music is ... muzyka z najlepszej strony.

#ArtystaTygodnia: Inqbator

Inqbator / Fot. Anna Grad

Inqbator / Fot. Anna Grad

Pod projektem Inqbator kryje się mieszkający w Krakowie Jakub Bugała. Gitara i głos to dwa najważniejsze atrybuty, którymi charakteryzuje się ten artysta i z całą pewnością tym drugim wyróżnia na tle męskich wokali w Polsce.

Wśród inspiracji wymienia takich artystów jak chociażby Ben Howard, Imogen Heap, Jeff Buckley, Fink czy City and Colour – i podobnie jak oni w swojej muzyce prezentuje melancholijne brzmienie skłaniające do zadumy. Z każdym jego utworem słuchacz jest w stanie na kilka chwil uspokoić myśli i zatrzymać się na kilka chwil.

Jak sam pisze na swoim oficjalnym profilu na Facebooku: „Melancholia jako element wiążący doświadczanie siebie i świata – najczęściej trudne, nierzadko mnie przerastające. Doświadczenia przekuwane na muzykę, mam nadzieję piękną muzykę. Inspiracje czerpane głównie z zimnej, ciemnej, ale równie pięknej jak ta kolorowa, strony Skandynawii.”

Zagłosuj na projekt Inqbator w plebiscycie Artysta miesiąca: Luty 2015 >>>

1. Kim jesteś?

Mam na imię Kuba i lubię myśleć o sobie jak o człowieku znikąd. Pochodzę z małej i dość smutnej miejscowości o nazwie Radomsko, a od dwóch lat mieszkam w Krakowie, co bardzo sobie chwalę.

Jest mi bardzo trudno jednoznacznie odpowiedzieć kim jestem, bo to pytanie traktuję bardzo fundamentalnie, wręcz ontologicznie. W pewnym sensie to najpoważniejsze pytanie jakie można komuś zadać. W moim przekonaniu, na takie pytanie odpowiedzi szuka się całe życie i niekoniecznie się znajduje. Najprościej: mam naturę poszukiwacza, niespokojnego ducha i niespełnionego myśliciela, ale też bardzo zwykłego, choć wrażliwego faceta, śmiejącego się z głupich żartów i dość sarkastycznie nastawionego do otaczającej rzeczywistości.

2. Co i w jaki sposób tworzysz?

Tworzę muzykę i piszę teksty – niekoniecznie jednocześnie. Pracuję bardzo prostymi sposobami: gdy słyszę jakąś inspirację w postaci melodii, która wydaje mi się „świeża”, to staram się utworzyć z niej formę piosenki. Jeśli powstaje tylko fragment, to zostawiam to na później żeby dojrzało i wracam po jakimś czasie. Jeśli wydaje mi się to słabe, to chowam na zawsze do tak zwanej szuflady. Teksty zwykle notuję albo w telefonie, albo w pliku na komputerze. Zwykle powstają pod wpływem impulsu, czasem bardzo nieoczekiwanego, o dziwnych porach dnia i nocy, gdzieś pomiędzy zwkłymi aktywnościami.

Potem sklejam jedno z drugim tworząc materiały demo. Dopiero tu zaczynają się „schody”: materiały demo przechodzą wiele etapów opracowań i wersji, żeby forma mogła dojrzeć. Ostatnio też więcej uwagi poświęcam szukaniu brzmień, które mnie jarają i które mógłbym wpleść w kompozycje.

To, co tworzę obecnie pod czujnym okiem Piotra Madeja (Patrick The Pan), oscyluje gdzieś pomiędzy indie-folkiem, ambientem, brzmieniami smyczkowymi i delikatną elektroniką. W tych rejonach muzyki znajduję wszystko to, co mnie obecnie kręci i kręciło od dawna. Najbliższy album zatytułowany będzie „Post Love”, będzie na nim 8 kompozycji i będzie brzmiał cieplej i trochę różnorodniej niż moja debiutancka EP-ka „The Spin”.

3. Kim/czym się inspirujesz?

Inspirują mnie własne wspomnienia, najczęściej te intensywne, ale też piękne sny, przemyślenia, muzyka i słowa innych artystów. Bardzo silnym źródłem inspiracji była dla mnie ostatnio twórczość Bena Howarda, w którym się muzycznie zakochałem. Rzadko jednak potrafię wskazać jedną konkretną inspirację dla powstania tego, czy innego utworu. Raczej na inspirację do konkretnej kompozycji składa się zlepek wielu małych wrażeń dźwiękowych i wizualnych.

4. Co dla Ciebie jest najważniejsze w tworzeniu muzyki?

Zdecydowanie najważniejsze dla mnie jest to, co dzieje się we mnie, gdy powstają nowe utwory. Ten proces stanowi przede wszystkim źródło bogatych emocji i jest sposobem na spotkanie z samym sobą. Zwłaszcza na początku, gdy utwór dopiero powstaje. Te emocje, uczucia są właśnie najważniejsze, bo pojawiają się bardzo rzadko w takiej inensywności i potem do nich tęsknię. Wykonywanie utworów na żywo potrafi być wspaniałe i daje satysfakcję jeśli robię to dobrze, ale proces tworzenia każdego kolejnego utworu jest małym cudem, którego nie da się odtworzyć czy zimitować. Tak jak nie da się odtworzyć pierwszego zakochania. Dostajesz to tylko raz w życiu.

5. Jeśli nie muzyka to…?

Jeśli nie muzyka to jakaś porządna praca, ale taka, która sprawia, że stoję mocno na ziemi i nie bujam w obłokach, która daje satysfakcję. Może to zabrzmi głupio, ale mógłbym być gościem który cały dzień stoi przy ladzie i robi sushi w jakimś barze. Po pierwsze – byłbym blisko ludzi, po drugie – dawałbym im od siebie coś konkretnego, zwykłego, codziennego i pożytecznego. Po trzecie – rzeczy wykonywane automatycznie, „na pamięć”, pozwalają odpocząć od myśli, a ja często jestem zmęczony myśleniem o dziesięciu rzeczach naraz.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...