Pamiętacie jeszcze, kiedy Mikołaj Ziółkowski mówił, że rezygnuje z bookowania headlinerów? Jeśli wyparliście tę informację to słusznie, gdyż okazała się jedynie czczą groźbą. Najpierw, jeszcze w grudniu, headlinerem soboty został Kasabian. Później na szczycie plakatu dołączyli do nich panowie z Mumford & Sons, którzy górują w piątkowym składzie. Po tym ogłoszeniu w kontekście headlinerów na długo zapadła cisza. W międzyczasie otrzymywaliśmy kolejne nazwy, nieco mniejsze, które zapełniały powoli scenę główną, co sprowokowało pewne kalkulacje.

Na ich podstawie fani zaczęli przewidywać, że na gwiazdorski slot czwartku wskoczył po cichu Kendrick Lamar, natomiast festiwal otworzymy z dwiema gwiazdami ramię w ramię zajmującymi najwyższe miejsca na plakacie, czyli Modest Mouse i Alt-J. Wszystkie te domysły pogrzebał fakt odwołania przez Kendricka swojej wizyty w Polsce nad czym ogromnie ubolewamy. Niejako w cieniu tej informacji zostało zapowiedziane kolejne ogłoszenie.

Dziś, punktualnie w południe dowiedzieliśmy się, że kolejnym headlinerem Open’er Festival jest Drake. Amerykanin jest obecnie w szczytowym momencie swojej kariery. Wywindowało go to na szczyty plakatów wielu festiwali, w tym tegorocznej Coachelli. Do Polski przyjedzie z materiałem z najnowszej płyty „If You’re Reading This It’s Too Late”. Zagra w środę, 1 lipca, oczywiście na main stage.

Informacja z pewnością ucieszy tych, których zasmuciło odwołanie Kendricka Lamara. W końcu na miejsce gwiazdy hip-hopu otrzymujemy kolejną gwiazdę hip-hopu. Podkreśla to wyjątkowo „czarny” charakter tegorocznej edycji Open’era. Ja jednak nie mogę się oprzeć, że to zaproszenie jest spowodowane mniejszym budżetem… Zabrakło pieniędzy na Kanye Westa?

Nie ma więcej wpisów