Powodów, dla których o polskiej scenie alternatywnej warto mówić jest mnóstwo. Część z nich przedstawiliśmy już w pierwszej odsłonie cyklu poświęconego niezależnym wytwórniom. W kolejnym odcinku prześwietlamy następny lebel z Trójmiasta. Po eksperymentalnym Zoharum, kolej na gdyńskich przedstawicieli rock’n’rolla.

#2 Music Is The Weapon

Małe, rodzinne wręcz wydawnictwo zrodziło się z działalności koncertowej i muzycznej Bartosza „Boro” Borowskiego. Jego nazwisko zna każdy szanujący się fan muzyki w Trójmieście i przynajmniej raz widział go w akcji – grającego koncerty w jednym z założonych przez siebie składów, występującego gościnnie u przyjaciół, czy stojącego za konsoletą DJ-ską na klubowej imprezie. Sam pomysł stworzenia wytwórni pojawił się wtedy, gdy powstały kapele 1926, czyli rodzimy projekt Boro i Pomelo Taxi, w którym udziela się współprowadzący wytwórnie Max Białystok.

Historia jest prosta. Zrobiliśmy dokładnie to samo, co wszyscy. Nagraliśmy materiał, nie miał kto nas wydać, więc założyliśmy swoją wytwórnie i wydaliśmy się sami. Na początku przygarnęliśmy do swojego składu dwie może trzy lokalne, zaprzyjaźnione kapele. Obecnie mamy ich trochę więcej, w tym kilka z całej Polski, więc przestaliśmy się ograniczać co do regionu. – mówi Bartosz „Boro” Borowski. 

To, co odróżnia Music Is The Weapon od innych wydawnictw, choćby od Zoharum, to podejście do samej jego działalności czy sposób zarządzania nim. W przypadku tego lebelu nie można mówić o ściśle ustalonym programie działań, zasadach i systematyczności. Właściwie całe MITW to jeden wielki rock’n’roll. Bardzo przyjazna atmosfera, kapele tworzone przez muzyków znających się od lat, wymieniających się między składami i czerpiących ogromną radość z grania. Brak ograniczeń i ścisłej klasyfikacji gatunkowej, szufladkowania i zamykania w ramach. W katalogu (o ile założymy, że coś takiego w ogóle w tym przypadku istnieje) znajdziemy kapele z pogranicza sheogezu, elektroniki, psychodelicznego rocka, noise’u, a nawet bluesa. Obecnie Music Is The Weapon gromadzi w swoim szeregach blisko 20 kapel. Ile dokładnie, tego nie wiadomo, bo rotacja jest dość spora. Część zespołów została wydana jednorazowo, jak np. Cisza Nocna, a co kilka tygodni dołącza nowy skład.

Mam bardzo swobodne podejście do prowadzenia tej wytwórni. Nigdy nie traktowałem tego zbyt poważnie. Mam świadomość, że pieniędzy z tego nie będzie, żadnego wielkiego biznesu. Wszystko robię na pełnym luzie, z pasji. Jeśli coś mi się podoba, promuję to. Chodzi o to, żeby pomagać kumplom i rozpowszechniać dobrą muzykę, a nie prowadzić księgowość. U nas wszystko jest chaotyczne.

Zasada jest więc jedna i bardzo prosta. Aby wydać swój materiał pod szyldem Music Is Te Weapon, musi być on po prostu dobry. Wszystko weryfikowane jest kwestia gustu – to jedyny klucz. Wsparcie znajdą tu nawet najdziwniejsze projekty, których w zasadzie nie da się do niczego porównać. Jak zaznacza Boro, Music is The Weapon początkowo kojarzone było z kapelami mieszającymi w swojej muzyce niemalże wszystko: od psychodelicznego rocka w wykonaniu 1926, przez totalne improwizację projektu Borowski/Miegoń, aż po punkowo-hardcorowe Pomelo Taxi. Z czasem do składu dołączyły zespoły reprezentujące kompletnie inne nurty, jak np. bydgoskie 3moonboys łączące post-punkowe brzmienie z melodyjnymi piosenkami, czy nowy nabytek w postaci instrumentalnego, nieco shoegazowego Bad Light District z Krakowa. Wśród takiej mieszanki znajdzie się też kilka awangardowych perełek.

Pod koniec minionego roku wydałem też 7-calowego winyla nowego projektu DJ Wojaka – Czarny Porzecz i Doktor Fatalny się nazywa. To takie electro-hipohopo-punk. Ogólnie mówiąc dziwadło straszne. Dla mnie jednak nie ma ograniczenia, jeśli coś jest dobre, to nie widzę problemu, żeby to wydać. Music is the weapon po prostu.

Prosty slogan, prosty przekaz. Bez zbędnej filozofii. Podobną zasadę Boro wyznaje na imprezach, gdzie spotkać go można w roli DJ’a czy na organizowanych przez niego koncertach. W jego setach znajdzie się Prince, U2 czy The Chemical Brothers. Wszystko się sprawdzi pod warunkiem, że będzie odpowiednio połączone. Sprawdza się to też
w przypadku Music Is The Weapon Fest, czyli dwudniowej imprezy, na której można zobaczyć kilka młodych kapel skupionych nie tylko wokół wytwórni.

Impreza zrodziła się trochę przez przypadek. Pierwszą edycję zrobiliśmy, gdy okazało się, że kilka kapel chciałoby zagrać w Gdyni dzień po dniu. Stwierdziłem wtedy, że zrobimy fest i dołożymy jeszcze kilka zespołów – będzie łatwiej to wypromować. Formuła się sprawdziła, więc teraz staramy się 2 razy w roku taki fest zrobić. Najbliższy marcowy będzie miał polski line up, jesienny raczej zagraniczny, a przynajmniej taki mam plan.

Intuicyjne podejście do tworzenia i grania muzyki przekłada się też na prowadzenie wydawnictwa, także w kwestii promocji. W tym przypadku trudno jest się trzymać ściśle określonych zasad, szczególnie jeśli chodzi o kapele np.
z południa kraju. Bardziej sprawdza się indywidualne podejście do każdego zespołu i wypracowanie swojego sposobu na pokazanie ich muzyki szerszemu gronu. Jedynym stałym punktem promocji jest odwiedzanie zaprzyjaźnionego Radia Gdańsk, w którym regularnie co kilka tygodni Boro pokazuje, co nowego w MITW słychać. Podobnie jest z przesyłaniem płyt do znajomych dziennikarzy, którzy na łamach portali i pism recenzują najnowsze wydawnictwa.

Jednak najkorzystniejszą formą promocji jest odwiedzanie targów muzycznych czy festiwali, na których coraz częściej można zorganizować swoje stoisko płytowe. Boro zauważa ważną rolę tych wydarzeń w działalności nawet tych najmniejszych wydawnictw.

To super akcje. Na ostatnich targach w Warszawie trafiłem na kilka stoisk, gdzie 18-latkowie z trzema płytami wystawiali swoje wytwórnie. Gdyby nie te targi, to nikt by o nich nie usłyszał. My doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu trzymać płyt w kartonach, skoro można je sprzedać. I tym sposobem z zeszłorocznego OFFa wróciłem
z jedną walizką mniej. Płyty kosztowały od 5 do 15-20 zł. Kasy z tego nie było, ale za to wszystko się rozeszło.

Music Is The Weapon jest żywym dowodem na to, że częściej tracą niż zarabiając można jednocześnie się spełniać. Pieniądze w tym przypadku dla działalności wydawniczej są sprawą najtrudniejszą. Przy odpowiednim podziale obowiązków i wypracowanych już kanałach kontaktu z mediami, organizatorami czy klubami, cały proces nie wymaga aż tak wiele pracy. Potwierdza się również zdanie Macieja Mehringa z wytwórni Zoharum – kondycja rynku muzycznego w Polsce nie jest najlepsza. Samo nagranie materiału czy wydanie go nie jest problemem. Po przeliczeniu kosztów okazuje się, że najwięcej funduszy pochłania wynajem studia. Zarejestrowane ślady można udostępnić na różnego rodzaju serwisach streamingowych i sprawdzić jaki będzie jego odbiór. Jeśli materiał się obroni, wtedy można wydać go w formie fizycznej. Jednak kwestia zwrotu zainwestowanych środków wciąż pozostaje sporna.

Nie ma rynku muzycznego w Polsce. To się powinno obracać wokół kasy, artyści powinni zarabiać na swojej muzyce i normalnie żyć. Dziś pieniądze zarabiają jedynie bardzo znane zespoły, jak Hey czy Kazik. Reszta, jak chociażby mój zespół 1926 coś tam zarabia, ale nie oszukujmy się to są grosze. I nie sądzę, żeby to się miało w najbliższym czasie zmienić. Kiedyś Sub Pop mógł sobie postawić biurowiec po kilku latach swojej działalności. Dziś
w dobie internetu, dostępności muzyki, taka sprzedaży nie ma szans. Mimo to, myślę, że trzeba się cieszyć, że są ludzie, którym chce się jednak coś robić, nawet jeśli nic na tym nie zarabiają. 

Przy założeniu, że wszystko robi się z pasji i dla pasji zmieniają się priorytety. Oprócz Boro w lebelu działają jeszcze Marta Szymczak zajmująca się mediami, Max Białystok odpowiedzialny za grafikę, Asia Kucharska i Krzysiek Wroński pilnujący reszty rzeczy logistycznych. Dzięki zaprzyjaźnionej ekipie w ciągu zaledwie 4 lat udało się wspomóc kilkudziesięciu młodych artystów i zespołów. I choć Music Is The Weapon do najbardziej rozpoznawalnych wytwórni nie należy, może się pochwalić ugruntowaną pozycją na trójmiejskiej scenie.

Jestem zadowolony z działalności MITW. Przy naszym podejściu i robieniu wszystkiego na pełnym luzie udało nam się całkiem sporo osiągnąć. Patrząc na początek, gdy wydaliśmy dwie płyty, a na moment, w którym jesteśmy teraz, gdy możemy przez dwie godziny w Trójce grać nasze zespoły, to jest progres. Myślę, że jak się nic nie zakłada, to wszystko się samo nakręca.

Rok 2015 dla tego lebelu, to czas kilku nowych pozycji w katalogu i reaktywacji ważnych projektów, m.in 1926 w nowym składzie. Między 5 a 6 marca w gdyńskim klubie Ucho odbędzie się kolejna edycja Music Is The Weapon Fest. Warto zaglądać na ich stronę internetową oraz facebookowy profil, a odwiedzając ich internetowy sklep można zaopatrzyć się w spory zapas płyt, nie bankrutując przy tym.

Nie ma więcej wpisów