Imprezy pod szyldem Before Tauron Nowa Muzyka to nie tylko zagraniczne gwiazdy. Na organizowanych koncertach prezentowane są także najciekawsze zjawiska z polskiej sceny muzycznej, a takim z pewnością jest wydana w zeszłym miesiącu debiutancka płyta zespołu Nervy. Choć to pierwszy długograj grupy, artyści wchodzący w jej skład to doświadczone grono, projekt wymyśliła bowiem trójka muzyków: Igor Boxx, czyli 1/2 Skalpela oraz Agim Dzeljilji i Jan Młynarski związani z grupą Őszibarack.

Będąc w sierpniu na Nowej Muzyce przypadek zawiódł mnie pod namiot jednej ze scen, gdzie Nervy dawały popis swoich umiejętności i żywiołowa atmosfera koncertu totalnie mnie wciągnęła. Jako, że zdążyłam mniej więcej na połowę ich występu, tym bardziej chciałam zobaczyć formę jaką prezentują tuż po wydaniu albumu. Choć w studiu panów jest trzech, na katowickim koncercie reprezentował ich Agim Dzeljilji w doborowym towarzystwie perkusisty i sześcioosobowej sekcji dętej. I tyle wystarczyło, by do małej katowickiej Hipnozy w niedzielny wieczór wdarł się prawdziwy żywioł.

Owszem, publiczność była mniej liczna niż pod wielkim namiotem kilka miesięcy wstecz, jednak osobowość Agima, jak i przede wszystkim szalone dźwięki rozbudowanego instrumentarium, stworzyły niezwykły klimat. W tym orkiestrowym chaosie naprawdę jest metoda i choć rytmy wiodą czasem ślepymi ścieżkami do dziwacznych zakamarków, efektem końcowym są radosne pląsy. Połączenie jazzowego korowodu barw z potęgą dęciaków w niewielkiej przestrzeni, to jak wulkan gotujący sie, by nagle wybuchnąć.

Co ujmuje na płycie objawiło się ze zdwojoną mocą w wersji na żywo. Po raz kolejny połączenie klasycznych instrumentów z elektronicznym bitem okazało się strzałem w dziesiątkę. Dotyczy to zwłaszcza rozbuchanych fragmentów, kiedy dobry podkład łączy się z wysiłkami wszystkich zgromadzonych na scenie artystów. To prawdziwa lekcja muzyki patrzeć na złocące się w rękach muzyków trąbki i inne waltornie, spełniające wybornie swe zadanie choć w nieco nietypowym jak na nie kontekście.

Naprawdę szkoda, że nie było nas więcej, bo materiał ma predyspozycje do wprawiania parkietu w drżenie. Niemniej kiedy za namową frontmana przy finałowym „Extatic” publiczność podeszła bliżej sceny, całe grono otworzyło się na nieskrępowaną zabawę. Entuzjastycznie odbierający każdą zmianę tempa uczestnicy nie wypuścili łatwo muzyków ze sceny i na bis ponownie można było usłyszeć pędzącą na złamanie karku „Euforię”. Z takim też radosnym odczuciem Nervy mnie pozostawiły. Gorąco panom kibicuję i mam nadzieję, że nie jest to projekt tylko jednej płyty – po którą zresztą należy sięgać bez wahania!

Nie ma więcej wpisów