music is ... muzyka z najlepszej strony.

The Maze

PORNOGRAPHYxxx The Maze

data wydania: 2014-12-17
wytwórnia: własne

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 2 głosy
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

W swoim kolejnym muzycznym wcieleniu Jakub Konera nie ma łatwo. Dotychczasowe prace pod szyldem Pornographyxxx nie zaistniały wyraźnie w świadomości odbiorców, co może być dość bolesne – bo w całym swoim zapatrzeniu na co lepsze wzorce muzyki elektronicznej, zarówno „Embers”, jak i debiutancki album nie brzmiały wcale gorzej. Pewna siła poprzednich wydawnictw to wpasowywanie się w dobre muzyczne wzorce, czerpanie zarówno z witch-housowej estetyki, dubstepu czy ambientowej apatii przy jednoczesnym utrzymywaniu kontroli nad tym, co tworzy. Żadnych szaleńczych muzycznych szarż, ale za to dużo samoświadomości.

Powolne budowanie swojej marki u Konery weszło na kolejny poziom, o czym świadczy już sam wokalny podbój, którego się na „The Maze” dopuszcza. I chociaż sam krok naprzód był niemal oczywisty, tak efekt końcowy nie daje tego, czego można by się spodziewać. Podczas gdy wielu z producentów sięga po wokale gościnne, najczęściej kobiece, on postanowił zająć się tym wszystkim sam. Przy zamiarze nagrania dość osobistego koncept-albumu dotyczącego życiowego błądzenia i poczucia straty pomysł wydawał się trafny, jednak myśl o swojego rodzaju opus magnum Pornographyxxx rozmywa się z każdym kolejnym utworem na albumie.

Tak jak w przypadku poprzednich dwóch wydawnictw, Konera nie przeskakuje siebie, a wszystko zmienia dość powoli. Migotliwe dźwięki zanikają, nie ma też parkietowych duszności, bardziej pościelowe odpowiedniki zastępuje jeszcze większa dawka melancholii i nastrojowości. Jednak nawet spomiędzy sporej dawki synthu spod znaku Com Truise (czy powoływaniu się chociażby na Depeche Mode) zawartość „The Maze” traktuje też najbardziej popowymi wystąpieniami Pornographyxxx. Cieszy brzmienie „Blasco” przypominające stylistykę Fair Weather Friends, do baczniejszego słuchania nastawia melodyka z pozoru wesołego „Tantalus” (basowe uderzenia wtórujące radosnym cymbałkom). Jednak nawet te bardziej nośne momenty albumu nie równają się z jego klamrą – zlepionymi z podszytych dźwiękami klawiszy opowieściami, jakimi są nieoczywiste „Promised Land” i stonowane „Poltergeist”.

Ciekawych fragmentów jest oczywiście więcej, jednak same polepione sample i efemeryczne instrumentarium (gitarowy motyw utworu tytułowego) zdają się tu nie współgrać na tyle dobrze, aby oddziaływać jako ekscytująca całość. Największą przeszkodą jest tutaj to, co jest dla Pornographyxxx nowością – wokal. A ten w wielu momentach staje się po prostu męczący. Zresztą sam Kuba Konera nie wie jak, lub tak naprawdę nie potrafi jeszcze przekazać swoich emocji, miotając się i próbując wyeksponować targające nim uczucia, których mamy stać się adresatami i właścicielami. Ta sztuka udaje się raczej tylko w kilku momentach, jak w „Pretty Girls Are Never Lonely”, dużej części „Tantalus” czy wspomnianym już „Blasco”, gdzie mamy do czynienia ze słyszalnym, mocnym i pewnym siebie głosem. Gorzej, gdy spróbujemy polubić się z nosowym, mdłym i rozlewającym się śpiewem à la nietrzeźwy Jonathan Pierce („The Maze”).

Nie można więc powiedzieć, że na swoim trzecim krążku Pornographyxxx drastycznie obniżył swoje loty i nie będzie się w stanie podnieść. Co więcej – należy docenić uporczywe dążenie do odpowiedniego dźwięku oraz brak strachu przed próbowaniem nowego. I nawet jeśli „The Maze” w wielu momentach zawodzi, a myśl o samych utworach ulatnia się wraz z ich zakończeniem, to wciąż mam wrażenie, że przy paru poprawkach i spojrzeniu na ten album z zupełnie innej perspektywy, kolejne utwory Konera mogą być tymi najlepszymi.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...