Słuchaliście kiedyś wystąpienia Amandy Palmer „The art of asking” podczas TED Talks? Opowiada ona o akcie dawania i otrzymywania. Zawsze w tej kolejności. Ta wymiana opiera się na wzajemnej komunikacji opartej na szacunku, szczerości i otwartości na drugą osobę. Właśnie tego, w najczystszej postaci, zdawała się doświadczać nie tylko publiczność białostockiego festiwalu Halfway, ale także występujący artyści. Muzycy tacy jak Peter Sielberman z The Antlers, William Fitzsimmons czy Sharon Van Etten ledwo maskowali swoje wzruszenie podczas występów powtarzając po kilka razy jak wyjątkowy jest ten festiwal. Jeżeli tak się dzieje, to chyba faktycznie coś musi być na rzeczy?

halfway_dzien2 (16)

Od 26 do 28 czerwca w klimatycznym amfiteatrze nowoczesnego budynku Opery i Filharmonii Podlaskiej odbywały się wspaniałe koncerty. Niewielka drewniana scena otoczona była półkolem ławek, na których zasiadali ludzie, którzy przyszli na Halfway przede wszystkim dla muzyki, chcąc przeżywać ją „tu i teraz”. Scena była jedna, dzięki czemu odchodził wieczny pośpiech melomana oraz dylemat „który koncert wybrać”. Folkowe, songwriterskie klimaty mieszały się z elektroniką, rockiem, alternatywą. Mimo różnorodności stylistycznej, Halfway to festiwal z tak spójnie dobranymi i ciekawymi artystami, że nawet jeżeli większość nazwisk mogła być przeciętnemu słuchaczowi nie znana, to miał on okazję do poznania wielu dźwięków, obok których trudno przejść obojętnie.

halfway_dz1 (28)

Pierwszy dzień, 26 czerwca, należał do songwriterów. Tego dnia serca słuchaczy skradł, pochodzący z Norwegii, Moddi, który grał piosenki oparte o dźwięk gitary i wiolonczeli. Świetny kontakt z publicznością, utwory przeplatane wzruszającymi historiami i pełne zaangażowanie w występ zostały nagrodzone owacjami na stojąco. Podczas ostatnich kawałków do artysty dołączyli muzycy Filharmonii Podlaskiej dodając piosenkom filmowego rysu. Koncertem otwierającym festiwal był zaś występ białostoczanki Nathalie & the Loners, której melancholijne, ulotne melodie ładnie współgrały z intymną przestrzenią amfiteatru. Niezwykły set dał też Jauhien Kuczmiejna, Białorusin, występujący pod pseudonimem .K. Był młodzieńczym głosem buntu śpiewając zachrypniętym, pełnym emocji głosem – czasem pełnym złości i krzyku, kiedy indziej nucąc falsetem niczym Bon Iver. Jako ostatni wystąpił Gabriel Rios, który po rozbuchanej, symfonicznej końcówce koncertu Moddiego nie miał łatwego zadania. Udało mu się jednak kupić publiczność dzięki charyzmie oraz wpadającym w ucho piosenkom, raz rytmicznym i żywiołowym, kiedy indziej melancholijnym.

halfway_dz1 (1)

Halfway to jednak nie tylko niszowe folkowe granie, czego dowiódł drugi dzień festiwalu. Polski duet Jóga grał elektronikę ze skandynawskim powiewem skręcającą wyraźnie w stronę Jamesa Blake’a. Chociaż jeszcze trochę niezgrabni, jeśli chodzi o kontakt z publicznością, dali dobry koncert, mówiąc na koniec z rozbrajającymi uśmiechami, że białostocki amfiteatr to najpiękniejsze miejsce, w którym kiedykolwiek grali. „Prawdziwi” Islandczycy z formacji Vök połączyli zaś mocno osadzoną elektronikę z kryształowymi wokalami oraz… dźwiękiem saksofonu. Zdawali się powiewem świeżości na przepełnionym tego typu muzyką rynku. Mocniejszy, rockowy akcent zapewnił wileński skład Garbanotas Bosistas. Każdy członek zespołu wydawał się z przybyszem z innej planety – hippisowski gitarzysta, wokalista w czapce z daszkiem. Odbierało to im spójność wizerunkową, jednak brzmieniowo wypadli fantastycznie. Amerykański skład She Keeps Bees był jedynym, który mnie nieco rozczarował. Może była to kwestia typowo amerykańskiego poczucia humoru leaderki, ale pojawiło się też trochę wpadek muzycznych i chociaż koncert miał dobre momenty, to – mimo entuzjastycznej i roześmianej publiczności – mnie jakoś nie porwał. Na zakończenie wieczoru grał William Fitzsimmons, „na dobranoc” zapewniając ponowną dawkę wyciszenia i nastrojowych, smutnych piosenek. W ramach bisu zszedł ze sceny i zagrał solo garść piosenek stojąc wśród publiczności. Śpiewał cichym głosem, poufale dzieląc się utworami z festiwalowiczami i widać było, że gdyby to zależało tylko od niego, to mógłby tak grać jeszcze bardzo długo.

halfway_dzien2 (12)

Ostatni dzień rozpoczął prawdziwie folkowy występ Maggie Björklund, Dunki grającej country, specjalizującej się w grze na charakterystycznym instrumencie pedal steel. Chociaż koncert nie był porywający od pierwszych piosenek, to rozwinął się powoli w ciekawsze, trochę bardziej mroczne rejony. Tego dnia wystąpili też debiutanci – londyńsko-polski skład Sister Wood oraz młodziutka Polka Oly. Siostry Wood zabrały publiczność w swój elektroniczny świat uzupełniany brzmieniem skrzypiec i przeplatającymi się głosami. Eteryczny, delikatny głos Oly. został wzbogacony nie tylko o dźwięk ukulele, ale też zdecydowanie brzmiącą perkusję czy bas. Minusem były infantylne zapowiedzi piosenek, ale sam koncert był przyjemny. Sharon van Etten, She Keeps Bees i The Antlers to składy pochodzące z Brooklinu, których muzycy znają się od lat, co prowadziło do nagromadzenia wzruszeń i emocji. Do tego okazało się, że Sharon ma rodzinne korzenie z Białegostoku i w przeszłości obiecała sobie odwiedzić właśnie to miasto. Co więcej, był to dla niej i zespołu koncert wieńczący długą trasę, zagrany dla niewielkiej publiczności i przeżywany w obecności wieloletnich przyjaciół. Artystka zaczynała nieśmiało, ale z piosenki na piosenkę rozkręcała się dając prawdziwy popis mocniejszego grania podczas bisów. Dziękowała ze łzami w oczach. Zwieńczeniem festiwalu był zaś występ The Antlers, i chociaż organizatorzy festiwalu unikają określenia „headliner”, to nie trzeba ukrywać, że to z ich powodu zjechała się duża część publiczności. Mimo późnej pory, nie rozczarowali dając popis swoich możliwości. Peter Silberman, frontman grupy, zakończył koncert łamiącym się głosem dziękując za organizację tak wspaniałego festiwalu. Wierzcie, nie była to jedynie kurtuazja.

halfway_dzien2 (46)

Halfway to festiwal jedyny w swoim rodzaju. Bez barierek, bez sztucznych granic między publicznością, artystami, mediami. Tutaj artyści po własnym koncercie siadają wśród publiczności, żeby posłuchać grających kolegów. Publiczność odwdzięcza się zaś skupieniem i zaangażowaniem podczas występów. Bo nawzajem dajemy i otrzymujemy – Halfway Festiwal budujemy my wszyscy, chcąc przeżyć razem coś wyjątkowego. Od teraz będzie to nie tylko mój stały, ale najważniejszy punkt na wakacyjnej festiwalowej mapie.

Nie ma więcej wpisów