Do niecodziennego wydarzenia doszło w Akademii Muzycznej w Filadelfii. W zeszłym miesiącu Bob Dylan zagrał koncert tylko dla jednej osoby w ramach serii szwedzkich eksperymentów, które nazwano „Experiment ESAM/Experiment Alone”. Tym razem polegał on na tym, że jeden widz uczestniczył w koncercie, dzięki czemu chciano zbadać jakie emocje wywołuje takie wydarzenie, które jest zazwyczaj zarezerwowane dla sporej liczby osób. Zespół zagrał utwory takie jak „Heartbeat”, „Blueberry Hill”, „It’s Too Late (She’s Gone)”.

Szczęśliwcem okazał się Fredrik Wilkingsson, długoletni fan Dylana, który nie ukrywał ekscytacji, stwierdził, że czuł większą harmonię miedzy muzykami a nim, niż byłby w stanie osiągnąć przy udziale większej publiczności i było to coś perfekcyjnego, niesamowitego. Z pewnością było to również nieco krępujące, zwłaszcza po zakończeniu utworów, gdy musiał sam bić brawa, choć dzięki temu istniała szansa bezpośredniego porozumiewania się z Dylanem. Któż z nas nie chciałby być na jego miejscu…

Przypomnę, że Dylan ostatni raz odwiedził Polskę 5 lipca na 8. Festiwalu Legend Rocka, a w lutym przyszłego roku artysta wydaje nowy album zatytułowany „Shadows in the Night”.

Zobacz rezultaty eksperymentu:

Nie ma więcej wpisów