ODESZA tworzą razem od kilku lat. Ich brzmieniem zachwycają się światowe media. Harrison Mills i Clayton Knight to duet, który uzupełnia się bezbłędnie tworząc świadomie bardzo dobrą elektronikę. Na kilka dni przed dwoma polskimi koncertami miałem okazję porozmawiać z Claytonem o współczesnej muzyce, wymarzonych miejscach do koncertowania i jego grzesznych przyjemnościach.

Poznaliście się z Harrisonem na ostatnim roku studiów. Wiedzieliście od razu, że Wasza współpraca będzie tak owocna?

Clayton Knight: Wydaje mi się, że tak. Mieliśmy pomysł, ale nie wiedzieliśmy, że będziemy współpracować tak długo. Jak zaczęliśmy tworzyć muzykę razem nie mieliśmy w ogóle intencji współpracować ze sobą na zawsze, do teraz. Ale tak, jak już stworzyliśmy to i owo razem, praca układała nam się coraz lepiej i postanowiliśmy to kontynuować. Jesteśmy razem po tej samej stronie muzyki.

Jak to jest tworzyć coś z kimś innym? Pytam, bo zaczynałeś tworzyć jako solo producent. Jak zmienił się Twój proces produkcji muzyki?

Clayton Knight: Fajnie jest mieć kogoś, kto rozumie Twoje pomysły. Często kiedy pracujesz samemu możesz nie dostrzec ważnych rzeczy i to jest najgorsze. Kiedy pracujesz nad jakimś utworem dość długo, przesłuchasz go kilkadziesiąt razy nagle się gubisz i nie wiesz w jakim kierunku zmierzać. Wtedy, gdy już znalazłeś bratnią duszę, możesz poprosić o radę, wymienić się pomysłami i wynieść swoją produkcję w całkiem innym, lepszym kierunku. A to jest bardzo ważne.

Ale nie jest to czasami irytujące kiedy ktoś stoi za Tobą i mówi Ci co masz zrobić ze swoim utworem?

Clayton Knight: Zależy. To może być niesamowicie wkurzające. Ale kiedy współpracujesz z kimś, komu kompletnie ufasz i wiesz, że macie taki sam kierunek w swojej twórczości, to nigdy nie jest to destrukcyjne. Czasami Harrison (albo ja) mówi „to zabrzmi lepiej jak zrobisz to” i idziemy właśnie w tamtym kierunku.

Miałem szansę zobaczyć Was w Central Park w Nowym Jorku ostatniego lata. To był świetny koncert! Występowaliście przed Bonobo i dla mnie macie wiele wspólnego. Czy to właśnie oni są Waszą największą inspiracją?

Clayton Knight: Dzięki stary, cieszę się, że Ci się podobało! Bonobo to na pewno nasza ogromna inspiracja, słuchamy go od bardzo, bardzo długiego czasu. Oprócz niego, duży wpływ na nas ma M83. Jesteśmy też wielkimi fanami Animal Collective. Kochamy każdy rodzaj muzyki i lubimy korzystać z wielu idei. Ostatnio np. jest to Four Tet. Słuchamy też dużo europejskiej elektroniki, jesteśmy nią zafascynowani.

Mówisz, że wielu artystów ma wpływ na Waszą muzykę. A miałeś kiedyś blokadę?

Clayton Knight: Tak i do tego całkiem niedawno (śmiech). Wiesz, kiedy podróżujemy bardzo dużo i całe twoje życie kręci się wokół tego podróżowania, to nie zawsze masz czas na tworzenie muzyki. A jak nie robisz muzyki codziennie, to wypadasz z rytmu. Nagle przestajesz być kreatywny i… się blokujesz. Dlatego ostatnio trochę się wycofałem i zacząłem słuchać muzyki bez przerwy, ile wlezie. To niesamowite jak te wszystkie inspiracje pomogły mi pozbyć się blokady i zacząć znowu tworzyć muzykę.

Wyprzedaliście niezwykłą ilość koncertów i wciąż to robicie. Spodziewaliście się takiego sukcesu?

Clayton Knight: Nie aż takiego (śmiech). Szczególnie ostatnio. Ale jesteśmy bardzo podekscytowani kolejnymi koncertami i ciekawi jak to wszystko się rozwinie.

Co masz na myśli? Myślisz, że Wasza muzyka się zmieni?

Clayton Knight: Na pewno ewoluuje. Na pewno zmieni się pod pewnymi względami. Ale wciąć chcemy mieć na nią podobny wpływ i mam nadzieję, że wciąż będziemy mieć to unikalne brzmienie. Nie chcemy stracić swoich fanów, chcemy wciąż tworzyć muzykę jaką kochamy my i nasi fani.

Gdzie chciałbyś wystąpić najbardziej?

Clayton Knight: Dobre pytanie! Zdecydowanie Red Rocks, to jest z moich ulubionych miejsc do oglądania muzyki na żywo, to w Morrison, Colorado. Właściwie to wystąpimy tam w tym roku! To prawdziwe spełnienie się marzenia!

A jakieś bardziej egotyczne miejsce?

Clayton Knight: Hm… Daliśmy koncert w Meksyku w Nowy Rok. Na plaży! To było niezwykłe. Bardzo bym chciał pojechać gdzieś do Ameryki Południowej i dać tam kilka takich koncertów, to byłyby niezłe imprezy!

Masz jakieś niemiłe wspomnienia z trasy koncertowej?

Clayton Knight: Koncertując tak wiele, widzieliśmy całkiem sporo. Zazwyczaj ludzie bawią się bardzo fajnie. Ale kilka razy na przeciwko nas (albo i w oddali [śmiech]) uprawiali seks. To całkiem egzotyczne doświadczenie. Ale z drugiej strony całkiem interesujące (śmiech).

Za kilka dni wystąpicie w Warszawie i Poznaniu. Macie jakieś oczekiwanie względem polskiej publiczności?

Clayton Knight: Daliśmy już kilka koncertów w Europie Wschodniej, wspominamy je bardzo dobrze. Szczerze mówiąc to były jedne z lepszych koncertów. Ale jeszcze nigdy nie graliśmy w Polsce, dlatego jesteśmy całkiem podekscytowani. Nie oczekujemy niczego. Przed każdym koncertem próbujemy ustabilizować myśli, wyłączyć w mózgu przycisk ‚obawy / oczekiwania’ i wykorzystać swoją kreatywność. Wtedy widzimy jak rozkręca się publika i wiemy czy jest dobrze.

Uważasz, że w dzisiejszych czasach jest ciężko promować elektroniczną muzykę?

Clayton Knight: Wiesz, cały ten streaming, Spotify, Soundcloud ma na to ogromny wpływ. Teraz jest wszędzie tyle muzyki, że coraz ciężej jest znaleźć coś co akurat ty wrzucisz do sieci. Ale to też zmusza cię do kreatywności. Jest tak wielka konkurencja, że to ona nakręca kreatywność. Ale uważam że szczególnie w Ameryce dużo elektroniki brzmi tak samo… Dlatego staramy się to zmienić, dać ludziom inną perspektywę.

Co wolisz: tworzyć własne utwory czy brać na warsztat kompozycje innych i ich remiksowanie?

Clayton Knight: Kocham tworzyć swoją muzykę. Remiksy są okej, ale moje utwory dają mi o wiele więcej wolności. Mam o wiele więcej przestrzeni do zagospodarowania. Remiksy się cięższe kiedy opierają się na utworze, który ci się naprawdę podoba, trudno wtedy je zmienić tak, żeby znowu brzmiały tak dobrze. O wiele więcej frajdy sprawia mi tworzenie autorskich kompozycji.

Na koniec opowiedz mi o swoich muzycznych grzechach. Wiem że jest to m.in. Coldplay.

Clayton Knight: Tak, masz rację (śmiech). Hm, to całkiem wstydliwe pytanie (śmiech). Ale okej, niech Ci będzie. „Toxic” Britney Spears to świetna piosenka, będę jej bronić choćby nie wiem co (śmiech). Kocham tak dużo różnych gatunków muzycznych, że zawsze znajdzie się miejsce na coś ‚wstydliwego’. Ale nie ignoruję niczego, zawsze jest coś, co ma na Ciebie jakiś wpływ, a przy okazji słuchanie tego sprawia Ci radochę.

Dzięki za rozmowę i do zobaczenia na polskich koncertach!

Nie ma więcej wpisów