music is ... muzyka z najlepszej strony.

Mumford and Sons

Mumford and Sons Wilder Mind

data premiery: 2015-05-04
wytwórnia: Glassnote

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 13 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

„Wilder Mind” to historia, której nie spodziewaliśmy się doświadczyć tak szybko. Kiedy na początku 2014 roku Mumford and Sons informowali o udaniu się na przerwę, spodziewaliśmy się, że potrwa ona bardzo długo. Nastroje takie wzmagał fakt, że panowie skończyli wówczas długą i wyczerpującą trasę koncertową promującą album „Babel”. Dlatego wielkie zaskoczenie wzbudziły pierwsze tegoroczne ogłoszenia programów festiwali, gdzie Londyńczycy zajmowali najwyższe pozycje. Jeszcze większe zdziwienie wzbudził fakt ogłoszenia ich, jako gwiazd tegorocznego Open’er Festival. Wszyscy zastanawiali się, dlaczego…

Odpowiedź przyszła na początku marca, kiedy to została zapowiedziana premiera trzeciego w dorobku grupy albumu oraz udostępniono pierwszy singiel. „Believe” stało się idealnym okrętem flagowym floty nowego materiału, a także potwierdzeniem zmian, o których z ochotą opowiadali członkowie. To właśnie ta rewolucja brzmieniowa najbardziej elektryzuje fanów i krytyków. Mumfordzi porzucili banjo, country i folkowe ciuchy na rzecz gitar elektrycznych, wariacji na temat rocka i skórzanych kurtek. Przez kolejne dwa single z niecierpliwością czekaliśmy na finalny efekt takich zabiegów i…po pierwszym przesłuchaniu entuzjazm zgasł.

To, co świetnie sprawdza się przy singlowych, jednorazowych strzałach, w albumowej serii mocno traci na wartości. Zarówno „Belive” jak i kolejne utwory promocyjne, czyli „The Wolf” oraz „Snake Eyes” zbudowane są według identycznego schematu. Rozpoczynają się spokojnie, budując przytulną atmosferę, głównie za sprawą miękko prowadzonego wokalu Marcusa. Lekko ożywiają się w refrenach, aby mniej więcej w na przełomie trzeciej i czwartej części utworu dotrzeć do, w zamyśle, potężnego instrumentala. Główną bohaterką tych momentów jest nowo odkryta przez zespół gitara elektryczna, ginąca jednak w kakofonii hałasu wydobywającego się ze wszystkich instrumentów. Zakładam, że intencją twórców takiego właśnie schematu było silne oddziaływanie na emocje odbiorcy. Zabieg udał się połowicznie. W singlach sprawdza się świetnie, zwłaszcza w „Snake Eyes”, jednak słuchając kolejno dwunastu identycznie skonstruowanych utworów, ciężko się nie znudzić.

I to właśnie nijakość jest największym problemem „Wilder Mind”. Po pierwszym przesłuchaniu w pamięci słuchacza nie pozostaje absolutnie nic. Następne również nie pozwalają zanucić żadnego z utworów. Jest to kolejny z wielu albumów o miłości, który choć opowiada o jednym z najgorętszych uczuć, emocjonalnie jest płaski. Całość budzi silne skojarzenia z „Come Around Sundown” Kings of Leon – płytą, którą bracia Followill ewidentnie odcinali już kupony od zdobytej poprzednimi dokonaniami popularności. Oba albumy są świetnie wyprodukowane, zagrane na najwyższym poziomie, jednak trącą pewnym zblazowaniem, brakuje im iskry, pasji tworzenia muzyki.

Skojarzenie z Kings of Leon nie jest przypadkowe. Przy swojej rewolucji brzmieniowej Mumford and Sons z pewnością wzorowali się na kolegach zza wielkiej wody. Na „Wilder Mind” słychać również silne inspiracje Coldplay. Razem składa się to w obraz albumu stworzonego nie po to, aby wynieść Londyńczyków na szczyt, a po to, żeby ich na tym szczycie utrzymać. Sztucznie wprowadzeni na headlinerskie sloty wielu dużych festiwali potrzebowali materiału godnego headlinera. Szkoda jedynie, że wzorowali się na zespołach, które mocno spoczęły na laurach, zamiast na kapelach poszukujących i eksperymentujących, jak nie szukając daleko, rodzime dla naszych bohaterów Arcitc Monkeys. Co zaskakuje o tyle, że zarówno „AM” jak i „Wilder Mind” produkowała ta sama osoba, czyli James Ford.

„Wilder Mind” to album dobry, jednak nie w tym momencie kariery, w jakim Mumford and Sons się znajdują. Mam jednak nadzieję, że Panowie obronią go podczas występów live, a same koncerty nie stracą swojego niewątpliwego uroku, jaki posiadały do tej pory.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...