music is ... muzyka z najlepszej strony.

Nicki Minaj prezentuje ciekawe kolaboracje

Nicki Minaj / mat. prasowe

Nicki Minaj / mat. prasowe

Standardem w świecie hip-hopu są gościnne występy gwiazd popu na albumach raperów. Ciężko do tej pory było zaliczać Nicki Minaj do tego świata. Prezentując przerysowany, różowo-roznegliżowany image, który dopełniał twóczosć głęboko zakorzenioną w EDM i electro-popie, Minaj była „różową owcą” w towarzystwie „homies”.

Nadszedł czas na zmiany. Onika, tak brzmi prawdziwe imię raperki, zapowiedziała powrót do klasycznego hip-hopu. Jak rzadko w takich przypadkach za słowami poszły czyny. Zaczęło się od stonowania image’u. Kolejnym krokiem była ewolucja muzyczna, której początkiem był kawałek „Lookin’ ass” nagrany na składankę macierzystej wytwórni – Young Money. Następne były single promujące nadchodzący album Amerykanki z pastiszową „Anacondą” na czele. Sam tytuł materiału – „The Pinkprint” – zaznacza nowy rozdział w twórczości Minaj, odwołując się do klasycznego albumu Jay Z – „The Blueprint”. Teraz, na kilka dni przed premierą trzeciej pozycji w swojej dyskografii, raperka prezentuje dwie zupełnie nowe kolaboracje.

Nicki Minaj, co zaskakujące, postanowiła spróbować romansu z nieco alternatywną odsłoną muzyki pop. Do jednego z kawałków zaprosiła kochaną w Polsce Jessie Ware. Brytyjka nadała piosence „The Crying Game” charekteru typowego dla solowej twórczości. W pewnym sensie zawładnęła piosenką do tego stopnia, że do swojego sposobu śpiewania skłoniła również Nicki.

W kolejnym kawałku Minaj wspierana jest przez Beyonce. Panie współpracowały już przy remixie „Flawless”, kawałka pochodzącego z ostatniego albumu Bey. „Felling myself” jest kompozycją zgoła odmienną od „The Crying Game”. Również opiera się na pulsującym bicie, tutaj budującym rozerotyzowany klimat.

Okazuje się, że zmiana zapowiedziana przez Nicki Minaj nie była jedynie zabiegiem marketingowym. Każdy kolejny kawałek z nadchodzącego albumu jest większym zaskoczeniem. Nie tylko dlatego, że raperka zmieniła styl. Przede wszystkim dlatego, że można pokusić się o stwierdzenie, którego nigdy bym się po sobie nie spodziewał, że nowa twóczość Nicki Minaj jest…dobra. Z tym większym zainteresowaniem podejdę w poniedziałek, 15 grudnia, do „The Pinkprint”.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...