music is ... muzyka z najlepszej strony.

The Cinematic Orchestra w Gdańsku

The Cinematic Orchestra / mat prasowe

The Cinematic Orchestra / mat prasowe

Raz na jakiś czas zdarzają się koncerty, o których mówi się (piszę) bardzo trudno. Nie dlatego, że niewiele można o nich powiedzieć, a dlatego, że chce się powiedzieć za dużo. Ninja Tune w swoich szeregach skupia artystów wyjątkowych i to nie podlega dyskusji. Gdańskie B90 gościło już jednego z najbardziej pożądanych przedstawicieli tego labelu – Bonobo. Teraz do tej listy dołącza The Cinematic Orchestra.

Grupa dowodzona przez Jasona Swinscoe’a to bez wątpienia zespół kompletny. Każdy element jest szalenie istotny i wnosi do koncertowego repertuaru coś wyjątkowego. Gdański występ to mocny dowód na to, że ich muzyka nie jest kwestią przypadku. Długi, prawie dwu i półgodzinny set zawierający aż pięć nowych utworów, to uczta dla fanów kolektywu. Pierwszą nowość zaprezentowali już na początku, co wydaje się być odważnym posunięciem. Senne, instrumentalne intro zamknięte pod postacią „Lessons” okazało się być dobrym wstępem przed jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów, przestrzennym „Burn Out”, zdominowanym brzmieniem saksofonu Toma Chant’a. Połączenie muzyki filmowej i jazzu z nowymi brzmieniami, to wciąż ich największa umiejętność. Nowe utwory przeplatane ze znanymi kompozycjami z „Every Day” czy „Ma Fleur” tworzyły spójną całość, w której nie zabrakło improwizacji. Dało się to usłyszeć szczególnie kolejnej nowej kompozycji „J Bird” – długiej, rozbudowanej, ze sporą dawką elektronicznych sampli.

Tego wieczoru The Cinematic Orchestra dostarczyła nam porcję wysmakowanych dźwięków, które nie tylko dobrze brzmiały, ale także pokazywały umiejętności muzyków. Najbardziej poruszające, delikatne i melancholijne momenty zaserwował gitarzysta Grey Reverend, który oczarował publiczność nie tylko precyzyjną grą na akustyku, ale także swoim wokalem. W niektórych utworach, jak „Music Box” wspierała go Heidi Vogel, która zastąpiła Fontellę Bass. Czarnoskóra wokalistka soulowa doskonale poradziła sobie zarówno w improwizowanych partiach („Child Song”), jak i tych tekstowych („Breathe” czy „Familiar Ground”). Z kolei popis sekcji rytmicznej można było usłyszeć choćby w „Flite”.

Najmocniejszym punktem tego koncertu bez wątpienia była znakomita, niezwykle energiczna kompozycja „Man with the Movie Camera”, która rozbudziła publiczność, która nie pozwoliła muzykom zbyt szybko zejść ze sceny. Na bis dostaliśmy fantastyczna trójkę: wyczekiwane „To Built a Home”, osadzone w jazzowej stylistyce „Ode to the Big Sea” i nostalgiczne „All that You Give”, które postawiło kropkę nad i.

Grupa koncertowo wciąż spisuje się świetnie przede wszystkich w utworach z trzech swoich długogrających płyt. Nowe kompozycje, które zaprezentowali tego wieczoru po części wyznaczają nowy kierunek w ich twórczości. Mniej w tym elementów jazzowych, a więcej elektronicznych i soulowych. Koncert choć doskonały pod względem technicznym muzyków, miał swoje słabe strony. Set zawierający zbyt dużo spokojnych, melancholijnych kompozycji, które niepotrzebnie wydłużyły występ, w całości sprawiał wrażenie zbyt nużącego. Do tego niestety fragmenty, które powinny wybrzmieć w industrialnej przestrzeni B90 były zbyt ciche. Trudno stwierdzić, co w tym przypadku zawiniło, niemniej jednak wizyta The Cinematic Orchestra w Gdańsku i to jeszcze przed premierą nadchodzącej płyty rozbudziła apetyty. Pozostaje tylko liczyć, że jesienią po ukazaniu się krążka grupa ponownie odwiedzi Polskę na swojej trasie koncertowej.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...