music is ... muzyka z najlepszej strony.

Rysy w Ptaptach

RYSY z Justyną Święs / fot. Michał Dąbek

RYSY z Justyną Święs / fot. Michał Dąbek

Podekscytowanie, obawa, ciekawość – to z pewnością te odczucia, które towarzyszyły mi idąc na poznański koncert zespołu Rysy. Nie na co dzień mamy okazję iść na występ projektu, o którym prawie nic nie wiadomo. Rysy to debiutancki duet składający się z Wojtka Urbańskiego i Łukasza Stachurko z Sonar Soul z gościnnym udziałem Justyny Święs. Ostatnie nazwisko z pewnością elektryzuje ludzi, którzy choć trochę zaznajomieni są z polskim rynkiem muzycznym. Chyba nie ma osoby, która nie słyszałaby o głośnym ubiegłorocznym debiucie The Dumplings czy chociażby utworze „Technicolor Yawn”. O Rysach przed koncertem ciężko było coś powiedzieć. Znamy jedynie krótki trailer i elektroniczny singiel „Ego”, który brzmi nieco, jak dzieło wyjęte spod rąk rodzimego zespołu Justyny.

Ptapty wydają się idealnym miejscem na koncerty mocno alternatywnych zespołów. Nieco surowy klimat, nowoczesność, lampki na podłodze, neonowe światło z rzutnika. Rzecz, która na wejściu zasługuje na ogromny plus, to atmosfera luzu. Justyna stojąca przy wejściu popijająca wino, krzątający się swobodnie inni polscy artyści. Ogromną niewiadomą była frekwencja. Ludzie jednak nie zawiedli i z minuty na minutę gości przybywało, aż Ptapty wypełniły się niemal w całości. Koncert zaczął się z 30 minutowym poślizgiem od psychodelicznej i eksperymentalnej improwizacji. Delikatna elektronika, oryginalne, nastrojowe dźwięki budowały coraz ciekawszy klimat. Wreszcie się zaczęło. Rysy rozpoczęły swój set od utworu „Intro”. W prawym narożniku rozgrzewała się Justyna, która po kilku chwilach weszła na scenę. Publiczność entuzjastycznie przyjęła tę ciekawą mieszankę elektroniki. Zespół przyspieszył przy kolejnej piosence „I Will Fly”, a ludzie energicznie podrygiwali do rytmu. Kolejnym utworem była, jak mówiła sama wokalistka The Dumplings, piosenka o ludziach lubiących być w centrum uwagi. I znów były brawa i ogólne zadowolenie. Momentem kulminacyjnym koncertu był singiel „Ego”, którym zespół całkowicie kupił publiczność swoją energią i niesamowicie chwytliwym brzmieniem. Gdy występ zaczął się rozkręcać, dowiedzieliśmy się, że był to przedostatni kawałek tego wieczoru. Justyna zeszła ze sceny, dając popisać się Wojtkowi i Łukaszowi całkowicie nowym numerem.

Podsumowując, Rysy wypadły zdecydowanie na plus. Czekam z niecierpliwością, jak i pewnie cała publiczność, która uczestniczyła w tym koncercie, na debiutancką EP-kę mającą pojawić się już w marcu. Jedynym rozczarowaniem może być długość koncertu, który trwał około 30 minut i był prawdopodobnie najkrótszym występem, na jakim kiedykolwiek byłem. Muzycy tłumaczyli to brakiem większej ilości materiału, co początkującym zespołom można śmiało wybaczyć. Rysy być może nie weszły jeszcze na wymarzone muzyczne Rysy, ale są na dobrej drodze.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...