music is ... muzyka z najlepszej strony.

Coldair: „Polski nie opuszczę, bo to mój dom…”

Coldair / mat. prasowe

Coldair / mat. prasowe

To jeden z najbardziej utalentowanych polskich muzyków, jednocześnie jeden z najbardziej niedocenionych. W ostatnich miesiącach nagrywał nowy materiał, aktywnie promował swój projekt zarówno za oceanem, jak i w Europie, a całkiem niedawno zagrał mini trasę koncertową po Polsce. Właśnie na jednym z koncertów trasy, dokładniej w Poznaniu, umówiłam się z Tobiaszem Bilińskim – występującym jako Coldair – na krótką rozmowę o muzyce, o podróży do USA i o planach na przyszłość. Jeżeli jesteście ciekawi jak naprawdę wygląda życie młodego muzyka podczas trasy po Stanach, koniecznie przeczytajcie ten wywiad.

Music is: Zawsze chciałam z Tobą porozmawiać, bo obserwuję Cię już od kilku lat i strasznie lubię Twoją muzykę, ale mam takie dziwne wrażenie, że Polska nie do końca Cię rozumie i nie docenia…

Tobiasz: Też mam takie wrażenie.

Music is: Nie masz przez to jakiegoś żalu do nas?

Tobiasz: Jeżeli mam mieć do kogoś żal, to raczej do siebie. Wydaje mi się, że to ja nie wiem jak dotrzeć do szerszego grona ludzi, bo robię wszystko sam. Nie mam wytwórni, która wynajmie agencję PR-ową, która mnie wypromuje na większą skalę. Wydaje mi się, że moja muzyka jest na tyle przystępna, że jakby ludzie się dowiedzieli, że istnieję, to by ją prawdopodobnie polubili. Najtrudniejszy jest dla mnie właśnie ten krok. Chociaż to też może trochę moja wina, bo jestem wybredny. Ostatnio odmówiłem dwóch występów w telewizji, bo zwyczajnie nie chcę tam występować. Uważam, że te programy są niskich lotów, więc ja nie chcę być tego częścią. Wiem, że niektórzy zrobiliby to tylko dlatego, że ogląda to jakaś grupa odbiorców i mieliby nadzieję, że zdobędą nowych fanów. Mnie po prostu duma na to nie pozwala (śmiech).

Music is: Teraz wiele osób wychodzi z założenia „Masz talent? Idź do jakiegoś talent show i rób karierę”, ale przecież to są „gwiazdki” na jeden sezon. Chyba nie o to w graniu chodzi?

Tobiasz: Tak, spójrz choćby na to jakie zespoły są teraz najpopularniejsze w Polsce. Moja teoria jest taka, że jak ktoś się za szybko wybił, to bardzo szybko upadnie. To jest nienaturalne, żeby zespół w ciągu dwóch miesięcy stał się sławny. Widać, że w ich promocję jest wpakowana kupa pieniędzy – w końcu jak masz kasę to wszystko wypromujesz, tylko pytanie na jak długo?

Music is: Sam dość sporo poświęciłeś dla muzyki, choćby nie poszedłeś na studia… Nie boisz się, że będzie Cię to kosztować w przyszłości – o ile już nie kosztuje – wielu wyrzeczeń?

Tobiasz: Tak, już mnie kosztuje. Moje życie jest totalnie dziwne. Przez cały ten rok nie miałem własnego mieszkania, jeździłem po świecie, a jak nie byłem w trasie to spałem po czyichś kanapach… Cały czas walka o pieniądze, tylko na tyle żeby się utrzymać. Wiesz, jak chcesz robić muzę na pełny etat to nie możesz mieć pracy na etat, bo to się wyklucza totalnie. Są zespoły, które to robią, ale potem się rozpadają, bo przychodzi trasa koncertowa, a jeden z nich nie może jechać przez pracę w “korpo”. Ja staram się wszystko ogarniać na własną rękę, żyć od koncertu do koncertu. Oczywiście, że pojawiają się wyrzeczenia, ale po prostu uparłem się, że zrobię wszystko żeby moja muzyka w końcu się przebiła, a sam będę mógł z niej żyć. Teraz już się to powoli udaje, ale wciąż na poziomie „bułki z masłem” (śmiech) – mogę zapłacić za mieszkanie, zostaje coś na jedzenie, papierosy…

Music is: Przywykłeś do takiego koczowniczego trybu życia, czy po prostu lubisz to? Wiesz, większość ludzi jednak woli i dąży do tego, żeby w pierwszej kolejności mieć swój własny kąt.

Tobiasz: To jest bardzo rozsądne, ale wychodzę z założenia, że może mnie jutro potrącić tramwaj i mogę nie mieć czasu na to, żeby sobie wszystko idealnie poukładać (tak, wiem – bardzo optymistyczne myśli). W sumie można się do takiego życia przyzwyczaić. Jeżdżę w trasy od kiedy skończyłem osiemnaście lat (teraz mam dwadzieścia cztery), przywykłem do spania w samochodzie, do spania u obcych ludzi z karaluchami, itd. Przez ostatnie pół roku uskuteczniałem taki sposób życia. Podczas całego pobytu w Stanach spałem u przypadkowych ludzi – czasem były to ekstra warunki, ale czasem były dosłownie karaluchy w klopie. Poza tym to jest też jakaś przygoda – poznajesz ludzi, odwiedzasz dużo miejsc. Ustatkuje się jak będę miał trzydziestkę.

Music is: To już w sumie niedługo (śmiech).

Tobiasz: Nie mów mi o tym (śmiech). Sześć lat to kupa czasu.

Music is: Sam już zacząłeś temat Stanów, a o nie głównie chciałam Cię zapytać. Podróż do USA jest gdzieś w sferze moich marzeń, póki co nieosiągalnych – ty pojechałeś. Łatwo było?

Tobiasz: Nie, w ogóle nie było łatwo. Kasa jest tam ogromnym problemem, bo tam z muzyki nie da się zarabiać…

Music is: Obalasz mity!

Tobiasz: W Stanach żyłem na totalnego biedaka. Rozmawiałem ostatnio z kolesiem z Wrocławia, który mówił mi, że chciałby wyjechać do USA albo do Niemiec zarabiać, bo w Polsce jego muzyka „nie żre”. Mówię mu: „Stary, nie ma takiej opcji”. W Stanach standardem jest to, że nie dostajesz kasy za koncert, albo jak dostajesz to jest to dwadzieścia dolarów – dosłownie. Nikt nie gwarantuje Ci spania, nie gwarantuje jedzenia – to raczej oni robią Ci łaskę, że możesz u nich zagrać i się zaprezentować. Wiadomo, jak jesteś sławna jak James Blake czy SOHN to z pewnością są hotele i wygody, ale w USA albo jesteś zerem i przymierasz głodem, albo już się wybijesz i masz z tego normalne pieniądze.

Music is: Po tych doświadczeniach, nadal chcesz wybić się na zagranicznych rynkach muzycznych czy wciąż uparcie będziesz próbował dotrzeć do rodzimej publiczności?

Tobiasz: Cały czas próbuję dotrzeć do Polskiej publiczności, na przykład jestem dzisiaj tutaj, w Poznaniu (śmiech). Czasem mam wrażenie i to nie jest złośliwe, ale Polska jest trochę do tyłu jeżeli chodzi o edukację muzyczną. Jeżeli ktoś robi coś, co na początku może wydawać się mało przyjemne dla ucha, to od razu większość mówi „nie, nie, posłucham sobie Sigur Rós” – to jest ładne, przyjemne i można się do tego przytulać z chłopakiem. Taka muzyka jak moja bardziej przyjmuje się w Berlinie czy w Nowym Jorku, gdzie ludzie sami chcą grzebać w muzycznych eksperymentach i bardziej niszowych gatunkach. Polski jednak nie opuszczę, bo to mój dom i będę próbował, może kolejna płyta zażre – zobaczymy. Zresztą mam tu już jakąś stałą bazę fanów, może nie za dużą, ale dostaję miłe maile, że jest ekstra.

Music is: W jednym z wywiadów, było to oczywiście okraszone nawiasem „śmiech”, wypowiedziałeś bardzo gorzkie słowa o tym, że nie masz fanów.

Tobiasz: Tak mi się wydaje – ludzie nie podbijają do mnie na ulicy po autografy (śmiech). Chociaż chodziło mi pewnie bardziej o to, że nie mam „hajpu” – te zespoły, które są teraz popularne to jest ewidentny „hajp”, wszyscy wiedzą kim oni są, a na koncerty przychodzi po osiemset osób. To są fani – ewidentnie, to nie mogą być wszystko ich koledzy. Jak ja gram to połowę sali stanowią moi znajomi, albo znajomi znajomych, w sumie tych wszystkich ludzi gdzieś tam kojarzę nawet z twarzy kiedy wracam do jakiegoś miasta. To są fani, ale bardzo nieliczni.

Music is: Jak wspominasz swój koncert, a uściślając to aż dwa koncerty na tegorocznym Open’erze?

Tobiasz: Fajnie było, to był w sumie mój pierwszy solowy koncert na tak dużej scenie – wcześniej na porównywalnej grałem jedynie na Primaverze. Mogłoby pewnie trochę więcej ludzi przyjść, ale generalnie nie mam prawa narzekać, biorąc pod uwagę to, że się pokrywałem z The Black Keys i Metronomy.

Music is: Jeżeli chodzi o nowy materiał, to kiedy możemy się czegoś spodziewać, bo całość jest już nagrana, prawda?

Tobiasz: Tak, nagrałem wszystko w Filadelfii, a to pytanie – kiedy się coś ukaże – zadaje mi każdy w ciągu ostatnich trzech dni. Teraz jest szansa usłyszeć wszystko na żywo, bo podczas koncertów niemal wyłącznie skupiam się na nowym materiale. Ostatni album wyszedł już ponad rok temu, w dodatku „Whose Blood” i teraz ta nadchodząca płyta to zupełnie dwa inne światy. Tamta jeszcze była tworzona we współpracy z zespołem, obecnie wszystko nagrywam samodzielnie. Muzyka jest tu oparta bardziej na beat-maszynach, syntezatorach i dziwnych hałasach. Trochę testuję ten materiał na ludziach. (śmiech)

Music is: A pamiętasz co obiecałeś ostatnim razem w Poznaniu? Że kolejnym razem przyjedziesz na koncert z zespołem. (śmiech)

Tobiasz: Tak powiedziałem? (śmiech) To jest dość skomplikowana sprawa – zespołu nie ma i wynika to głównie z mojej socjopatii. Ciężko mi się po prostu pracuje z ludźmi, nie mogłem też dobrać muzyków, którzy zrozumieliby moją muzykę. Grałem wcześniej z kolegami i nie przeczę – są oni świetnymi muzykami, ale miałem wrażenie, że robią to bardziej na zasadzie odgrywania. Jasne, to jest odgrywanie moich piosenek, ale jak już ktoś odgrywa moje piosenki to i tak oczekuję, że je lubi i jest w nie w jakiś sposób wkręcony. Tu tego brakowało.

Music is: Czyli można powiedzieć, że jesteś w sumie taką „Zosią samosią”?

Tobiasz: Tak, ten projekt w sumie tak się zaczął, że nagrywałem sobie swoje kompozycje, mając jakieś siedemnaście lat, w piwnicy w Sopocie. Potem faktycznie grałem z zespołem, ale tak jak mówiłem, z wielu względów to nie miało sensu. Obecnie jest powrót do solo i tak już póki co zostanie. Może i mówiłem, że wrócę z zespołem, ale nie obiecywałem. To było bardziej na zasadzie… „mam nadzieję, że wrócę z zespołem”.

Music is: A słuchasz swojej własnej muzyki, czy raczej stronisz od tego? Są artyści, którzy nie przepadają za własnym głosem, jak to wygląda u Ciebie? Siadasz w fotelu i przysłuchujesz się temu co stworzyłeś?

Tobiasz: Czasami to robię. Chociaż „Whose Blood” już nie mogę słuchać – słyszałem każdy kawałek pewnie z pięćset razy i już więcej nie chcę (śmiech). Nową płytę przesłuchuję teraz w samochodzie.

Music is: Ale jest to słuchanie analityczne, czy dla przyjemności?

Tobiasz: Tak, bardziej analitycznie. Czy czerpię z tego przyjemność? Raczej bym tego nie powiedział, słucham tego bardziej w celach naukowych, że się tak wyrażę. Testuję różną kolejność kawałków, nasuwają się myśli gdzie bym coś jeszcze dodał, a gdzie odjął… Czasem dochodzę do wniosku, że jakiś kawałek trzeba wyrzucić. Chociaż mój producent mówi żebym tyle tego nie słuchał, bo zaraz znienawidzę ten krążek zanim zdążę go wydać (śmiech). I ma chyba rację.

Music is: Wyobrażałeś sobie kiedyś jak wyglądałoby Twoje życie bez muzyki?

Tobiasz: Smutno (śmiech). Ja tak naprawdę nie umiem nic innego robić. Pewnie byłbym tłumaczem – bardzo dobrze znam angielski, mówię po norwesku i inne skandynawskie języki także jakoś ogarniam…

Music is: A nie chciałeś kiedyś czegoś nagrać po norwesku?

Tobiasz: Myślałem o tym, ale jakoś jeszcze się to nie zdarzyło. Może kiedyś nagram EP-kę, na której znajdą się dwa kawałki po norwesku i dwa po polsku, tylko czy się na to zbiorę? Śpiewanie po polsku jednak mnie trochę przeraża – nie umiem tego robić. Nie potrafię napisać tekstu, a jeszcze bardziej nie umiem go zaśpiewać. Nie chce mi to przejść przez gardło – to bardzo dziwna blokada, ale wielu ludzi tak ma. Często nawet jak już napiszesz dobry tekst po polsku, to kiedy się go śpiewa, przestaje dobrze brzmieć, albo co gorsza – brzmi banalnie, tak banalnie, że aż się tego wstydzisz.

Music is: Jako, że mamy już praktycznie koniec roku, to czy są jakieś płyty, które ukazały się w 2014 roku i absolutnie Cię ujęły?

Tobiasz: Ogólnie nie słucham bardzo dużo muzyki. Z tych paru tegorocznych płyt których słuchałem to FKA Twigs mnie totalnie zawiodła niestety – nie jestem w stanie tej płyty przesłuchać do końca, w przypadku SOHN – pierwsze trzy kawałki spoko, a potem totalna zamuła i też jakoś mi nie podszedł. Jest jednak jedna płyta – „Sisyphus” – to jest projekt pod taką samą nazwą trzech muzyków: Son Luxa, Sufjana Stevensa i rapera Serengeti. Płyta jest mega długa, jednak mogę jej słuchać od początku do końca bez przewijania, jest po prostu zajebista. Myślę, że przesłuchałem już ją ze sto razy i nadal mi się nie nudzi.

Music is: Powoli kończąc już z czystej ciekawości zapytam – gdzie się widzisz za jakieś pięć, dziesięć lat?

Tobiasz: Myślę, że nadal będę stawiać na muzykę, a widzę się w zajebistej amerykańskiej wytwórni z mieszkaniem na Manhattanie (śmiech).

Music is: No to tego będę Ci życzyć.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...