music is ... muzyka z najlepszej strony.

Weszoło

Hoszpital Weszoło

data wydania: 2015-24-04
wydawnictwo: Thin Man Records

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 3 głosy
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok
Podczas gdy każdy kolejny zespół wywodzący się z Poznania w jakiś sposób romansuje z brzmieniami elektronicznymi, muzykę Hoszpital można traktować jako pewien powiew świeżości. Gitarowe zacięcie to jeden z ich wyróżników, ale trudno określić czy to element wystarczający do rozsławienia ich muzycznych poczynań. Spoglądając na scenę muzyczną indie – może być ciężko. Nie wszystko bowiem na ich debiucie przekonuje tak, jak pokazuje to urocza okładka.

Wydaje się, że o „Weszoło” zostało powiedziane już dość dużo: ciężko jest wymyślać kolejne porównania i dopatrywać u trio licznych nawiązań, których nie dałoby się zmieścić w pewnym worku, z którego czerpie większość indie-rockowych zespołów. Tacy Kumka Olik też przecież głaskali swoim gitarowym ułożeniem, a kolejni recenzenci przerzucali się w dodawaniu do ich płyt coraz to nowych odniesień i porównań. Zresztą przywołanie tu innych Poznaniaków nie jest wcale przypadkowe, bo te dwie grupy zdaje się nieco łączyć. Ostateczny rozrachunek ich debiutanckich płyt okazuje się niemal taki sam.

Wymieniać można dalej – mamy tu bowiem pewne echa Myslovitz, być może nieco z debiutu Much, trochę Muzyki Końca Lata, jeszcze mniej odniesień do Republiki (a może?), jeden wyskok zbliżający (poczynając od brzmienia, a na tekście kończąc) trio do standardowych działań Happysadu. New wave’owa posępność przeplata się z new romantic, gitarowa nostalgia uderza także w rodzimy skrawek lat 90., nad wszystkim jednak unosi się przydomek indie. I choć zapewne każdy znajdzie tu jeszcze coś innego, to wydaje się, że więcej w niespełna czterdziestu minutach zmieścić nie można.

Z tego zamieszania wynika jednak parę dobrych rzeczy, takich jak utwory „Biegnę” czy „Głód”. Senna sceneria pierwszego z nich, wraz z „Ja chciałbym być poetą” to dwa punkty, które najbardziej działają na zmysły, nieco usypiając naszą czujność i dając się ponieść ich oniryzmowi. Interpretacja słów Andrzeja Bursy pokazuje rozległe możliwości grupy i pewną przepaść między resztą ich dokonań. Nie dlatego, że teksty Michała Bielawskiego są bezmyślnymi szczeniackimi opowieściami – wręcz przeciwnie. Ich skrótowość, metaforyka i masa niedopowiedzeń utwierdzają wrażliwość i umiejętność poetyckiego podejścia do pisania. Ale w jakiś sposób jego subtelny, ciepły wokal akurat w tym fragmencie albumu zdaje się docierać do odbiorcy bardziej niż przy innych utworach.

Ostatecznie „Weszoło” to nic, czego byśmy nie znali. Zarzucanie tej płycie wtórności nie byłoby zbyt roztropne, bo rozglądając się wokół, z reguły nie doznajemy rzeczy innych od ciągłego przetwarzania tego, co znajome. Tyle, że Hoszpital, choć poprawni w tej czynności, nie próbują swoim tworom nadać charakteru, który dałby podstawy do natychmiastowego przywołania ich w pamięci. Utwory ulatują, nie pozostawiając zbyt wielu momentów zachwytu czy nawet punktu zaczepienia, który w tej gitarowej, zaskakująco uspokajającej nostalgii powinien się znaleźć. Tak, to dźwięki ładne, przyjemne w swoim smutku i tylko czasem trochę nijakie. Ale być może to mylę się ja, może nie przyszło mi rozumieć i odczuwać tej poezji.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...