W polskiej miejscowości Mogilno powstał folk rodem z Wysp Brytyjskich – Forget About Julia to zespół brzmiący jak Fleet Foxes nieco wymieszany z The National. Nie jest to jednak wątpliwej jakości muzyczna podróbka, ale kawał dobrego grania. A wydawnictwo, które zaprezentowali panowie to siedem piosenek opartych o gitarowe brzmienia, mruczenia, cymbałki i przestrzenne efekty.

W skład zespołu wchodzą Mariusz Dojs i Krystian Wołek (czyli Yoko Chanel) oraz grający także z Lilly Hates Roses Szymon Jankowski oraz Paweł Baranowski. Podobnie jak wiele innych debiutów, krążek został nagrany za pomocą jednego mikrofonu w domowym studio wokalisty Mariusza Dojosa. Próżno tu jednak szukać niedociągnięć czy amatorki. Ta EP-ka stanowi raczej dowód na to, że muzyka lo-fi znów powinna wrócić do łask, bo o jej jakości stanowi coś więcej niż sprytny mix i mastering.

Bazę piosenek, jak na porządny folk przystało, stanowi gitara – zarówno ta akustyczna jak i elektryczna. W otwierającym album kawałku „Time Gamblers” podstawę stanowią grzechotki, przestrzenne dźwięki gitary i smakowite przestery, „Dear Lover” hipnotyzuje leniwym riffem, fajnie buja trochę szybsza, wymruczana historia w „Don’t regret”. Zaś następny kawałek, „Eyes Wide Open”, zaczyna się optymistycznym, energicznym biciem, podpartyn po chwili oszczędną perkusją. Jest tu sporo nakładających się wokali, co wydaje się ostatnimi czasy popularne w tego typu muzyce. Już po pierwszym przesłuchaniu dostrzec można więc pewną różnorodność w posługiwaniu się dźwiękami.

Końcówka wydawnictwa przynosi jednak nieco bardziej mieszane uczucia. „Power Stations” okazuje się balladą do złudzenia przypominającą dokonania innych artystów z tych kręgów, takich jak Daniel Spaleniak czy Patrick The Pan – to jednak działa. Gorzej sprawa ma się z „Promised Land”, który jest najmniej udanym kawałkiem z tej płyty, gdzie ponad typową i niezbyt ciekawą aranżację country wybija się jedynie perkusja. Na ostatnim odcinku przyjemnie zwalniamy – „Winter” to udane, nostalgiczne zamknięcie tego krótkiego, intymnego albumu.

„Forget About Julia” to płyta przyjemna. Idealna do puszczenia w tle, w trakcie przejażdżki rowerowej czy podczas lektury książki. Nie jest może specjalnie oryginalna i raczej nie stanie się rarytasem na rodzimej scenie muzycznej, ale nie zaprzeczajmy – jest to porządna porcja niezłej muzyki. Fajerwerków może i nie ma, ale słucha się tego wszystkiego z przyjemnością.

Nie ma więcej wpisów