music is ... muzyka z najlepszej strony.

Lilly Hates Roses / mat. prasowe

Lilly Hates Roses Mokotów

rok wydania: 2015-06-30
wytwórnia: Sony Music Entertainment

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 6 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Ich muzykę poznałam prawie dwa lata temu, gdy supportowali Dawida Podsiadło na jednym z jego koncertów na Podkarpaciu. Jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego co będzie czekać mnie za wielkimi drzwiami do rzeszowskiego klubu. Na zewnątrz było dość zimno z powodu jesienno-zimowej aury. Tłum fanów zebranych przed Wytwórnią mówił tylko o jednym – o głównej gwieździe wieczoru. Ja także nie mogłam doczekać się wyśpiewywania „Trójkątów i Kwadratów”, lecz zainteresował mnie również zespół, który za zadanie miał rozgrzać publiczności przed pojawieniem się wspomnianego już wokalisty. I tego wieczoru Kamil Durski i Kasia Golomska bardzo szybko skradli serca publiczności swoimi piosenkami takimi jak „Youth” czy „Kto, jeśli nie my?”, a gdy zeszli ze sceny wiedziałam, że to nie będzie moje ostatnie spotkanie z tym duetem.

Zawsze, gdy nowopoznany, lecz już ulubiony zespół wydaje kolejny album jestem bardzo ciekawa, a za razem lekko przestraszona tym co muzycy przedstawią swoim nowym wydawnictwem. Wiecie, nikt nie lubi tego uczucia, gdy ukochana grupa rozczarowuje nas kompozycjami, które w ostateczności okazują się zwykłym niewypałem lub muzycznym bublem. Na szczęście z drugą płytą Lilly Hates Roses jest inaczej.

Album otwiera stonowane „Feng Shui”, które przekonuje swoją delikatnością, spokojnym rytmem i przesłodką wokalizą Kasi. Poprzez nieco tajemniczy tekst i melodi utwór świetnie wprowadza w klimat następnych dziesięciu kompozycji. Po lirycznym wstępie nadchodzi czas na mocniejszy beat „Spiders And Snakes” oraz „Predictable”. Nie wiem dlaczego, ale ten ostatni przypomina mi głos wokalistki z The Naked and Famous (zwłaszcza z ich pierwszego krążka „Passive Me, Aggressive You”).

Tytułowy singiel „Mokotów” skrada serce pozytywną energią i wakacyjnym klimatem. Szybka radosna melodia natychmiast zapada w pamięć, a przyjazny i delikatny głos Golomskiej umila każdą wolną chwilę tak, że już po pierwszym przesłuchaniu tego utworu ciągle nuciłam słowa Układ papilarnych dróg, łańcuch mokotowskich biur… Już wtedy wiedziałam, że „Mokotów” stanie się moją ulubioną piosenką, tak jak w czołówce utrzymywało się „Youth” z albumu „Something to Happen”. Na szczególną uwagę zasługuje również utwór zaczynający się bardzo nostalgicznie, stopniowo zyskujący magiczną aurę – jest to oczywiście „Lifeboat” z gościnnym udziałem Podsiadło. I faktycznie, po przesłuchaniu go można mieć wrażenie, że potrzebujemy łodzi ratunkowej, która uratuje nas od ciągłej gonitwy, w której współcześnie tkwi człowiek. Do faworytów z pewnością należy również „L.A.S”, gdzie głosy Kasi i Kamila wzajemnie się przeplatają i uzupełniają.

Cały krążek jest dla mnie pewnym zaskoczeniem, ponieważ oprócz spokojnych kompozycji takich jak „Sound Of Bells” czy „Ghosts” znajdziemy tutaj też nieco mocniejsze i rockowe akcenty, takie jak wspomniane „Spiders and Snakes” oraz „Eternal”. To zdecydowanie odgania monotonię grania. Oprócz rockowego tupnięcia spotkamy się tu również z lekkim onirycznym klimatem, który dodają „Kosy i Bzy” i „No Regrets”, w którym dominuje męski wokal Kamila dopełniony słodkim chórkiem Kasi. Widać, że młody duet nie zamyka się tylko w jednym gatunku muzycznym i stale się rozwija, szuka nowych inspiracji.

Tak jak w przypadku debiutanckiego albumu, duet Durski-Golomska stawia na teksty zarówno w języku angielskim jak i polskim, a ich wykon wychodzi muzykom tak samo dobrze w obu przypadkach. Poprzez tą językową zręczność Lilly Hates Roses zdobywają serca publiczności nie tylko na rodzimych ale i światowych scenach. Dzięki połączeniu spokoju i energii, album „Mokotów” zauroczy każdego, kto choć przez moment postanowi zatonąć w rytmie melodii poznańsko-toruńskiej grupy, a także zanurzy się w urzekającym nastroju warstwy tekstowej. Rejs do oazy spokoju rozpoczęty. Bądźcie spokojni, z ratunkową łodzią jaką jest „Lifeboat” i cała płyta „Mokotów”, nic wam się nie stanie.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...