music is ... muzyka z najlepszej strony.

Catz’n Dogz: „Nowe wyzwania to nasze uzależnienie”

Catz'n Dogz / mat. prasowe

Catz'n Dogz / mat. prasowe

Catz’n'Dogz to utytułowany duet: Grzegorz Demiańczuk i Wojtek Tarańczuk – działają wspólnie na polu muzyki house/techno od 2003 roku (początkowo jako 3 Channels). Autorzy albumu Escape From Zoo, kultowego już singla They Frontin’ i wysoko ocenianej kompilacji z 2012 z serii Body Language, szefowie Pets Recordings. W maju ukazuje się ich najnowsza płyta Basic Colour Theory.

W wywiadzie – udzielonym mi podczas Red Bull Music Weekender – Catz’n Dogz opowiadają mi o sentymencie do płyt winylowych, przywiązaniu do warstwy edytorskiej i inspiracji sztuką w muzyce, undergroundowych rave’ach w Szczecinie w latach ’90, kolegowaniu się z supergwiazdami sceny DJ-skiej i najgorętszych obecnie miastach na klubowej mapie kultury house…

Na początek pytanie – jako że rozmawiamy podczas Record Store Day – czy płyty winylowe są wciąż dla was na tyle ważne, że zdarza wam się grać sety tylko z winyli? Czy pomnikiem dla kultury analogowej ma być wasz sub-label STEP?

Catz’n Dogz: Płyty winylowe są dla nas ważne i mamy do nich sentyment. I zdarza nam się zagrać cały set wyłącznie z winyli, zwłaszcza w Belinie, gdy nie musimy daleko targać ciężkiej torby z płytami, która nas wiele razy pokonała. Było z tym związane wiele przygód. Np. zdarzało się gonić uciekający pociąg z setką winyli na plecach lub zrobienie trasy po USA, gdzie jak się okazało, można było grać tylko z CD. Sami kupujemy np. rzeczy, które są dostępne wyłącznie na winylach. Przerabiamy je wtedy na format cyfrowy, nasze sety są wtedy bardziej zróżnicowane. Wytwórnia Step powstała natomiast , bo dostawaliśmy sporo ciekawych materiałów do wydania, które nie do końca pasowały do koncepcji Pets Recordings. Brzmienie Step określiłbym jako bardziej analogowe i surowe.

My mamy coś takiego, ze gdy jeden pomysł wypali, gonimy za drugim. Gdy Pets odniosło sukces, stworzyliśmy Step. I już wielu artystów wysyła nam swoje demo właśnie tam. I podobnie jest z projektem Wooded. Takie nowe wyzwania to nasze uzależnienie!

Jacek_Kolodziejski_Photpgraphy_Catz_n_Dogz_Basic_Colour_-2
Na nową edycję święta sklepów płytowych przygotowaliście specjalny, unikalny maksisingiel z własnym utworem Stay oraz produkcjami Klavesa, Kuby Sojki i Low Ratio. Czy inicjatywa wyszła od was czy organizatora Red Bull Music Academy?

Catz’n Dogz: To wyszło od nas i spytaliśmy po prostu Red Bulla, czy chcieliby w tym partcypować. Od dawna przymierzaliśmy się do jakiejś z nimi współpracy. Klaves i Kuba Sojka to muzycy, których zawsze ceniliśmy, ale którzy nie byli nigdy związani z naszymi labelami. Ten projekt był dobrą okazją, by z nimi współpracować. Wcześniej nie braliśmy aż tak czynnego udziału w Record Store Day, chyba tylko raz w Berlinie grając na takim in-store-show – w sklepie płytowym. Cieszy nas rozwój tego święta i to co się dzieje teraz w Warszawie: ilość wydawnictw, duża publiczność.

A ja wpadłem właśnie w uzależnienie od kupowania płyt na Discogs i stałem się jedną z osób podbijających ceny. Fanatycznie kupuję płyty płacąc np. po 60 EUR za jakiś house’owy kawałek, którego długo szukałem. Ale potem puszczasz to z satysfakcją w swoim secie wiedząc, że tę płytę ma tylko kilka osób.

Na świecie jest tak dużo muzyki, ze ciężko ja wyselekcjonować. Stąd my wymieniamy się muzyką i opiniami o niej ze znajomymi, np. Eats Everything. Łatwość selekcji przy użyciu winyli to zaleta tego nośnika, poza oczywiście warstwą wizualną.

Przywiązanie do solidnej warstwy edytorskiej, która akcentowana jest zwłaszcza na okładkach płyt jest w waszym przypadku coraz wyraźniejsze: od subtelnych, ale bardzo symbolicznych elementów na Varsovia Marimba EP SLG aż po kolekcjonerską płytę You Know WarSoul – czy sztuka też was inspiruje i ma znaczenie dla muzyki?

Catz’n Dogz: Jak miło, że to zauważyłeś! Staramy się jak możemy. A z grafikami mamy bardzo różnorodne doświadczenia. A zrobienie dobrej grafiki kosztuje, wydłuża proces twórczy. Teraz mamy spójną grafikę, przykładamy do tego wagę. Winyl, który ukaże się w 300 egz. zwraca swoje koszty i powoduje, ze mamy środki na wydanie kolejnego. Zarabiamy i inwestujemy w kolejne wydawnictwa. Współpracujemy z dobrymi grafikami: mamy Miriam z Berlina, mamy Agnieszkę Diesing i Daniela Zachodniego ze Szczecina.

3 lata temu zmieniliśmy całą szatę graficzną labelu, pojawił się merchendising, trochę zmienione logo. Porównałbym to z jedzeniem: im bardziej dorastasz, tym bardziej jesteś wybredny.

Zanim zaczęliście produkować, słuchaliście muzyki i graliście jako DJ-e. Czy Szczecin wyróżniał się jakoś specjalnie w latach ’90 i ’00 na tle innych ośrodków pod względem rozwoju kultury klubowej? Zawsze mieliście bliżej do Berlina niż Warszawy , a np. muzyka Electric Rudeboyz czy Esenuzet miała wtedy kompletnie inny ładunek emocjonalny niż produkcje z innych polskich miast. Co się za tym kryje?

Catz’n Dogz: Wszyscy byli zawsze strasznie dumni ze Szczecina: dużo się działo, wiele muzyki powstało, wiele nielegalnych imprez, dobre kluby. Plusem była bliskość Berlina: kolektyw Family Groove sprowadzał wielu znakomitych DJ-ów jak np. Bena Klocka, Dixona. To nas edukowało i inspirowało. Ja byłem jedną z tych osób. Czasem było kilka znakomitych undergroundowych imprez naraz, były duże rave’y robione przez Techno Dance Mission. Ja na początku wracałem z tych imprez o 23-ej, ale potem przekonałem mamę, że bezpieczniej będzie gdy będę wracał za dnia, np. o 5-ej rano.

Szczecin wyróżniał się zdecydowanie na mapie klubowej Polski, bo mieliśmy swoje brzmienie, wielu promotorów i klubów. Kiedyś ciężko było nam przebić się ze swoją muzyką, ale to się w końcu rozprzestrzeniło. I ta zasługa Szczecina i jego DJ-ów jest niewątpliwa.

Droga od pierwszych produkcji 3 Channels aż do remiksowania legend kultury house jak Basement Jaxx i lądowania w podsumowaniach Top 10 magazynów muzycznych wydaje się długa, ale w waszym przypadku wygląda jak zdobywanie kolejnych stopni, logicznych kroków. Podsumowujecie czasem z wdzięcznością dotychczasowy czas grając np. na WMC w Miami?

Catz’n Dogz: To wszystko jest bardzo organiczne, my tak naprawdę gramy 10 lat a managera mamy od niedawna. Bywały momenty, że nie mieliśmy już życia prywatnego. Teraz, zwłaszcza podczas spotkań z przyjaciółmi czy wypoczynku przychodzą do nas wspomnienia, cała masa historii, jakie przeżyliśmy, włączają się nagle w naszym mózgu, można by o nich napisać całą książkę. Nie da się ich policzyć. I wtedy to sobie uświadamiamy. Grając , skupiamy się raczej na samym graniu, na tzw. tu i teraz oraz na kolejnych klockach naszej układanki.

A nie pojawia się taka refleksja: gram teraz z legendą, Carlem Coxem, kiedyś go tylko słuchałem…?

Catz’n Dogz: Miałem taką refleksję, gdy byliśmy u niego w willi na Ibizie, gdy Carl siedział z nami w klapkach i oglądaliśmy razem Discovery. Tak po prostu… Artyści, którzy nas inspirowali, teraz są naszymi kolegami, gramy z nimi, to oczywiście bardzo cieszy. Czasem oni, np. Laurent Garnier mówią nam, że zainspirowali się czymś od nas, jakimś rozwiązaniem muzycznym. To jest motywujące i bardzo miłe, ale nie żyjemy tym. Gdy jeden cel jest osiągnięty, szukamy kolejnego! Cały fun, to dochodzenie do tego…

Kompilacje Friends Will Carry You Home były chyba takim waszym hołdem dla przyjaźni? Wciąż chcecie wspierać młodych artystów i wydawać płyty przyjaciół? Kiedy składanka z numerem IV?

Catz’n Dogz: W tej chwili skupialiśmy się na albumie, czyli na sobie (śmiech), to angażujący projekt na teraz. Chcemy oczywiście kontynuować tę serię, zwłaszcza, że to będzie 5-lecie wytwórni. Wciąż dostajemy jakieś namiary na nowych producentów, skanujemy polską ceną w poszukiwaniu nowych twarzy. Nasze ideały się tutaj nie zmieniły, wciąż chcemy promować naszych przyjaciół i ich dobrą muzykę.

To podobnie jak z cyklem House-Nation Poland, w którym piszę o produkcjach polskich producentów house, chcąc pokazać ich szerszemu spektrum klubowiczów…

Catz’n Dogz: Właśnie. My na przykład teraz ekscytujemy się artystą Das Komplex z Koszalina. Jego pierwszą płytę wydał Maciek Sienkiewicz, a nowa wyjdzie w naszym Step. Muzyka w stylu Washed Out, brudne, rozmyte brzmienia, jak muzyka house z kasety! Bardzo polecamy.

Anja Schneider powiedziała kiedyś, że w małych wytwórniach jest trochę jak w rodzinie. Podobnego zdania byli Kollektiv Turmstrasse, gdy opowiadali mi o koncepcie swojej wytwórni Musik Gewinnt Freunde. Zgadzacie się z tym patrząc na własny label Pets Recordings?

Catz’n Dogz: Tak, tylko kto jest tu mamą a kto tatą ? (śmiech) Oczywiście, że jest u nas rodzinnie. To najfajniejsza rzecz na świecie, granie imprezy z przyjaciółmi, znajomymi. Bawisz się z nimi, wiesz co lubią, jakie utwory zagrają.

Dlatego np. od tylu lat działamy z wytwórnią Dirtybird. Jak przyjeżdżamy do San Francisco i spotykamy się z tą ekipą, to wracam z zakwasami od śmiechu. Dlatego wydaliśmy 2 albumy na Mothership i kilka EP-ek, VonStroke robi nam remix na nowy album. Mamy silną więź emocjonalną z nimi. To wszystko jest po prostu dużą przyjemnością.

Jacek_Kolodziejski_Photpgraphy_Catz_n_Dogz_Basic_Colour_-1
Nadchodząca płyta Basic Colour Theory ma być odmienna od dotychczasowych produkcji. Już singiel From Your Heart pokazał zwolnienie tempa i inne struktury muzyczne. Pewnie nawet celowanie w inną publiczność – to celowy zabieg , odskocznia gatunkowa czy marketingowy psikus?

Catz’n Dogz: To się wiąże z tym, co mówiliśmy: o uczuciach, inspiracjach, pierwszych inspiracjach, feelingu. Pierwsze produkcje były proste tak jak są podstawowe kolory. Ale jak to wszystko przesiejesz przez pewien pryzmat, przefiltrujesz na więcej składowych – również przez doświadczenia zdobyte przez te wszystkie lata, to robi się coś skomplikowanego. Chcesz wrócić do starych wspomnień wykorzystując je na nowy sposób. Ten album to raczej stawianie nowych celów. Robimy to, co chcieliśmy, bo uczyliśmy się przez 10 lat by do tego punktu dotrzeć. Ten nowy album to coś szalenie świadomego. Może brzmi to trochę clichee, ale tak to widzimy. Nawet ta okładka LP to żart, ale nie do końca. Jesteśmy tam w szkole, stojąc w dość niewygodnej pozycji. To my z nowymi wyzwaniami, pokazujący fanom, że zawsze można zrobić coś świeżego. Zyskując tym samym i nowych fanów. Artysta nie może wydawać wciąż tego samego.

Na najnowszym singlu usłyszeć można występujących gościnnie: litewską wokalistkę Eglė Sirvydytė czy Peter, Bjorn & John. Kto jeszcze udziela się na tym albumie? Kusiło was zaproszenie do współpracy kogoś z zupełnie innego bieguna muzycznego np. wokalistek stricte popowych by pokazać waszą muzykę w innej konwencji?

Catz’n Dogz: Na płycie mamy już bardzo różnorodnych wokalistów: folkowego soulowego wokalistę Johna Mc Guire, Natalię Przybysz, kwartet smyczkowy Jana Stokłosy, Phat Kat z Detroit, jest tam również Green Velvet. Mamy też gotowy remix od Matthew Herberta!

Wspomniany singiel brzmi bardziej radiowo. Nawet znaleźć można na nim utwór Parallel Problems jako tzw. Extended Version – typową kiedyś dla maxisingli. Teraz rasowy utwór techno w wersji podstawowej trwa przynajmniej 6 minut. To ukłon w stronę radia i klubu?

Catz’n Dogz: Ogólnie większość DJ-ów słucha bardzo mało albumów i ktoś ostatnio powiedział, że to zaskakujące, ze na naszym albumie utwory mają po 3-4 minuty. Gdy robisz 20 EP-ek house’owych wpadasz w pewną rutynę i potem trudniej jest ci zrobić kawałek zawierający całą treść w dwóch minutach. Kiedyś sam uczyłem pewnego muzyka , grającego w zespołach , układania struktur w muzyce tanecznej, bo są zwyczajnie inne. Tu wszystko polega na hipnotyźmie.

Jakie utwory lub artystów graliście najczęściej w tym roku?

Catz’n Dogz: Z reguły zmieniamy bardzo to, co gramy. Z wykonawców na pewno Truncate, Green Velvet. Jeśli chodzi o piosenki, to zdecydowanie podsumowaniem każdej dobrej imprezy jest fakt, gdy zagramy na koniec seta kawałek Jona Hopkinsa Open Eyes Signal. To taki wyznacznik, że było dobrze. Po imprezie Wooded z Magdą we Wrocławiu, dostaliśmy ponad 15 wiadomości od klubowiczów, że to był ich najlepszy moment w tym roku, tzw. „ciarka życia”. Ten numer zabrzmiał wtedy wspaniale.

Jaka scena taneczna, w jakim kraju jest teraz najbardziej gorąca, obiecująca?

Catz’n Dogz: Obie Ameryki i Anglia, zdecydowanie! W Niemczech jest np. taki problem, że wszyscy się wyprowadzili do Berlina. W innych miastach scena jest mikro, grają tylko ich lokalni rezydenci. W Berlinie bywa za to 20 imprez dziennie. Niemcy supportują swoją scenę, ale jest mały wybór, raczej mus. Ameryka Północna to istny wybuch sceny tanecznej, inwestowanie korporacji w muzykę, festiwale. EDM -owe sceny się zmniejszają, za to są coraz większe sceny z dobrą muzyką klubową. Amerykanie, którzy nie wiedzieli nic o historii i klasyce muzyki house/techno, teraz zaczynają się tym interesować. To boom dla ludzi młodych.

Co jest swego rodzaju paradoksem, bo przecież ta USA to ojczyzna tych gatunków…

Catz’n Dogz: Właśnie. A zaczyna się tu tworzyć nowa świeża energia. Ci młodzi ludzie zaczynają chodzić w końcu do klubów. USA są ogromne, więc jest tam wiele do odkrycia. Nastolatki słuchają Diplo i Skrillexa, ale grzebiąc w muzyce i jej historii mają szansę dojść do czegoś wartościowego.

A wielki boom jest też w Anglii: jest tam niesamowicie: i w małych i dużych miastach – klimat jak z rave’ów lat 90. !

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...