music is ... muzyka z najlepszej strony.

Poznaj polskie wytwórnie niezależne: #3 Nasiono Records

Muzyczny Radar / mat. prasowe

Ilość młodych kapel powstających w Trójmieście może przyprawić o zawrót głowy. Mówi się, że co druga osoba spotkana na ulicy jest muzykiem i gra przynajmniej w kilku zespołach. Tym, którzy zdążyli już zaznajomić się z tą sceną, stwierdzenie to nie jest obce. Dla tych, którym jeszcze się to nie udało, w kolejnym odcinku naszego cyklu poświęconemu polskim wytwórniom niezależnym prześwietlamy psychodeliczną wizytówkę Trójmiasta.

#3 Nasiono Records

O sobie mówią bardzo konkretnie i abstrakcyjnie zarazem – artystyczny kolektyw skupiający muzyków, mistyków, literatów, wariatów i Kolumbów najróżniejszych roczników. Po takiej zapowiedzi należy spodziewać się… wszystkiego. Choć za lebelem stoją ludzie różniący się w swoich muzycznych upodobaniach, łączy ich jedno: idea wydawania i promowania muzycznych projektów z Trójmiasta i okolic. Historia rozpoczyna się w 2000 roku od wydawnictwa Karola Schwarz – prowadzącego wytwórnię.

- Nagrałem wtedy swoją EP-kę. Mój kolega Piotr Jachowicz (Jachi) wymyślił sobie takie pseudo logo Nasiono Records i pod tym szyldem wydał ten materiał. Później pojawiły się pod nim jeszcze dwie lub trzy płyty Karol Schwarz All Stars i działalność Nasiona zawiesiła się na pewien czas. Kiedy założyliśmy zespół Prawatt postanowiliśmy stworzyć wytwórnie Salut Records – to była inicjatywa panów z zespołu Wieloryb (Robert Suszko, Paweł Kmiecik). Planowaliśmy wtedy wydawać głównie elektroniczne projekty, jak np. Datadisk. Jednak później to się rozpadło. Byliśmy na tyle rozkręceni, że nie widziało nam się porzucanie wszystkiego, co do tej pory robiliśmy, dlatego odgrzebaliśmy Nasiono – tłumaczy Karol Schwarz.

Wydawnictwo ponownie ruszyło w 2008 roku i przybrało formę stowarzyszenia skupiającego się na szeroko pojętej promocji muzyki. Ich działalność od początku nie ograniczała się jedynie do nagrywania i wydawania materiału swoich podopiecznych. Jeśli ktoś już trafia pod skrzydła Nasiona, to otrzymuje kompleksową opiekę – od projektów graficznych okładek czy plakatów, przez realizację videoklipów, aż po organizację tras koncertowych.

- Wcześniej Nasiono dbało tylko o swoje projekty, teraz staramy się nie ograniczać i jak najbardziej pomagać młodym zespołom wystartować. W pierwszym etapie działalności wydawnictwa przeważała raczej muzyka elektroniczna, eksperymentalna czy noise’owa, ale mająca swój wspólny mianownik. Teraz to, co nas łączy, to muzyka z Trójmiasta – wszystko, co jest dobre, na wysokim poziomie i dobrze rokuje na przyszłość – wyjaśnia współprowadząca wytwórnię Ania Szynwelska.

Klucz doboru artystów jest więc prosty. Obecnie pod szyldem Nasiona swoje płyty wydaje kilkanaście projektów. Rozstrzał gatunkowy jest dość spory. Zaczynając od eksperymentalnej elektroniki z domieszką space rocka projektu Karol Schwarz All Stars przez post punkowe The Shipyard, aż po abstrakcyjne Kiev Office. Swoje miejsce znajdą tu też takie twory, jak Szelest Spadających Papierków czy psychofolkowe Mordy. Jak sami przyznają „znają i akceptują każdą niszę na muzycznej scenie. Wiedzą gdzie znajduje się zejście do undergroundu. I – co najważniejsze – jak trafić na backstage.” Na swoim koncie mają już ponad 70 najróżniejszych wydawnictw: długogrające albumy, kilkuutworowe EP-ki, pojedyncze single czy specjalne kompilacje, jak „Sampler” podsumowujące gatunkowy chaos.

Nasiono może pochwalić się też kilkoma ważnymi projektami. W 2010 artyści skupieni wokół wydawnictwa przygotowali i wykonali specjalny program poetycko-muzyczny podczas uroczystej gali pierwszej edycji Gdańskiej Nagrody Literackiej Europejski Poeta Wolności. Samo wydarzenie zostało zarejestrowane, a jego zapis ukazał się
w postaci DVD, jak i ścieżki dźwiękowej. Rok później zrodziło się dziecko Nasiona, czyli SpaceFest.

- Ideą SpaceFestu jest promowanie spece rocka i wszelkich odmian muzyki psychodelicznej. Przy okazji festiwalu organizujemy też warsztaty, na których możemy poznać trójmiejskich muzyków z zagranicznymi artystami i wymienić się doświadczeniami. (K.S.)

Warsztaty co roku prowadzone są pod przewodnictwem zaproszonych do udziału w projekcie muzyków. Podczas kilkudniowych spotkań powstaje efemeryczny zespół Pure Phase Ensemble, który przygotowuje swój repertuar na jednorazowy koncert. Do tej pory na czterech edycjach imprezy warsztaty poprowadzili: Ray Dickaty – saksofonista Spiritualized i Jaime Harding – wokalista brit-popowego zespołu Marion, Laetitia Sadier, znana z zespołu Stereolab czy Mark Gardener z legendarnego zespołu Ride. Na pytanie jak udaje się namówić takich artystów Ania Szynwelska odpowiada krótko:

- Kwestia szczęścia i trafienia do odpowiednich osób. Wszystko jest reakcją łańcuszkową – kogoś poznajemy, z kimś się dogadujemy i się udaje. Marka Gardenera udało się zaprosić już 2 lata temu, ale wtedy jedynie do występu ze swoim projektem. Pierwotnie proponowaliśmy mu też udział w warsztatach, ale wtedy nie był do końca przekonany, że to zadziała. Później jednak, gdy zobaczył jaką to ma formułę i jakie są efekty, to zdobył do nas zaufanie i się zgodził. Stopniowo udawało nam się docierać do artystów, których polecali nam inni, znajomi muzycy. Teraz z każdą edycją jest łatwiej, także jeżeli chodzi o docieranie do młodych zespołów zgłaszających się do konkursu. Jest ich coraz więcej. (A.S.)

Intuicyjne działanie, swoboda, dobra organizacja i otwartość na pomysły – wszystko to sprawia, że Nasiono całkiem nieźle radzi sobie na rynku wydawniczym i to na kilku obszarach. Najtrudniejsza dla prowadzących znów pozostaje promocja. Kontakt z mediami i usilne przekonywanie, że warto na tych artystów zwrócić uwagę, to najbardziej niewdzięczna robota, z jaką przychodzi im się zmierzyć. Niestety często wypracowana baza danych, lista kontaktów
i zaprzyjaźnionych dziennikarzy nie wystarcza. Dlatego Nasiono, podobnie jak Music is the Weapon, korzysta
z innych możliwości promocji swoich artystów i pokazuje się na różnego rodzaju targach czy festiwalach wystawiając swoje płyty. Opinie prowadzących wytwórnie w tej kwestii często się pokrywają i budują niezbyt optymistyczny obraz polskiego „rynku” muzycznego.

- Pierwsza rzecz, która przyszła mi na myśl, to biedota (śmiech). To jedna wielka walka, dobijanie się do klubów, problemy z zorganizowaniem koncertów, nie mówiąc już o trasie koncertowej. Szukanie możliwości promocji, środków, zmaganie się z ograniczeniami i często ściśle ustalonymi regułami. (A.S.)

- Dlatego my nadrabiamy takimi imprezami jak Na siano Sunrise. Jest to alternatywa do wszystkich festiwali letnich, na których każdy spotyka się z mnóstwem ograniczeń: nie możesz wejść z piwem, iść z nim pod scenę, ciągle masz blokady. My zrobiliśmy odwrotnie. Możesz wejść z czym chcesz, iść gdzie chcesz i robić co chcesz. Nie ma ochrony, nikt Cię nie sprawdzi i nie powie czego Ci nie wolno. Pełna wolność i zaufanie do ludzi.

Nietypowe inicjatywy, niekonwencjonalne pomysły i pełne zaangażowanie dla samej idei – tak w wielkim skrócie można podsumować działalność Nasiono Records. Wydawnictwo jest kolejnym dowodem na to, że chcieć to móc. Mały krokami przez kilka lat udało się zbudować dobrze naoliwioną i sprawnie działającą maszynę, która dostarcza masę artystycznych „produktów” i stwarza wiele okazji do ich „konsumpcji”. W tej zabawie nie chodzi o status,
a efekt działań. A tych jest całkiem sporo.

- Uważam ze mamy swoje małe sukcesy, jak SpaceFest czy Na siano Sunrise. Jeden z naszych artystów podpisze wreszcie kontrakt z dużą wytwórnią. Celów i założeń nie było, jednak wszystko poszło w bardzo dobrym kierunku
i właśnie dlatego jesteśmy zadowoleni.
(K.S.)

Wszystkie poczynania można śledzić nasionowych stronach, profilach społecznościowych.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...