music is ... muzyka z najlepszej strony.

Patrick

Patrick The Pan ...niczym jak liśćmi

data wydania: 2015-05-04
wytwórnia: Warner Music

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 6 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Pamiętacie chłopaka z Krakowa, który na dwa miesiące zamknął się w pokoju i z pomocą jednego mikrofonu nagrał płytę? Debiut „Something of an End” zrobił sporo szumu w środowisku muzycznym, co zaskutkowało podpisaniem kontraktu z wytwórnią Kayax. Mowa o Piotrku Madeju występującym pod pseudonimem Patick the Pan, którego drugi album, „…niczym jak liśćmi”, ukazał się właśnie na rynku. A na nim Patrick ponownie niespiesznie opowiada historie, sprawiając, że pośpiech ulatuje z naszych myśli. A przywodząca na myśl nazwiska folkowa stylistyka pełna jest odniesień do Damiena Rice, Bon Iver ale także… Damona Albarna.

Utwory są tu mniej melancholijne, mniej naiwne i nostalgiczne niż na debiutanckiej płycie, ale to nie przytyk, bo tamto wcielenie też miało swój wielki urok. Wydaje się, że przy pracy nad drugim krążkiem Patrick pozwolił sobie na oddech pełną piersią. Aranżacyjnie utwory przybierają bardziej zdecydowany i zróżnicowany charakter, już nie są w tak dużej mierze oparte na gitarowych brzmieniach. Pojawia się większe bogactwo instrumentów – od pianina, trąbki czy perkusji po nienachalną elektronikę. Jest tego tak dużo, że problemem może okazać się przeniesienie materiału na scenę.

Całość, podobnie jak na pierwszym krążku, rozwija się postrockowo (kojarząc się z ostatnią płytą Damiena Rice’a „My Favourite Faded Fantasy”). Powolna ballada zostaje złamana ostrym, gitarowym riffem albo zdecydowaną perkusją, klimat i tempo utworów ulegają zmianom. Pojawia się nawet ukłon w stronę jazzu, jak w piosence „Idiots”, która zaczynając się rockowym, szybkim graniem pod koniec staje na głowie i wraz z wejściem pianina i trąbki przemienia się w jam session. Płytę otwiera „Zdejmij, wyłącz, wobacz” oparta na elektronicznym podkładzie i naśladującym maszynę głosie. Nasuwa to skojarzenia z Radiohead i ich płytą „Ok Computer”. Madej przestrzega przed zamykaniem się w wirtualnym świecie, a temat ten powraca w następnych utworach, takich jak „Pikselove” opowiadającym o miłości w dobie internetu. Pojawiło się tu także sporo kawałków po polsku, jak choćby nagrane z Dawidem Podsiadło, singlowe „Niedopowieści”.

Miło patrzeć na postęp w warsztacie pisarskim Piotrka, bo chociaż jego anglojęzycznym tekstom trudno coś zarzucić, to bonus track „Hełm grozy” z pierwszej płyty jakoś nigdy do mnie specjalnie nie przemawiał. Dzięki poetyckiemu tekstowi, jazzującemu pianinu, i smyczkom perełką jest dla mnie „Lewiwa”, zbliżona klimatem do piosenek Grzegorza Turnaua. Ale „…niczym jak liśćmi” to też zapis eksperymentów z przesterami i innymi ciekawymi rozwiązaniami wprowadzonymi już na etapie produkcji. Nie brakuje pięknych harmonii w wielogłosie („The Ballad of an Elephant”), oceanicznej przestrzeni („Lunatique”) i ujmujących instrumentalnych fragmentów, jak ten smyczkowy, kończący płytę (o przewrotnym tytule „How Am I going to End”).

Szkoda więc używać tych wszystkich łatek mówiących o polskim odpowiedniku bardziej znanego, światowego muzyka. Jego druga płyta dowodzi, że nieługo takie porównania przestaną być potrzebne, bo Patrick The Pan… to Patrick The Pan. Muzyk, który ma dar przekazywania emocji bezpośrednio krwiobiegiem – ze swojego serca prosto do serca słuchacza.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...