music is ... muzyka z najlepszej strony.

Adi Ulmansky: „Świetnie się bawię, robiąc wszystko sama”

Adi Ulmansky / fot. Radek Zawadzki

Adi Ulmansky / fot. Radek Zawadzki

Read the English version of the interview >>>

Adi Ulmansky to pochodząca z Izraela wszechstronna artystka. Śpiewa, rapuje, tworzy muzykę i sama ją produkuje. Jej twórczość ciągle ewoluuje, a kariera dopiero nabiera tempa. W ostatni weekend lutego Adi otworzyła warszawską edycję Electronic Beats. Przed koncertem porozmawiałyśmy m.in. o tym jak to jest być dziewczyną w branży muzycznej i czy twórcza niezależność ma więcej wad czy zalet.

Witaj w Polsce! Świetnie, że do nas przyjechałaś. Wiem, że jesteś w trakcie bardzo intensywnej trasy. Czujesz się bardziej podekscytowana, czy zdenerwowana nadchodzącymi koncertami, zwłaszcza tym dzisiejszym?

Adi Ulmansky: Muszę powiedzieć, że to prawdziwa mieszanka emocji. Trochę się rozchorowałam, a 21 koncertów pod rząd to moja pierwsza tak duża trasa. Dlatego z jednej strony jest wspaniale, ale jednocześnie boję się, że fizycznie nie dam rady. Mam jednak nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Jestem podekscytowana szczególnie tym, że po raz pierwszy gram w Polsce. Mam polskie korzenie, gdyż moja babcia się tu urodziła.

Byłam właśnie ciekawa, czy coś Cię z Polską łączy. Jesteśmy w końcu w jednym z nielicznych państw, gdzie ludzie bez problemu mogą wymówić Twoje nazwisko.

Adi Ulmansky: Dokładnie [śmiech]. W końcu nie muszę wielokrotnie go powtarzać.

Nie mogę się doczekać jak twoja muzyka zabrzmi na scenie, szczególnie gdyż EP-ka „Hurricane Girl” jest znakomita. Wydaje się być ona bardziej spójna i poważna w porównaniu do wcześniejszych kawałków. Możesz opowiedzieć nieco o okolicznościach jej powstania?

Adi Ulmansky: To może śmieszne, ale każda nowa EP-ka to zupełnie inna historia. Człowiek się rozwija i bardzo dużo rzeczy się zmienia z upływem czasu. Zaczęłam od EP-ki „Shit Just Got Real”, która miała przedstawić mnie światu, powiedzieć kim jestem i o czym chcę mówić, stworzyć podstawy. Z kolei „Hurricane Girl” uderza w poważniejsze tony. Utwory takie jak „Was It You” czy „Falling” są bardziej szczere, a teksty przemyślane. Muszę Cię jednak przestrzec przed koncertem, muzyka nad którą pracuję obecnie jest całkiem inna, skierowana w stronę downtempo.

To świetnie! Spokojniejsze fragmenty EP-ki, gdzie nawiązujesz do R’n'B brzmią naprawdę dobrze. To ciekawa ścieżka rozwoju.

Adi Ulmansky: Pomyślałam, że powinnam iść w tym kierunku, głównie R’n'B, mniej rapowania więcej śpiewania. To było ciekawe doświadczenie, ale poczułam, że nie chcę być jak Iggy Azalea z całym negatywnym PR-em [śmiech]. Żartuję. Naprawdę lubię „Hurricane Girl” i jestem z niej zadowolona. Przy czym to niesamowite, że choć została ona nagrana około 1,5 roku temu, ja już się czuję jak zupełnie inna osoba. Dziwne tak patrzeć jak wszystko z czasem się zmienia. Za około dwa miesiące pojawi się nowa EP-ka i jest ona jak nie z tego świata.

Na obu poprzednich EP-kach można znaleźć elementy kojarzące się z muzyką etniczną. Pochodzisz z Izraela, czy uważasz, że inspirowanie się kulturą Twojego państwa jest tym co wyróżnia Twoją twórczość?

Adi Ulmansky: Sądzę, że taka był początkowa koncepcja. Myślałam wtedy, że skoro jestem z Izraela to mogę patrzyć na to jako rzecz złą lub jako pewien rodzaj przewagi – użyć fragmentów związanych z kulturą w której żyję. To ciekawe, ale nowe muzyka zawiera już bardzo niewiele tych elementów. Nie dlatego, że ich nie lubię. Tak naprawdę fascynuje mnie na przykład muzyka arabska. Wydaje mi się, że użycie pewnych środków zależy od tego co przeszłam. Ostatni rok był dla mnie dość ciężki, więc muzyka podążyła w stronę downtempo, teksty są smutne. Chciałam mniej myśleć o formie tego co chcę przekazać, a raczej być jak najbardziej szczerą i prawdziwą. Stąd mniej etnicznych wpływów.

Izraelska scena muzyczna nie jest dobrze znana w Polsce. Czy możesz nam polecić jakichś artystów, których koniecznie musimy posłuchać?

Adi Ulmansky: Tak, oczywiście. Scena muzyczna Tel-Avivu jest naprawdę świetna i powiększyła się w ciągu ostatnich dwóch lat. Dużo zawdzięczamy wpływom z Europy i myślę, że istnieje grupa naprawdę dobrych artystów. Istnieje taki zespół jak Buttering Trio, są świetni. Kolejny to L.B.T., mój dźwiękowiec jest jednym z członków tej grupy. Na pewno słyszałaś o Asafie Avidanie, on też jest niesamowity. Ktoś jeszcze? Zawsze mam pustkę w głowie, gdy mam wymyślić więcej nazwisk [śmiech].

Jesteś samodzielną artystką w pełnym tego słowa znaczeniu. Rapujesz, śpiewasz i sama produkujesz swoje utwory. Kiedy myślisz o rozwoju swojej kariery, chciałabyś kontynuować ten system pracy czy rozważasz zaangażowanie osób trzecich?

Adi Ulmansky: Dobre pytanie, bo dużo o tym myślałam przez ostatnie miesiące. Świetnie się bawię, robiąc wszystko sama. To co tworzę, stanowi pełny pakiet, za którym stoję tylko i wyłącznie ja. Z drugiej strony jest wiele rzeczy którymi trzeba się zająć, a to sprawia, że proces twórczy się wydłuża. Niedawno zaczęłam pracować z kilkoma ludźmi, tak na próbę. Chciałam dać im szansę i zobaczyć co z tego wyjdzie, czy mi się spodoba czy nie. Wyszło naprawdę świetnie, wnieśli wiele świeżych pomysłów. Myślę, że jeśli znajdzie się właściwych ludzi i złapie się z nimi dobry kontakt, to wszystko funkcjonuje gładko, a efekty mogą być niesamowite. Wspólne działania mają naprawdę wiele zalet. Dlatego najprawdopodobniej będę starała się odpowiednio wyważyć indywidualną pracę z możliwościami jakie daje współpraca z innymi osobami.

Jak to jest być dziewczyną w branży muzycznej? Czy ciągle znajdują się ludzie, którzy są zaskoczeni, iż kobieta może działać w tej dziedzinie całkiem niezależnie?

Adi Ulmansky: Zmieniło się to ostatnimi czasy. Kiedyś ludzie byli naprawdę zaskoczeni. Teraz mamy sporo producentek i DJ-ek, choć ludzie wciąż nie są do tego przyzwyczajeni. Zawsze pytają: „Okej, ale kto produkuje Twoją muzykę?”. Z jednej strony ufam, że zmiana myślenia w końcu nastąpi. Jest nas więcej w branży, więc będziemy odgrywać coraz ważniejszą rolę. Z drugiej jednak strony mogę traktować pytania o mój udział w tworzeniu utworów jako komplement. Nawet jeżeli to trochę szowinistyczne. Nie przejmuję się tym, po prostu robię swoje.

Jeżeli nie muzyka, czy jest coś co cię pasjonuje na tyle, że mogłabyś wykonywać to zawodowo?

Adi Ulmansky: Hmm, gdybym nie tworzyła muzyki, byłabym fotografem lub operatorem filmowym, bo niezwykle fascynują mnie sztuki wizualne. A może grafikiem? Mam z reguły jasną wizję, wiem jak chcę by rzeczy wyglądały, stąd myślę, że to byłby dobry kierunek.

Myślałaś o tym, by swoje zainteresowania sztukami wizualnymi przełożyć na scenę? Jak chciałabyś, by wyglądały Twoje koncerty za kilka lata?

Adi Ulmansky: Zawsze staram się znaleźć sposób, by pójść o krok dalej. Ostatnio zaczęłam współpracę z projektantem światła i to on zajmuje się teraz całym wizerunkiem. Rozmawialiśmy jak widziałabym scenę i stwierdziłam, że chcę, by były na niej podświetlone drzewa. Myślałam o kombinacji elementów naturalnych z moim elektronicznym brzmieniem, ale chyba trochę przesadziłam [śmiech]. Posiadanie wokół siebie niezwykłych ludzi, którzy mogą naprawdę sprawić, że twoje marzenia staną się rzeczywistością, to świetna sprawa. W przyszłości chciałabym także stworzyć wizualizacje na potrzeby koncertów. Pojawiałyby się one w tle, a ja mogłabym je na żywo kontrolować.

Jak wspomniałaś, nadchodzi EP-ka, jesteś zajęta trasą koncertową… Masz w zanadrzu jeszcze jakieś plany na rok 2015?

Adi Ulmansky: Najważniejszy punkt to EP-ka. Zaczęliśmy także pracować nad kilkoma teledyskami i jestem niezwykle podekscytowana, bo mam wiele ciekawych pomysłów z nimi związanych. Mam zamiar wypuszczać piosenkę za piosenką, teledysk za teledyskiem. Nadchodzi przyjemny czas moment po długim okresie wytężonej pracy.

Mam nadzieję, że będziesz się dziś dobrze bawić i powodzenia na koncercie!

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...