music is ... muzyka z najlepszej strony.

Joris Voorn / mat. prasowe

Joris Voorn Nobody Knows

Data wydania: 2014-11-17
Wytwórnia: Green

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 5 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

W listopadzie światło dzienne ujrzał trzeci album Jorisa Voorna. W jednym z wywiadów artysta przyznał, że nad tym wydawnictwem pracował dobrych parę lat równocześnie zajmując się całą masą innych rzeczy, jak DJ-skie występy, czy wydawnictwa, które z klimatem albumu nie miały nic wspólnego. Stąd też nazwa wskazująca na fakt, że nikt nie wiedział, co Joris tworzy w zaciszu swojego studia. I wydaje się, że lepszego zakończenia, lepszej ścieżki dźwiękowej do mijającego roku nie można było sobie wymyślić. Voorn zabiera bowiem słuchacza w piękną i bardzo osobistą podróż.

Pomimo iż producent może pochwalić się już prawie dwudziestoletnim stażem na rynku muzycznym, jego pierwsze długogrające wydawnictwo ukazało się dopiero w 2004 roku, zaś moment przełomowy, w którym nazwisko Voorna zaczęło pojawiać się na językach wielu, przypada na rok 2009 i jego dwupłytową kompilację „Balance 014″. Jednak ta długa droga artysty do sławy jest w tym przypadku tylko zaletą, bo owa nieśmiałość i skrytość doskonale sprawdza się w jego kawałkach – „Nobody Knows” jest tego najlepszym dowodem.

Jednak dlaczego jest to podróż osobista? Po pierwsze ze względu na sposób w jaki powstawała: przez dosyć długi okres z dala od innych. Po drugie dlatego, iż znalazły się na niej dwa wyjątkowe kawałki – „Ringo” tworzony dla wówczas jeszcze nienarodzonego syna producenta oraz „MoMo”, który powstał we współpracy z ojcem Jorisa, muzykiem klasycznym – Joopem Voorn.

Ciekawe jest też, iż „Nobody Knows” nie był dziełem z góry przemyślanym od „a” do „z”, a wręcz przeciwnie – był poszukiwaniem innych, niż dotychczas prezentowane przez Voorna, dźwięków. Na tą inność składa się również fakt, że pierwszy raz producent sięgnął po wokalistów. W drugim kawałku na albumie, „A House”, usłyszeć można wokal Kid A, artystki na co dzień związanej z Technicolour (wytwórni-córki wielkiego Ninja Tune). Dalej zaś pojawia się głos Matthew Deara, znanego m.in. ze współpracy z DJ-em Koze. Dear w pewnym sensie staje się na tym wydawnictwie głosem samego Voorna, gdyż w wyśmienitym „Homeland” śpiewa: I can not remember when the last time I saw my home and all my friends. But they tell me my life has never been better…

Tego typu udanych momentów na albumie jest zdecydowanie więcej, bo przecież otwierający kawałek „The Monk” jest jak dźwiękowy zapis dziewiczego krajobrazu, a „Sweets For Piano” to wielki ukłon w stronę klasycznego brzmienia, przy którym Voorn dojrzewał. Drugi utwór z Kid A, „So Long”, to rachunek sumienia, który każdy na koniec roku powinien sobie zrobić. A co się tyczy zaś wspomnianego „Ringo” – ładnie skrojona spora dawka emocji, która podgrzewa krew w żyłach zawsze kiedy tego słucham.

„Nobody Knows” to zdecydowanie łagodniejsze i najkrótsze wydawnictwo Jorisa Voorna, ale jest to też przepiękna całość, do której nic więcej nie trzeba dodawać. Artysta zrobił to naprawdę wyśmienicie, niczym utalentowany kucharz, który bez zbędnych narzędzi potrafi odmierzyć dokładnie tyle przypraw, ile potrzeba, do stworzenia dzieła perfekcyjnego.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...