. Zawarł w sobie wszystko czego można było oczekiwać – za co wypada tylko podziękować i pogratulować. Panowie, proszę nie zwalniać!

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...