music is ... muzyka z najlepszej strony.

Organek: „Przekonałem się, że jednak ta więź ciągle istnieje”

Tomasz Organek / fot. Karolina Lewandowska

Tomasz Organek / fot. Karolina Lewandowska

Tomasz Organek – muzyk grający na scenie od wielu lat, jednak w roli lidera zaledwie od roku. Jego poznański koncert był moim drugim spotkaniem na żywo z jego twórczością. Już za pierwszym razem pozostawił po sobie szczególny ślad w pamięci – szczerość bijąca zarówno od jego osoby, jak i od samej muzyki była wyczuwalna w każdej sekundzie występu. Potem pojawił się dokument o trasie „Głupi Tur”, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że Organek to nie tylko niesamowity muzyk, ale także niebywale ciekawy człowiek. Po koncercie w Scenie na Piętrze usiedliśmy i spokojnie porozmawialiśmy o tym, jak wyglądał powrót po latach w rodzinne strony Tomka, dlaczego ucieczka nie jest najlepszym wyjściem i w końcu, jak wyglądają przyszłe plany zespołu.

musicis.pl: Na wstępie chciałam Cię zapytać o trasę „Głupi Tur”, bo przyznam szczerze, że po obejrzeniu ostatnio opublikowanego dokumentu, jestem naprawdę zafascynowana tym co się stało na Podlasiu. Sam napisałeś o tej wyprawie, że „Miało być głupio, byle gdzie, na łeb na szyję, a wyszło zjawiskowo…” Powiedz coś więcej na ten temat.

Organek: To była trasa, która zrodziła się z chwili przebłysku świadomości. Znamy się od wielu lat, ale założyliśmy nowy zespół i poszliśmy zupełnie nową drogą. Pomyśleliśmy, że to byłoby takie prawdziwe i znaczące jakby całą przygodę zacząć od domu, a była ku temu znakomita okazja. W mojej rodzinnej miejscowości, w Raczkach na Podlasiu, było 500-lecie założenia miasta. Z tej okazji zorganizowano dużą dwu-trzydniową uroczystość nad rzeką, w której się kąpałem całe życie. Zaproszono nas na tę imprezę, więc pomyśleliśmy sobie, że skoro już jedziemy na wschód, dlaczego nie odwiedzić jeszcze innych miejscowości, zamiast poprzestawać tylko na Raczkach, w końcu chłopaki też są ze wschodu – może nie dokładnie z Podlasia, ale z Mazur i z Lubelszczyzny. Zaczęliśmy o tym rozmawiać, wtedy narodził się pomysł, żeby nie zaczynać od wielkich klubów, dużych produkcji, anturaży, tylko żeby znaleźć miejsca najprostsze. Dojść do miejsc, do których się normalnie nie jeździ, bo się nie opłaca, nie ma sprzętu… Zawsze się znajdzie jakaś wymówka, żeby nie jechać do Wydmin, do Raczek – bo komu tam grać? Pomyśleliśmy sobie, że to jest nieprawda. Wiem skąd pochodzę i zawsze chciałem żeby ktoś tam przyjechał, chciałem chodzić na koncerty tych zespołów, które śledziłem w mediach, ale nigdy się to nie zdarzało. Oczywiście liceum kończyłem w Suwałkach i część zespołów tam docierała, ale to było szczątkowe i zawsze czuliśmy się w jakiś sposób poszkodowani, gdzieś na obrzeżach cywilizacji. Stąd wziął się pomysł na tę trasę. Z drugiej strony doszliśmy do wniosku, że to jest fajny sposób na sprawdzenie muzyki – co się okazało później prawdą. Ci ludzie nie śledzą list przebojów, nie oglądają MTV. Mają naprawdę w poważaniu takie sytuacje, bo dla nich to nie jest ważne. Dla nich ważne jest żeby rano wstać, wydoić krowę, itd. To jest ciężka praca i często praca na cały dzień. Mimo tego oni wygospodarowali czas żeby do nas przyjść na godzinę lub dwie, więc nie mogliśmy tego czasu zwyczajnie zmarnować. W dodatku udało nam się tych ludzi zająć, zaciekawić, zainteresować do tego stopnia, że oni zostawali z nami, bisowali z nami, robili sobie z nami zdjęcia, chodziliśmy razem na piwo – to było niesamowite, a my sprawdziliśmy się na takim specyficznym gruncie – w punkcie zero, w punkcie wyjścia. Od kiedy to zrobiliśmy, przeżyliśmy jakieś oczyszczenie – przewartościowało nam się całe granie, a przecież gramy od wielu lat. Polecam wszystkim zrobienie czegoś takiego – żeby pojechali do siebie do domu i zorganizowali koncert. I nie patrzyli czy to się opłaca, bo opłaci się na pewno. Dzięki takim działaniom zyskuje się bardzo wiele w świadomości.

musicis.pl: Od razu wiedzieliście, że powstanie z tego wyjazdu materiał?

Organek: Mieliśmy takie zamierzenie żeby to wszystko sfilmować, bo wiedzieliśmy, że powstanie tam jakaś energia. Z takiego nieuporządkowania wjeżdżasz do małego miasteczka… Po prostu wiedzieliśmy, że coś tam się wydarzy. Chcieliśmy, żeby materiał był dłuższy, ale zwyczajnie nie mieliśmy tyle pieniędzy, dlatego ten film trwa tylko 15 minut. Dzień profesjonalnej ekipy filmowej to jest jakieś 5 tysięcy, więc gdyby chcieć wziąć ich na 10 dni, to już się robi 50 tysięcy, do tego montażyści plus reszta obsługi – to są naprawdę ogromne pieniądze. Powstało 15 minut, ale mamy w zamierzeniu dłuższą trasę i dłuższy film.

musicis.pl: Powiedziałeś w tym filmie coś, co mnie bardzo uderzyło. Mianowicie, że dopiero niedawno pogodziłeś się z tym, że jesteś z Raczek. Dlaczego?

Organek: Zawsze czułem chęć ucieczki stamtąd. Wiedziałem, że jestem tam przez przypadek. Nie mogłem się doczekać matury, żeby po prostu uciec. Wyjechałem w końcu na studia, a po latach zrozumiałem, że ta ucieczka nie ma sensu. Przejechałem Polskę dziesiątki razy, byliśmy za granicą, w naprawdę wielu miejscach i te miejsca nie dawały mi jakiegoś spokoju, spełnienia, które by mi uświadomiło, że teraz już jestem szczęśliwy, bo udało się stamtąd uciec. To nie na tym polega. Szczęście trzeba znaleźć w sobie, bo to jest właśnie miejsce do jego znalezienia – wewnątrz, a nie gdzieś na zewnątrz, w takich czy innych okolicznościach przyrody. Dojrzewało to we mnie przez długi czas, w momencie kiedy jechałem do Raczek przyznaję, że się trochę bałem tego koncertu. Przyszła tam cała gmina, było może 2-3 tysiące ludzi, wyszedłem na scenę i myślałem, że tak jak ja ich porzuciłem (bo w moim mniemaniu to było porzucenie), myślałem, że Ci ludzie też się mnie wyrzekli. To była moja nadinterpretacja, bo przecież oni nie myślą o mnie codziennie, każdy ma swoje życie. Miałem jednak to wspomnienie ucieczki i ulgi, że każdy od siebie odpoczął. To oczywiście była kolejna bzdura, jakiś mój kompleks. Już po koncercie ludzie z Raczek przyjęli mnie tak bardzo ciepło, jakbym wrócił do domu po wielu latach i powiedzieli „Kurcze, super, że wróciłeś do domu, do nas” – to było wspaniałe uczucie, bo wiesz, ja tak naprawdę nie mam tam zamiaru wrócić. Mam jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, a tam się też wielu rzeczy nie da zrobić. Za to nie noszę już w sobie takiego kompleksu, czy jakiejś niechęci do tego miejsca, do prowincji, do gminy, tylko czuję, że stamtąd rzeczywiście pochodzę. Spotkałem mnóstwo ludzi, których nie widziałem 10-15 lat, którzy mnie bardzo serdecznie przyjęli i byli dumni, że gdzieś mnie widzieli w telewizji, czy w innych mediach. To było przyjemne z tego względu, że oni czuli ciągle, że ja jestem z Raczek. Że w jakiś sposób jakby ich reprezentuję. Czego we mnie nie było zupełnie, a przekonałem się, że jednak ta więź ciągle istnieje.

musicis.pl: Pamiętasz moment, w którym zrodziła się w Tobie miłość do samej muzyki?

Organek: Nie pamiętam. Trudno mi ustalić w ogóle taki moment w życiu, bo muzyka była obecna przez całe moje życie. Od dzieciaka chodziliśmy na chóry, do kościelnej scholi, obok naszego domu był dom kultury, tańczyłem w kółku tanecznym, śpiewałem w chórze, potem w kole tanecznym już nie chciałem tańczyć to zacząłem grać na werblu. Cały czas związany byłem z muzyką, u nas w domu też było dużo muzyki. Moja mama słuchała muzyki, mój ojciec… Mam nawet takie flashbacki, kiedy moja mama mnie budzi do szkoły i w Trójce leci, „You in the army now, ooo uu ooo, you in the army” (nuci) i cały czas ten New Order. Może jeszcze jakieś dwie piosenki, ale tak mi się to właśnie kojarzy – zima, szósta rano, ciemno (bo musiałem przecież dojeżdżać do szkoły do Suwałk), śnieg i to „Ooo uu oo, you in the army now” (ponownie nuci) – w tym momencie myślałem „jezu, muszę już wstać”.

musicis.pl: To stąd pewnie wywodzi się Twoje zamiłowanie do Programu Trzeciego Polskiego Radia i do trójkowej listy przebojów.

Organek: Trójka zawsze była. Sama widzisz, wstawałem do szkoły i leciało (śmiech). Mieliśmy kwiaciarnię, a mój ojciec wcześnie umarł i musiałem przejąć część jego obowiązków więc jeździłem kupować kwiaty na giełdę towarową. Pamiętam, że często było tak, że kiedy nie miałem jeszcze prawa jazdy, mieliśmy taki patent, że mama jeździła ze mną z boku i jakby nas policja zatrzymała to powiedzielibyśmy, że się po prostu źle poczuła. Nigdy nas nie zatrzymali, widzieli, że jedzie mama, to się nie czepiali. Mieliśmy dokładnie taki sam patent na babcię. Jechaliśmy z nią do Gołdapi – mieliśmy tam rodzinę, to było około 60 km, a ja znów jechałem bez prawka samochodem, który został po ojcu. Mijaliśmy kolejne patrole i nikt nas nie zatrzymał, bo babcia siedziała zawsze z przodu. Często bywało tak, że stałem pod tą giełdą, bo jeszcze samochody z dostawami nie przyjechały i słuchałem właśnie listy przebojów i Marka Niedźwieckiego. Jakoś tak naturalnie ta Trójka się w moim życiu przewijała.

musicis.pl: Grałeś już w wielu projektach, ale kiedy tak naprawdę zaczął w Tobie kiełkować Organek?

Organek: Od dawna już kiełkował, on zawsze był – tylko był nieuświadomiony, jakiś stłumiony, stłamszony… Czegokolwiek bym nie robił, on oczywiście był obecny i tak mnie tam poszturchiwał coraz mocniej. To jest wszystko nic innego jak samoświadomość, świadomość tego kim chcesz być, co chcesz mówić, jak chcesz żyć. Ona się oczywiście rozwijała razem ze mną – raz lepiej, raz gorzej, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że tego superego nie da się gdzieś tam ścisnąć. Wtedy wiedziałem, że to jest ten moment. To był bardzo naturalny proces, nic się nie wydarzyło przypadkowo. Zwykle w moim życiu rzeczy dzieją się dosyć późno, nie mam już dwudziestu lat, ale może dobrze, że akurat teraz.

musicis.pl: Łatwo było Ci przejść z roli muzyka drugoplanowego do tego, który jest liderem?

Organek: To jest ciekawe pytanie i ciekawa droga. Wydaje się, że są to zaledwie dwa metry dalej, a jednak w świadomości to jest bardzo daleka droga. Przejawiałem już od dłuższego czasu takie chęci, bo zarówno u FOXa zacząłem występować solo, jak i w Sofie zacząłem czasami przejmować więcej kontroli. Poczułem po prostu, że chcę być na froncie i że tam jest fajniej niż z tyłu, że tam można więcej. To było tylko kolejnym potwierdzeniem tego, że chcę zrobić solowy zespół.

musicis.pl: Dlaczego swoją pierwszą płytę nazwałeś „Głupi”?

Organek: Od piosenki „Głupi ja”. W ogóle pomyślałem, że to fajnie, jakoś tak „na kontrze”.

musicis.pl: To nie jest trochę kokieteria z Twojej strony?

Organek: Nie, mówię zupełnie szczerze. Żadnej kokieterii w tym nie ma, nie znam się na kokieterii (śmiech).

musicis.pl: Zarówno fani jak i media bardzo doceniły Twój projekt, ale tak szczerze mówiąc – nie czyniąc żadnych wyrzutów – nie jesteś wybitnym wokalistą, a mimo wszystko to gdzieś złapało. Otrzymujesz nagrody – m.in. Mateusza Trójki. Czujesz, że to jest sukces, który pójdzie w stronę bardziej komercyjną?

Organek: Tak, ja nie umiem śpiewać. A co do sukcesu – w ogóle mnie to nie obchodzi. Nie mam pojęcia, czy to będzie sukces w stronę komercyjną, czy w stronę słońca. Nagraliśmy póki co jedną płytę, fajne są te wszystkie nagrody, tylko powiem Ci, że stają się co raz bardziej męczące. Przed nami jest jeszcze parę takich wydarzeń, o których w tym momencie nie mogę mówić i przyznam, że są one męczące w tym sensie, że odciągają nas od meritum sprawy, czyli od drugiej płyty. Ciągle musimy robić piosenki na tę czy inną uroczystość, oczywiście to jest kreatywna praca – gramy Stachurę niedługo, będzie w Warszawie duży koncert bo jest rok Stachury bodajże, musieliśmy więc przygotować dwie piosenki i powstały dwa osobne byty. Tylko zinterpretowaliśmy piosenki Stachury – tego nie da się przełożyć jeden do jednego, bo facet grał gorzej ode mnie (śmiech) i powstały bardzo fajne kompozycje z tego, ale to ciągle gdzieś „przy okazji”. Mam sporo nowych kompozycji, tylko naprawdę nie mamy kiedy się spotkać, bo ciągle robimy coś innego.

musicis.pl: W takim razie kiedy możemy spodziewać się drugiej płyty?

Organek: Mamy takie postanowienie, że w lutym się spotykamy, żeby chociaż wszystkie pomysły przejrzeć. Bardzo chciałbym żeby jeszcze w tym roku się ukazała, a jest naprawdę sporo materiału, nad którymi na pewno będziemy i musimy popracować.

musicis.pl: Ten nowy Organek będzie podobny do tego, który jest na „Głupim”?

Organek: Nie potrafię Ci w tej chwili na to pytanie odpowiedzieć, ale też mnie to specjalnie nie zajmuje. Te piosenki, które mam są momentami nieco lżejsze, czasem nieco cięższe, ale przyznam, że ja naprawdę się na tym nie znam. Mam po prostu piosenki, które wiem, że muszę z siebie wydać, bo to tylko na tym polega. Grasz, przemieniasz te akordy przez ileś permutacji i w pewnym momencie wiesz, że to jest to, tego nie zmienisz. Czy to potem okaże się być takie same, czy inne, bardziej vintage’owe czy bardziej nowoczesne? W ogóle mnie to nie obchodzi. To ma być prawdziwe.

musicis.pl: Wyczytałam ciekawą rzecz na Twój temat. Podobno pracujesz nad powieścią?

Organek: Tak, raz to powiedziałem i wszyscy mnie się o to pytają (śmiech). Wiesz, teraz co drugi pisze. Parę rzeczy udało mi się wydrukować w kwartalniku literackim „FA-ART”, była też „Antologia współczesnych polskich opowiadań”, tam również jest moje opowiadanie, ale zacząłem pisać też dłuższe formy. Opowiadania mi się już zwyczajnie znudziły, a powstało ich może kilkanaście, kilkadziesiąt. Pomyślałem sobie, że te kilkanaście stron powoduje, że nie można się całkowicie wyeksploatować. Opowiadanie dotyczy jakiejś jednej historii, a czymś bardziej ciekawym jest splot tych historii i wydarzeń, jakaś fabuła, która się z tego rodzi. Ciągle nad tym pracuję, ale to jest tak jak z tym zespołem – nie chcę nic robić na siłę i dopiero kiedy będę pewien tego co tam jest napisane, i że jest to rzeczywiście to, co chcę pokazać, że to jest etap skończony – wtedy postaram się to wydrukować i pokazać, ale nie będę robił rzeczy na siłę. To musi dojrzeć, muszę wiedzieć, że to jestem ja.

musicis.pl: Od zawsze miałeś takie podejście do życia? Sam mówisz – nie robisz nic na siłę, tylko czekasz aż naturalnie rzeczy zaczną układać się w pewną całość.

Organek: Jeżeli pod tym względem to tak, zawsze miałem takie podejście. Z jednej strony czułem, że ono jest błędne, że należy podejmować decyzje i być bardziej człowiekiem, który restrykcyjnie podchodzi do wszystkiego, a z drugiej strony wiedziałem, i tej części siebie bardziej ufałem, że wszystko naturalnie się układa zawsze. Nie wiem czy jestem fatalistą, czy leniem? Ale to się naprawdę zawsze układa. Pewne wydarzenia się splatają w określony sposób, człowiek dojrzewa do pewnych rozwiązań i odpowiedzi, same sytuacje też dojrzewają. Tylko trzeba być cierpliwym i się nad tymi rzeczami nie skupiać. W tym sensie tak, zawsze tak miałem, to jest taka moja immanentna część, która się nie zmieniła. Wiele rzeczy się zmieniło, ale ta jedna się nie zmieniła.

musicis.pl: Wychodzi Ci to na razie bardzo dobrze.

Organek: To znaczy, że nadal tak będę robił.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...