music is ... muzyka z najlepszej strony.

Dance That!

Bloki Dance That! EP

data wydania: 2015-01-01
wydawnictwo: własne

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 9 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

W kwestii muzyki elektronicznej mamy do powiedzenia coraz więcej, i to dobrze. Dlatego cieszą rezultaty, które nawet dla samych autorów stają się czymś z początku nieoczekiwanym. Inna sprawa, że nawet jeśli „Dance That!” rzeczywiście formowało swój ostateczny kształt do ostatnich sekund procesu nagrywania, to nie można powiedzieć, aby w jakiś sposób promieniowało nowym, niepowtarzalnym. Jasne, budowanie porównań wokół debiutantów, choć dla wielu jest czymś nieznośnym, jest procesem nieuniknionym.

Wokal Pauliny Ślusarek staje się w tym przypadku przekleństwem, jak i elementem przyciągania. Bo chociaż same Bloki opisywane są jako elektroniczne alter-ego Piotra Kowalskiego, perkusisty Yazzbot Mazut, to najbardziej zauważalnym składnikiem prezentowanych tu nagrań zostaje głos. Pierwsze spostrzeżenia są jednak trafne – Ślusarek brzmi jak Roisin Murphy. Świeżość, która przyciąga i ekscytuje w początkowej strofie „Hausy”, ponownie uwodzi w przedostatnim na liście „The Sound”. Jednak już lekka zmiana śpiewu w konfrontacji z tekstem Boba Marleya w „Misty Morning” powoduje zmieszanie, które ciągnie się w dalszym występie podczas pierwszej części „New Year’s Eve”.

O ile jednak ten pierwszy przykład wygrywa budując energię i mrok w sposób zupełnie odmienny od początkowych dźwięków wydawnictwa, idąc w ambientowy trans i odniesienia – zarówno wokalne jak i muzyczne – do Hellow Dog czy chociażby Rebeki, tak w drugim przypadku sprawa jest trudniejsza. Zaczynając od części wokalnej dziewięciominutowy kawałek zostaje rozproszony, by zaledwie trzy minuty później rozpocząć się na nowo i stawiając na jednostajne, acz hipnotyczne zabawy dźwiękiem i samplami, przechodząc gdzieś w fascynację panami z Darkside. Rozumiem chęć podkreślenia produkcji jako swojej, jednak bez wokalnej wstawki „New Year’s Eve” wypada po prostu lepiej.

Krzywdzącym byłoby jednak powiedzieć, że to wokalny wkład Ślusarek przesłania wszystko, co w muzycznej sferze na „Dance That!” zawarte. Światowych (i tak brzmiących) inspiracji można tu znaleźć bowiem więcej – „The Sound” czerpie z tego, czym na ostatnim krążku karmił się Kele, czyli Burialem, a leniwa dawka klimatycznej, migotliwej elektroniki „Wschodu” pewnie mogłaby zasilić konto niejednego Caribou-wanna-be. Z kolei stylistyczne nawiązania choćby do brzmień Massive Attack z ich debiutu wypełniają muzycznie i wokalnie odcinający się od swoich kolegów „The Word”, gdzie dyskotekowy szał wcześniejszych produkcji przechodzi w zwiewność melodyki i aurę lat 90.

Nazw oraz skojarzeń można wymieniać tu wiele, co nie znaczy, że „Dance That!” jako całość nie jest w stanie się obronić – porwać napędzającym pulsem i świeżością połączenia magicznych soulowych wokali z solidnym, sprawnym odwzorowaniem ciekawych trendów, a także stylistycznych chwytów oraz podstaw. Ślusarek i Kowalski odrobili lekcję z muzyki, ale być może wcale nie musieli tego robić, bo doskonale łączą w sobie, prócz wiedzy i czujności, także dar do pisania zgrabnych kompozycji. Te sześć utworów to potwierdza i aż szkoda, że trzeba czekać na więcej.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...