music is ... muzyka z najlepszej strony.

Girls in Peacetime Want to Dance

Belle and Sebastian Girls in Peacetime Want to Dance

data wydania: 2015-01-20
wytwórnia: Matador Records

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 4 głosy
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Belle and Sebastian zespołem z gatunku wielkich nigdy nie byli, ani do takiego miana nie aspirowali, zawsze oszczędni w środkach, skromni i wiecznie zakochani w The Smiths egzystowali na uboczu nie poddając się aktualnym trendom. Jednak ich łagodny indie pop przez lata zdołał oczarować całe rzesze fanów, którzy każdego kolejnego krążka oczekują z niecierpliwością, chociaż dobrze wiedzą, że rewolucji on nie przyniesie. „Girls in Peacetime Want to Dance”, ich dziewiąty studyjny album w większości składa się z klasycznych, spokojnych i wyważonych kawałków, które już po pierwszych dźwiękach można rozpoznać jako piosenki Belle and Sebastian – ale co ciekawe, zawiera także bardzo pozytywny element zaskoczenia.

Konserwatywna natura grupy zawsze zdawała się wykluczać wszelkie eksperymenty, ale podczas gdy do tej pory tempo ich utworów nie skłaniało do zbyt szybkich ruchów, na nowym albumie są dwa fragmenty zawierające najprawdziwszy taneczny groove i syntezatory rodem z ery disco. W jednym z wywiadów Stuart Murdoch powiedział, że zawsze lubił tańczyć, ale do tej pory nie potrafił tego wyrazić. „The Party Line” i „Enter Sylvia Plath” to ich dwie pierwsze oficjalnie taneczne piosenki, lecz nawet jeśli nie mają one rozmachu „Reflektor” Arcade Fire, to warto zaznaczyć, że ich istnienie jest krokiem naprzód, a także niezwykle przyjemnie urozmaica przesłuchiwanie albumu.

Uroczy duet w „Play For Today” również eksploruje bardziej dynamiczne klimaty, jednak tutaj zamiast lat 70. słychać kołyszące, delikatne elektro, które idealnie komponuje się z subtelnym wokalem. Kolejną nowością jest „The Everlasting Muse”, które lekko bałkańskimi rytmami i nietypowym instrumentarium budzi skojarzenia z Beirut.

Tytuł krążka odwołuje się nie tylko do tańca, ale także do polityki i odwiecznych wojen targających różne regiony świata. O tych problemach Murdoch wspomina w „Allie” (Allie what would you do, when there’s bombs in the Middle East … when there’s knives in the city streets) oraz wypełnionej smyczkami balladzie „The Cat With the Cream”. Generalnie jednak Szkoci nigdy nie pisali zbyt depresyjnych tekstów, więc lekkie, akustyczne i optymistyczne kawałki typu „Ever Had a Little Faith?” (You’ll be doing fine, you’ll flourish like a rose in June) są czymś bardziej typowym dla Belle and Sebastian.

Ten luz i odwaga jakiej nabrała grupa zdecydowanie dodają kolorów ich muzyce, chociaż nie da się ukryć, że skrócenie krążka o kilka nic do całości nie wnoszących utworów wcale by mu nie zaszkodziło. Belle and Sebastian jednak to nie wspomniani wcześniej Kanadyjczycy, oni szczytów nie muszą zdobywać, a i tak miejsce wśród headlinerów tegorocznej Coachelli mają zapewnione. Na tym właśnie polega fenomen szkockiej grupy, mogą w kółko nagrywać te same słodkie ballady, rzadko kiedy wychodzić poza obrany schemat, a i tak będą wielcy, o dziwo nawet w Stanach.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...