Pewnie, gdyby nie obecność na albumie Daniela Avery o Kelly Lee Owens na ten moment wiedziałoby niewielu. Oczywiście nie za względu na dorobek, a właśnie przez jego brak. Artystka, która nie tylko głosu, ale rownież wizerunku udzieliła na ostatnim wydawnictwie Avery’ego, poszczycić się może raptem jednym trackiem, ale za to jakim. „Lucid” to przeszło trzy minuty obiecujących dźwięków, które choć zdecydowanie łagodniejsze, niż mocno techniczne bity rezydenta londyńskiego klubu Fabric, jednak tak samo mroczne i wciągające.

Kelly Lee Owens zapowiedziała już prace nad swoim debiutanckim albumem, którego daty co prawda nie ma, jednakże jesli będzie to materiał tak dobry, jak brzmienie prezentowanego poniżej tracka, to chyba warto zaczekać. Posłuchajcie oraz przeczytajcie, co pani Owens ma do powiedzenia.

1. Jak definiujesz swoją muzykę?
Staram się tego nie robić

2. Co i w jaki sposób tworzysz?
Trudno jest zaszufladkować moją muzykę, nie chcę się w żaden sposób zamykać. Co do samego procesu tworzenia, wygląda on trochę jak brzmienie na albumie Björk „Vespertine” – zaczynam od linii syntezatora basowego lub uderzeń prostych bitów, następnie dobudowuję całą resztę. Oczywiście każdy utwór jest inny, a całość to niczym puzzle – próbuje dopasować do siebie kawałki układanki, by razem tworzyły obrazek jaki chcę.

3. Kim/czym się inspirujesz?
Inspiruje mnie wiele różnych artystów, w zasadzie każdy, kto ciężko pracuje, by spełnić swoje marzenia (jak banalnie to brzmi). Inspirują mnie ludzi, którzy są w pewnym sensie samowystarczalni w tworzeniu własnego świata – sami piszą utwory i sami je produkują, jak Björk, czy Kate Bush.

4. Co dla Ciebie jest najważniejsze w tworzeniu muzyki?
To, że sama piszę, produkuję i wykonuję swoją muzykę jeśli tylko jest to możliwe. Jest to prawdziwe odzwierciedlenie mnie i tego co chcę robić obecnie. Ponadto, mając nadzieję, że inspiruję innych do tego samego.

5. Jeśli nie muzyka to…?
Właśnie

Nie ma więcej wpisów