music is ... muzyka z najlepszej strony.

Popsysze / mat. prasowe

Popsysze Popsute

Data wydania: 2015-01-16
Wytwórnia: Nasiono Records

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 2 głosy
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Popsysze – trójmiejskie power trio tworzone przez, znanych również z Towarów Zastępczych, Jarka Marciszewskiego, Kubę Świątka i Sławka Draczyńskiego – wróciło po trzech latach z nowym materiałem. Ci, którzy mają w pamięci wcześniejszą „Popstory” wiedzą, że zespół realizował wówczas prostą, ale i bardzo przekonującą koncepcję grania garażowych, pokrewnych The White Stripes numerów, opartych na przebojowych (uzasadniony przedrostek „pop”) melodiach. Piosenki z „Popsute”, które, o czym warto przypomnieć, rodziły się już podczas miksów debiutu, nie odbiegają daleko od tego zamysłu.

Melodyjność oraz chwytliwość niezmiennie pozostają najważniejszymi atutami zespołu. Czapki z głów dla Jarka Marciszewskiego za „Ritę”, „Miejsca”, „Sukienkę” czy „Płomieniowanie”: kompozycje, które nie chcą wyjść z głowy po zaledwie kilku przesłuchaniach. Wolałbym uniknąć nadużywania słowa „przebojowość”, nie sposób jednak uciec od tego terminu w kontekście nagrań Popsysze, dynamiczne, rock’n’rollowe dwu- i trzyminutowce stanowią bowiem esencję płyty.

Okazuje się jednak, że Popsysze lubi też namieszać i od czasu do czasu psują (nomen omen) potencjalny przebój. W kompozycje takie jak „Łasi się” czy „Biały szum” wkradają się improwizacje, do których trio zdradzało słabość już wcześniej, nagrywając znany z debiutu „Ali Song”. Psychodeliczne, hałaśliwe fragmenty, świadczące o przywiązaniu do klimatów lat 60-tych i 70-tych, walczą o pierwszeństwo ze wspomnianymi wcześniej przebojowymi fragmentami, dzięki czemu krążek nabiera różnorodności.

A skoro o różnorodności mowa, należałoby przypomnieć obecnych na „Popsute” gości. Grzegorz „Guzik” Guziński (Flapjack) śpiewa (wspólnie z Marciszewskim) w „Honeymoon”, a Marek Kostecki (Ampacity) urozmaica „Sukienkę” klawiszami Hammonda. Jest też trąbka Tomasza Ziętka, która odgrywa niemałą rolę w budowaniu klimatu „Come On”: sennej kompozycji, przywodzącej na myśl ostatnią płytę Trupy Trupy, gdzie notabene również udzielał się Ziętek.

„Popsute” zostało zarejestrowane na setkę w ciągu zaledwie dwóch dni, co pozwoliło krążkowi na przemycenie przynajmniej części koncertowej energii zespołu. Brzmienie, za które odpowiadał Jan Galbas, znany przede wszystkim jako producent płyt stonerowych, nie trąci już garażem tak mocno, jak przy debiucie, jest za to bardziej przybrudzone. W stosunku do „Popstory” zaszła również istotna zmiana lingwistyczna. O ile wcześniej piosenki polskojęzyczne stanowiły mniejszość w liczbie jeden, to na nowej płycie sytuacja przedstawia się zgoła odwrotnie: rodzynkami stały się numery śpiewane po angielsku. Decyzja zasługująca na pochwałę, tym bardziej, że Jarek Marciszewski średnio radził sobie z imitowaniem akcentu poddanych królowej brytyjskiej.

Popsysze to muzyka w przeważającej części nieskomplikowana, ale i przyjemna w swojej prostocie, za którą przemawiają bardzo dobre melodie oraz konsekwencja w podążaniu śladem tego, co niekoniecznie jest dzisiaj modne. Spróbujcie „Rity” albo „Sukienki”, a zapewniam, że szybko się z nimi nie rozstaniecie.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...