music is ... muzyka z najlepszej strony.

My Dreams Dictate My Reality

SoKo My Dreams Dictate My Reality

data wydania: 2015-03-02
wytwórnia: Because Music

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 3 głosy
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Jeśli na dźwięk słowa Soko wciąż przychodzi komuś na myśl romantyczna brunetka z długimi włosami to pora zmienić to wyobrażenie, bo nowa Soko to blondynka z lekko punkowym, buntowniczym wizerunkiem. Jednak jakkolwiek fajnie Francuzka teraz nie wygląda, najważniejsze jest to co dzieje się na jej nowym albumie.

Podobnie jak zniknęły długie włosy wokalistki, zniknęły również łagodne, zabarwione folkiem ballady o dziewczynie, która wciąż płacze po swojej pierwszej miłości. Nowe przyszło z Kalifornii, bo tam właśnie „My Dreams Become My Reality” zostało nagrane i nie da się ukryć, że choć te kawałki zawierają jakąś cząstkę tamtejszego słońca, to najwięcej jest melancholii spod znaku wielkich idoli artystki – The Cure. Decyzja o tym, żeby upodobnić się do tego właśnie zespołu była na tyle świadoma, że wokalistka nawet zdecydowała się współpracę z Rossem Robinsonem, który w swojej bogatej karierze producenckiej zaliczył również epizod z grupą Roberta Smitha. Podczas kiedy mnóstwo wykonawców zwraca się w stronę elektroniki z lat 80., Soko, aby wydobyć dźwięki z tamtych czasów sięgnęła po gitary i wyszło jej to bardzo autentycznie.

Efekt największego upodobnienia się do Cure osiągnęła w utworze tytułowym, gdzie brzmienie gitar jest tak potężne i przybiera te same ciemne tony co na kultowym „Disintegration”, a gdyby nie kobiecy wokal, można by śmiało powiedzieć, że to zagubiony utwór Smitha i spółki. Kolejnym etapem transformacji wokalistki jest zmiana w sposobie śpiewania – nieśmiały głos małej dziewczynki zostaje zastąpiony przez buntowniczy, mocny wokal a ‚la Savages. Francuzka, mimo że powoli zbliża się do trzydziestki, na „My Dreams Become My Reality” udowadnia, że na nastoletnią rebelię nigdy nie jest za późno. W „Peter Pan Syndrome” śpiewa I refuse to grow, I refuse to conform i wcale nie brzmi to niepoważnie. Fatalistyczne teksty zbliżają ją do Sky Ferreiry, ale w przeciwieństwie do lubiącej wzbudzać kontrowersje Amerykanki, Soko tym albumem oddala się od popu.

Niektóre kawałki zawierają punkowy pazur, jak rewelacyjne „Who Wears The Pants” gdzie wokalistka wyśmiewa stereotypy dotyczące płci, ale na płycie wciąż można znaleźć pozostałości dawnej, wrażliwej romantyczki. Rozmarzone „Visions” jest rodzajem pomostu pomiędzy tym co stare, a nowym brzmieniem, łamiący się głos schowany za warstwą syntezatorów styka się tu z akordami żywcem wyjętymi z lat 80. Najciekawsze jest jednak to, że Soko praktycznie kradnie charakterystyczne brzmienie gitar znane tylko i wyłącznie z albumów The Cure, potrafi uzyskać ten sam poziom dramaturgii, a nawet ekspresją wokalną przybliża się do Smitha, ale dokłada do tego swoją osobowość i łączy wszystko w tak wyjątkową całość, że zamiast oskarżać ją o plagiat można z wypiekami na twarzy chłonąć każdy dźwięk. A omawiając „My Dreams Dictate My Reality” nie sposób nie wspomnieć o Arielu Pinku, który pojawia się w dwóch kawałkach dodając im zarówno odrobinę psychodelicznego uroku, jak i więcej radośniejszych brzmień.

Może to aktorskie zdolności, może perfekcyjny słuch pozwalający wychwycić każdy detal powodują, że Soko tak idealnie oddała tu ducha epoki, a na każdym kroku słychać, że włożyła w ten album całe serce. Podobno spędzając czas w kalifornijskim studio Rossa Robinsona marzyła, że jest córką Roberta Smitha. Śmiem podejrzewać, że wiecznie przygnębiony posiadacz najbardziej natapirowanej fryzury w show biznesie byłby z takiej córki dumny.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...