music is ... muzyka z najlepszej strony.

Mister D. i Król w stołecznym Basenie

Król / fot. Adam Bombrych

Król / fot. Adam Bombrych

Koncerty zagranicznych gwiazd zawsze przyciągają większą uwagę. Musicie przyznać, że takich ciekawych koncertów w stołecznym Basenie jest bardzo dużo. Wspólny występ Mister D. i Króla był jednak dla mnie jedną z najciekawszych muzycznych imprez tego miesiąca w Warszawie. Dwóch artystów, którzy śmiało operują naszym rodzimym językiem, obydwoje w trochę inny sposób. Masłowska używa go, aby w dość kontrowersyjny sposób szydzić z absurdów polskiego podwórka, Król na swoim „Nielocie” stworzył bardzo poruszające i intymne teksty.

Aż wstyd przyznać, iż przez ponad rok od wydania mojej ulubionej płyty 2014 nie udało mi się zobaczyć Króla na żywo. Zawsze na drodze stawały jakieś nieoczekiwane przeszkody. Na szczęście w końcu się udało. Zjawiskowa neurotyczność Błażeja Króla, objawiająca się chociażby w nerwowej mimice, sukcesywnie przyciągała całkowitą atencję publiki na kolejne minuty. Pod względem muzycznym był to koncert niemalże idealny i miło było widzieć, iż samemu artyście granie przynosi ogromną przyjemność. Król wielokrotnie powtarzał, że jest pod wrażeniem fantastycznej, miłej atmosfery, która panowała tego wieczoru w klubie Basen. Zapowiadanych nowych utworów nie było zbyt wiele (sam pamiętam chyba tylko jeden). Zahipnotyzowana namacalną ekspresją i emocjonalnym zaangażowaniem Króla publiczność stworzyła razem z artystą świetną i opartą na wzajemnym uznaniu elektryzującą więź, co dodatkowo pozwoliło na lepsze poczucie i zrozumienie sensu jego twórczości.

Po podopiecznym prężnie działającej wytwórni Thin Man Records na scenie pojawiła się Dorota Masłowska z zespołem. Z nią również nigdy nie było mi po drodze i o ile w przypadku Króla było to ode mnie niezależne, o tyle w jej przypadku był to częściowo świadomy wybór. „Społeczeństwo jest niemiłe” początkowo przyjąłem z niemałym wyparciem. Sposób artykulacji jej spostrzeżeń nie bardzo do mnie przemawiał, jednak po pewnym czasie zdecydowałem się na konfrontację. Na żywo Mister D. zdecydowanie zyskuje i nie razi już nawet tak mocno (nawet jak na sam charakter tej twórczości) tandetność kompozycji. O sile decydują zapewne w dużej mierze świetni i doświadczeni w występach scenicznych muzycy biorący udział w projekcie. Mógłbym przyczepić się jednak do tego, iż w większości utworów cichy wokal zanikał za hałasem dźwięków. Szczególnie boleśnie słyszalne było to w brawurowym wykonaniu na bis „Scyzoryka” Liroya. Naprawdę trudno było zrozumieć, co tak naprawdę śpiewał zespół.

Zestawienie dwóch charyzmatycznych osobistości ubiegłego roku było bez wątpienia trafionym pomysłem. Pokładane w koncercie oczekiwania zostały zaspokojone przez intymne, wyraziście emocjonalne kompozycje Błażeja Króla oraz przebojowe i ironiczne show Doroty Masłowskiej. Dziwić może chyba tylko dlaczego publiczność nie dała się porwać Mister D. Jednak brak dystansu widoczny chociażby przy utworze „Prezydent” (tym razem zmieniony na Ogórek i nie bez przyczyny napisałem z wielkiej litery) sugerować może, że o wiele bardziej liczy się sama treść, a nie forma.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...