music is ... muzyka z najlepszej strony.

Bad Light District / mat. prasowe

Bad Light District Science of Dreams

Data wydania: 2014-12-11
Wytwórnia: Music is the Weapon

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 18 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

O tym, że Michał Smolicki jest bardzo utalentowanym kompozytorem, przekonałem się już w 2009 roku, gdy po raz pierwszy wyszedł zza bębnów New York Crasnals, stanął za mikrofonem i wypuścił na światło dzienne absolutnie piękne „Street Of Frozen Phantoms” z krążka „Simplifications”. Bad Light District długo przedstawiany był jako zaledwie solowy projekt perkusisty NYC, choć już na etapie przygotowywania drugiej płyty („Nothing Serious”, 2012) nabrał znamion pełnoprawnego zespołu. Dziś, kiedy do rąk dostajemy trzeci, nagrany w pięcioosobowym składzie longplay, śmiało można powiedzieć, że BDL dumnie reprezentuje krakowską scenę w zastępstwie macierzystej formacji, która w międzyczasie usunęła się w cień.

„Science of Dreams” powstawała pod okiem Marcina Prusiewicza, doświadczonego realizatora, który pracował wcześniej nad płytami New York Crasnals. Co takiego przyniosło kilka dni spędzonych w odosobnieniu położonego pod Krakowem studio? No cóż – ci, którzy śledzą twórczość Smolickiego, wiedzą, że stanowczo nie pisze on piosenek radosnych.

Pod tym względem „Science of Dreams” nie odbiega od poprzedniczek: atmosfera jest gęsta i mroczna, dodatkowo wzmacniana przez przodujący bas oraz charakterystyczny, niski głos Michała. W kościach czuć chłód zimnej fali przyprawionej posępnością Joy Division, melancholią The National oraz post-rockowymi przestrzeniami gitar. Ponury nastrój sięga zenitu w „El Pato” i „Niehalo”, kompozycjach, wydawać by się mogło, stworzonych do ilustracji opowieści grozy. A jednak równocześnie są tutaj rzeczy autentycznie chwytające za serce, z silnym ładunkiem nostalgii („Yesterday’s Snow”) czy oniryczno-psychodeliczne (znakomity „Spiritual Machines”).

Nie wątpię, że znajdą się słuchacze, którzy w przygnębiających, nihilistycznych utworach znajdą wyłącznie ponurą monotonię. Mnie jednak ciemny, duszny świat „Science of Dreams” intryguje, zwłaszcza jeżeli spotykam się z nim po zapadnięciu zmroku, w długie zimowe noce. Muzyka Bad Light District wytwarza bowiem szczególny nastrój melancholii, zbudowany z chłodnego brzmienia oraz talentu kompozytorskiego, który Smolicki niewątpliwie posiada (patrz pierwsze zdanie tej recenzji). Zdecydowanie jedna z ciekawszych rzeczy, które Kraków zaoferować może miłośnikom alternatywnych gitar.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...